Czytasz dzięki

Problemy z prawem dotyczą tylko nielicznych

opublikowano: 01-07-2015, 22:00

Przez kilka lat obowiązywania licencji syndyka bezpowrotnie utraciło ją tylko sześć osób.

Od października 2011 r. syndykami mogą być tylko osoby posiadające licencję, wydaną przez Ministerstwo Sprawiedliwości (MS) po zdaniu specjalnego egzaminu. Do dziś udało się go zdać aż 900 osobom. Aktywnych syndyków jest dużo mniej, ale ilu dokładnie, nie wiadomo. Tak czy inaczej, problemy z prawem dotyczą tylko garstki z nich.

Zgodnie z prawem, MS cofa licencję syndyka w trzech przypadkach: na wniosek zainteresowanego, po prawomocnym skazaniu danej osoby za przestępstwo umyślne oraz po co najmniej dwukrotnym dyscyplinarnym odwołaniu jej z funkcji syndyka przez sąd upadłościowy. Od 2012 r. do dziś takich sytuacji było łącznie sześć. W trzech przypadkach, Marka Burskiego, Jacentego T. i Mariusza Niziołka, decydowały sądowe „dyscyplinarki”. W jednej, Andrzeja Miodka, prawomocny wyrok skazujący.

W dwóch ostatnich o cofnięcie licencji występowali jej posiadacze Marek N. i Grzegorz T., ale już po tym, jak prokuratura przedstawiła im zarzuty (o poszczególnych sprawach więcej w tekście obok). Oprócz cofnięcia licencji MS ma też prawo (i obowiązek) jej zawieszania po przedstawieniu zarzutów przez prokuraturę.

Obecnie zawieszone są dwie licencje — Tomasza A. i Tadeusza Kohorewicza (patrz obok). W przypadku drugiego licencja, po prawomocnym wyroku skazującym, powinna być cofnięta, ale widocznie MS o wyroku jeszcze nie wie. We wcześniejszych latach podobnie było z informacjamio przedstawianiu zarzutów osobom z licencją syndyka. Zgodnie z prawem, prokuratury powinny zawiadamiać resort o takich sytuacjach, ale tego nie robiły.

— Ustalenia w tym zakresie dokonywaliśmy sami po otrzymaniu informacji od innych podmiotów, takich jak uczestnicy postępowań upadłościowych. Dlatego przypomnieliśmy prokuratorom o tym obowiązku i ostatnio sytuacja się poprawiła — mówi Patrycja Loose, rzecznik MS.

Dziś w resorcie toczą się postępowania w sprawie zawieszenia licencji dwóm osobom. Jedna z nich to Tomasz S. (szerzej o nim obok), a tożsamości drugiej nie chce ujawnić gliwicka prokuratura. Podaje jedynie, że jeden z syndyków usłyszał zarzut niedopełnienia obowiązków. Z ustaleń „PB” wynika, że chodzi o… niedostarczenie upadłemu korespondencji.

Krajowa Izba Syndyków zarzuty te uznaje za nadużycie i robi wszystko, by licencja nie została zawieszona. Przepisy są jednak takie, że po przedstawieniu zarzutów MS musi zawiesić licencję bez względu na okoliczności.

OKIEM SYNDYKA

Zawieszanie? Tak, ale…

JERZY SŁAWEK

dziekan Krajowej Izby Syndyków

Choć syndycy popadają w konflikty z prawem sporadycznie, to jednak potrzebne są takie rozwiązania profilaktyczne, jak zawieszanie licencji po dyscyplinarnych odwołaniach przez sąd czy przedstawieniu zarzutów przez prokuraturę. Jako syndycy obracamy na tyle dużymi pieniędzmi, że jest to uzasadnione. Poszczególnych przypadków nie można jednak wrzucać do jednego worka. W ostatnich miesiącach głośno było o sprawach syndyków, którym zawieszono licencję w związku z podejrzeniami o przywłaszczenie pieniędzy. Może się narażę, ale — moim zdaniem — dobrze się stało, że w tych wypadkach licencje zostały zawieszone. Na przeciwległym biegunie jest sprawa gliwicka, gdzie prokuratura stawia syndykowi zupełnie bezzasadne i kuriozalne zarzuty i w związku z nimi wszczyna się postępowanie o zawieszenie licencji. Ten przykład pokazuje, że decyzja o zawieszeniu licencji nie powinna być automatyczna. Jako izba syndyków będziemy starali się przekonać resort sprawiedliwości do zmiany prawa w tym zakresie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane