UNIA EUROPEJSKA
Szczyt Rady Europejskiej w Brukseli zaowocował niezwykle odważną — jak na standardy unijne — deklaracją, że "Muammar Kaddafi musi natychmiast oddać władzę. Jego reżim stracił wszelką prawomocność i nie jest dłużej rozmówcą dla Unii Europejskiej". Jednocześnie szefowie państw i rządów potwierdzili, że w takich razach wspólnota wciąż nie dysponuje egzekutywą. Dość wygodna jest okoliczność, że w ewentualnych krokach militarnych pierwszeństwo mają inne podmioty — Rada Bezpieczeństwa ONZ, NATO, a nawet Liga Arabska.
Egzekucyjna słabość wisi od początku także nad przyjętym w piątek przez 17 państw strefy euro tzw. paktem o konkurencyjności. Teoretycznie przewiduje on liberalizację rynków pracy, wprowadzenie wolnorynkowej konkurencji do sektora usług, pobudzenie wydajności pracy, koordynację polityki fiskalnej. Umocnienie funduszu stabilizacyjnego euro ma uspokoić rynki, że partnerzy są w stanie pomagać kolejnym padającym kostkom domina. Niestety, ustalenia klasy politycznej nie mają żadnej mocy wobec działających w UE banków, pogrywających wcale nie mniej ryzykownie niż sektor finansowy w USA.
Pakt otwarty jest dla krajów spoza strefy euro. Głęboko zestresowany wystawieniem nas na zewnątrz premier Donald Tusk już zadeklarował, że Polska przystąpi. Tym bardziej, że mamy konstytucyjny limit zadłużania się, nie mamy automatycznej indeksacji pensji, a także — w przeciwieństwie np. do Irlandii — nie odrzucamy harmonizacji stawek CIT. Co prawda wymyka się spod kontroli dług publiczny, ale ta dolegliwość ma ustąpić po końskiej kuracji pod nazwą OFE…