Procenty spadły, ale opłat przybyło

Beata Tomaszkiewicz
opublikowano: 2006-02-20 00:00

Od dziś koniec z lichwą. Banki obniżyły oprocentowanie, spółki finansujące klientów też, ale… taniej wcale być nie musi.

Dziś wchodzi w życie ustawa o ograniczeniu lichwy, która limituje wysokość oprocentowania kredytów konsumenckich oraz maksymalną wysokość wszystkich opłat i prowizji. Zgodnie z nią maksymalna wysokość odsetek od udzielonego kredytu nie może przekroczyć w stosunku rocznym czterokrotności stopy lombardowej NBP. Obecnie więc maksymalne odsetki nie mogą wynosić więcej niż 23 proc. Łączna kwota wszystkich opłat i prowizji związanych z zawarciem umowy kredytowej nie może przekroczyć 5 proc. pożyczonych pieniędzy.

To konkurencja

Banki twierdzą, że bez problemu dostosowały oferty do nowych przepisów.

— W PKO BP nowe przepisy wymusiły na nas obniżenie prowizji tylko jednego produktu — szybkiego serwisu kredytowego. Teraz wynosi ona dopuszczalne 5 proc. Nie sądzę, by ustawa w jakikolwiek sposób wpłynęła negatywnie na dostęp klientów do finansowania — mówi Jacek Obłękowski, wiceprezes PKO BP.

Niektórzy twierdzą, że w ogóle nic nie musieli zmieniać.

— Cena żadnego z kredytów w ING BSK nie przekraczała wysokości dopuszczonej ustawą. Nie mieliśmy więc czego dostosowywać — twierdzi Brunon Bartkiewicz, prezes ING BSK.

Ustawa najbardziej obniżyła jednak nie ceny kredytów, lecz kart kredytowych.

— Te zmiany tylko częściowo wiążą się z wymogami ustawy. Na rynku od dwóch lat spada oprocentowanie kart kredytowych. To wynik zdrowej rynkowej konkurencji — twierdzi Aleksandra Kwiatkowska, rzecznik GE Money Banku.

Nawet Provident, instytucja finansowa udzielająca kredytów na niskie kwoty i krótkie okresy, która słynęła z drożyzny, zmienił ofertę tak, by nie łamać ustawy.

Jak kameleon

Zmiany te świadczą jedynie o umiejętności dostosowywania się instytucji do sytuacji rynkowej, a nie o tym, że teraz będzie taniej.

— Banki i instytucje finansowe, które chcą pożyczać drożej, niż pozwalają na to przepisy, nadal mają sporo możliwości. Wystarczy, że zaproponują kredytobiorcom jakąś dodatkową, fakultatywną usługę związaną z kredytem. W przypadku Providenta jest to obsługa domowa, za którą trzeba dodatkowo płacić — wyjaśnia Maciej Kossowski, analityk Expandera.

Dodaje, że lombardy, których też dotyczy ustawa, zaczynają pobierać opłatę za przechowywanie zastawionych przedmiotów.

— Inną możliwością jest wprowadzenie obowiązkowych ubezpieczeń spłat kredytu (tak jest np. w Providencie — przyp. red.). Koszty takich polis są również wyrzucane poza 5-procentowy limit opłat i prowizji — twierdzi Maciej Kossowski.

Banki się bronią.

— Do szybkiego serwisu kredytowego też dołączone jest ubezpieczenie, ale nie jest obowiązkowe. Można z niego zrezygnować — mówi Jacek Obłękowski.

Szczególnie wiele ubezpieczeń przybyło ostatnio kartom kredytowym. Citibank, który słynął z wysokiego oprocentowania kart, teraz obniżył je do 22,92 proc. Ale od stycznia zmienił pakiet bezpieczeństwa, uzupełniając go o trzy nowe ubezpieczenia — tańsze zakupy, opóźnienie odlotu, opóźnienie bagażu.

— Z ubezpieczenia klient może zrezygnować, ale jest ono bardzo korzystne dla osób, które często podróżują — tłumaczy Iwona Jaworska.

Analitycy są jednak zdania, że klienci często nie są świadomi, że mogą nie przyjąć jakiejś usługi w pakiecie z kredytem czy kartą.