Stadiony w Lizbonie i Porto, na których w ubiegłym tygodniu zostały rozegrane pierwsze mecze półfinałowe Ligi Europejskiej, należą do nielicznych portugalskich aren sportowych wybudowanych na Euro 2004, których utrzymanie ma dziś sens ekonomiczny.
Na należącym do Benfiki Lizbona Stadionie Światła (Estadio da Luz)
gospodarze pokonali Bragę 2:1, a na Stadionie Smoka (Estadio do Dragao) FC Porto
rozgromiło Villarreal 5:1. Zespół z Bragi w rewanżu podejmie Benfikę na
stadionie wybudowanym za 31 mln euro. Wprawdzie obiekt ten jest dosyć często
wykorzystywany, jednak zdaniem ekspertów nie był trafioną inwestycją i
codziennie przynosi straty. Nie on jeden.
Według portugalskich ekonomistów, tylko dwa stadiony w Lizbonie (Estadio
da Luz i Estadio Alvalade) oraz obiekt FC Porto były opłacalnymi sportowymi
inwestycjami na Euro 2004. "Pozostałe stadiony, które nie przynoszą dziś zysków,
powinny zostać jak najszybciej zburzone. Portugalia nadal płaci za koszty budowy
i modernizacji obiektów na mistrzostwa Europy” - uważa były minister gospodarki
Augusto Mateus.
Mateus podkreślił, że organizatorzy dużych sportowych zawodów powinni
bardziej stawiać na modernizację stadionów niż planować tworzenie ich od
podstaw. "Kraje, takie jak Brazylia, która przygotowuje się do organizacji
piłkarskiego Mundialu w 2014 r., muszą poważnie zastanowić się, czy zamiast
budować nowe obiekty, nie lepiej nieznacznie tylko wyremontować już istniejące"
- radzi.
Portugalia wydała na budowę nowych stadionów w Leirii, Coimbrze, Aveiro,
Faro-Loule, Guimaraes i Bradze oraz na modernizację czterech obiektów sportowych
w Porto i Lizbonie niebagatelną kwotę 1,1 mld euro. Te ostatnie stadiony,
należące do Benfiki Lizbona, Sportingu Lizbona oraz FC Porto i Boavisty Porto, w
minimalnej części były finansowane z państwowego budżetu. Koszty wzięły na
siebie same kluby.
Notowane na giełdzie w Lizbonie FC Porto oraz stołeczna Benfica i
Sporting od lat należą do europejskiej czołówki piłkarskiej. Poza meczami ligi
portugalskiej, o puchar kraju oraz o puchar ligi, gdzie zazwyczaj dzielą
pomiędzy siebie trofea, praktycznie co roku występują w rozgrywkach Ligi
Mistrzów, bądź Ligi Europejskiej. W tym roku do półfinałów tej ostatniej
zakwalifikowały się aż trzy portugalskie drużyny: FC Porto, Benfica Lizbona oraz
Sporting Braga. Sukcesy przyciągają kibiców, zasilając klubową kasę.
Chociaż na ligowych spotkaniach czołowych drużyn Portugalii notuje się w
tym roku kilkuprocentowy spadek frekwencji, to na każdy mecz FC Porto, Benfiki i
Sportingu przychodzi co najmniej 20 tysięcy widzów. W dużej części publiczność
stanowią rodziny, związane od pokoleń z klubami. W Lizbonie i Porto bardzo
powszechne są karty kibiców, specjalne programy lojalnościowe oraz imprezy
integrujące sympatyków klubów.
O ile FC Porto oraz stołeczna Benfica i Sporting poradziły sobie z
kosztami przygotowania obiektów na Euro 2004, to o mniejszym szczęściu mogą
mówić władze Boavisty Porto. Inwestycje w przebudowę stadionu Bessa zakończyły
się dla niej katastrofą. Klub samodzielnie finansował przedsięwzięcie,
zaciągając wysokie kredyty, których ostatecznie nie był w stanie spłacić.
Na wybudowany w dzielnicy Boavista obiekt sportowy na 30 tys. miejsc,
noszący dumne imię "XXI wieku”, przychodzi dziś kilkusetosobowa grupka
najwierniejszych kibiców. Zespół, który jeszcze w 2008 r. walczył o awans do
europejskich pucharów, dziś gra w trzeciej lidze. Zmodernizowany na Euro 2004
stadion, którego wartość szacowana jest na prawie 35 mln euro, to najlepszy
przykład źle skalkulowanej inwestycji w remont obiektu sportowego. Jego
właścicielem jest dziś urząd skarbowy, który przejął stadion za długi wynoszące
ponad 20 mln euro.
Poważnie nad demontażem wybudowanych od podstaw stadionów myślą władze
samorządowe Guimaraes i Aveiro, których kluby (Vitoria i Beira-Mar) w ostatnich
sześciu latach lawirowały pomiędzy pierwszą a drugą ligą. Stadiony te są za duże
na potrzeby lokalnej społeczności – każdy z nich posiada po 30 tys. miejsc, przy
czym w Guimaraes mieszka ok. 150 tys. mieszkańców, zaś w Aveiro zaledwie 70 tys.
Na mecze Vitorii przychodzi średnio 10 tys. widzów, podczas gdy występy
Beira-Mar ogląda jedynie 1,5 tys. osób. Oba obiekty są wprawdzie wykorzystywane
dodatkowo przez seniorskie i juniorskie zespoły Portugalii w rozgrywkach
międzypaństwowych, lecz częstotliwość tych występów jest niewielka: dwa lub trzy
razy w roku.
Równie rzadko reprezentacja Portugalii korzysta ze stadionów w Leirii
oraz w Coimbrze. Wprawdzie Uniao i Academica od kilku sezonów grają stale w
rozgrywkach pierwszej ligi, lecz na ich meczach próżno wypatrywać tłumów.
Frekwencja jest podobna jak w Guimaraes i Aveiro. "Utrzymanie takich obiektów
kosztuje, a ani kasa klubowa, ani budżety samorządowe nie mogą sprostać ich
dofinansowaniu. Aby uniknąć dalszego brnięcia w koszty, lepiej zdemontować te
stadiony” - uważa Mateus.
Władze samorządowe w Leirii poza alternatywą wyburzenia nowego stadionu
rozpatrują jego ewentualną sprzedaż. Dotychczas jednak nie udało się znaleźć
nabywcy na wyceniany na 21 mln euro Estadio Magalhaes Pessoa. Według szacunków
władz miejskich, roczne utrzymanie tego obiektu kosztuje 5 mln euro.
Sprzedaż stadionu rozpatrywana jest również w Aveiro. Ulisses Pereira,
polityk Partii Socjaldemokratycznej, proponował nawet rozpisanie referendum,
które zadecydowałoby o przyszłości tego obiektu.
Debata nad przyszłością wybudowanych na Euro 2004 stadionów nasiliła się
w trakcie parlamentarnej dyskusji nad tegorocznym budżetem Portugalii, który
boleśnie odczuwa skutki kryzysu. Równie słabe są finanse portugalskich miast,
dlatego władze samorządowe coraz częściej rozważają możliwość likwidacji
nierentownych obiektów sportowych.
Największe szanse na rozbiórkę ma Estadio Intermunicipal w Algarve. Ten
30-tysięczny obiekt, znajdujący się na wyludnionej nizinie pomiędzy Faro i
Loule, jest najmniej wykorzystywanym stadionem wzniesionym na Euro 2004. Jego
budowa kosztowała prawie 31 mln euro. Dziś rzadko odbywają się tu zawody
sportowe oraz koncerty. M.in w lutym Polska zagrała tu towarzysko z Norwegią
(150 widzów).
"Jego wykorzystanie jest sporadyczne, a dzienny koszt utrzymania 20
pracowników i wydatki na wodę oraz elektryczność przekraczają 6 tys. euro” -
ujawnił burmistrz miasta Faro Macario Correia.
Słabością stadionu w Algarve jest też brak drużyny piłkarskiej, która
rozgrywałaby na nim swoje mecze. Kierownictwo klubu Olhanense, najbliższego
pierwoszoligowego zespołu, nie planuje przeprowadzki na stadion Faro-Loule,
mimo, że odległość od ich podrzędnego boiska, na którym rozgrywane są mecze,
wynosi zaledwie dziewięć kilometrów. "Nie chcę nawet myśleć o reakcji kibiców na
takie rozwiązanie. To zły pomysł, który nie ma poparcia ani władz, ani
zwolenników naszego klubu. Nie zamierzamy rozgrywać meczów poza Olhao” -
powiedział prezydent Olhanense Isidoro de Sousa.
Ostatnią szansą na rozsądne wykorzystanie wybudowanych na Euro 2004
stadionów była portugalsko-hiszpańska propozycja organizacji piłkarskich
mistrzostw świata w 2018 r. Iberyjska kandydatura przegrała jednak w finałowym
głosowaniu z Rosją.
