Producenci żywności przeciw segregacji

PSL dzieli produkty na lepsze i gorsze — oburzają się spożywcy. Ich zdaniem, nowa wersja ustawy o szkolnych sklepikach mija się z celem

O projekcie wyrzucenia ze szkolnych sklepików „śmieciowej” żywności zrobiło się głośno jesienią zeszłego roku. PSL z dumą prezentowało projekt przepisów, które — zdaniem ludowców — miały uwolnić szkoły od niezdrowej żywności.

Choć idea wydaje się słuszna, zapisy projektu spotkały się z krytyką branży spożywczej. Ludowcy pod koniec czerwca, już bez światła fleszy, zgłosili autopoprawkę niemal całkowicie zmieniającą pierwotny projekt. Zdaniem branży, niczego nie poprawili.

Nie zmienia się jedno

— Pierwszy projekt został tak skonstruowany, że był niewykonalny i dla prowadzących sklepiki, i dla dyrektorów szkół, i dla organów kontrolnych. Poza tym, zgodnie z zapisanymi w nim kryteriami, w sklepikach nie mogłyby być sprzedawane niektóre owoce, jogurty, soki, a nawet pieczywo. Druga poprawka całkowicie zmienia pierwotnie proponowane przepisy, ale nie zmienia się jedno — ustawa jest nie do zastosowania w praktyce — mówi Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności (PFPŻ). Niektóre zapisy są sprzeczne z obowiązującym prawem żywnościowym w zakresie znakowania produktów i dodatków do żywności.

— Zgodność produktu z ustawą — pod względem kryteriów, które musi spełniać, by znaleźć się w szkolnym sklepiku — można określić wyłącznie na podstawie znajomości szczegółowej receptury. Projekt eliminuje też ze sklepików żywność z jednym z dodatków, który jest dopuszczony do obrotu. W tym obszarze decydująca jest opinia Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności wydawana na podstawie dowodów naukowych — zwraca uwagę Andrzej Gantner.

Zapisy dotyczące dopuszczalnej zawartości cukru w sklepikowych towarach oburzają producentów słodyczy, które — zgodnie z projektem — powinny zawierać go mniej niż… jogurty.

— Nie widzimy racjonalnego wytłumaczenia dla tego, że w jednej kategorii produktów dopuszczalna jest zawartość cukrów na poziomie 10 g na 100 g, a w innych 15, 25 czy nawet 50 g na 100 g finalnego wyrobu. Można wnioskować, że dla ustawodawcy nie ma znaczenia ilość cukru czy innego składnika w produkcie, lecz jedynie rodzaj produktu, co oznacza dyskryminowanie wielu kategorii żywności. Produkty czekoladowe zawierają oprócz cukru inne składniki, jak magnez czy polifenole, a wafelki czy ciastka to przecież produkty zbożowe — przekonuje Marek Przeździak, prezes Stowarzyszenia Polskich Producentów Wyrobów Czekoladowych i Cukierniczych Polbisco.

PSL w uzasadnieniu ustawy tłumaczy, że „produkty wytwarzane z dodatkiem cukrów zazwyczaj charakteryzują się niższą zawartością innych składników odżywczych, np. witamin i składników mineralnych, w porównaniu do żywności naturalnej zawierającej cukry proste, jak owoce, warzywa oraz mleko i jego przetwory”.

Nie tędy droga

Marek Przeździak obawia się, że ustawowy podział produktów na lepsze i gorsze doprowadzi do podziału na zdrową i niezdrową żywność również poza szkołą, bo zacznie funkcjonować w świadomości konsumentów. Polska Federacja Producentów Żywności ma wiele własnych pomysłów na zwalczanie otyłości wśród dzieci.

— Branża żywnościowa nie jest przeciwny zapobieganiu chorobom związanym z dietą. Zależy nam jednak, aby proponowane rozwiązania miały realny wpływ na kształtowanie się zdrowych nawyków żywieniowych. Produkty ze szkolnych sklepików nie są i — co ważne — nie powinny być głównym pożywieniem dzieci. Decyzje co do asortymentu sklepików powinny zatem należeć do dyrekcji szkół i rodziców. W projekcie PSL nie ma rozwiązań, które zapewnią dzieciom dostęp do przynajmniej jednego bezpłatnego ciepłego posiłku w szkole, co wydaje się kluczowe.

Nie ma w nim też rozwiązań wspierających spożywanie drugich śniadań i podwieczorków. Brak systemowego wsparcia dla edukacji żywieniowej dzieci i rodziców. Wiele dzieci przychodzi do szkoły bez drugiego, a nawet pierwszego śniadania, czyli głodnych. Niedożywienie jakościowe dzieci w Polsce sięga 30 proc. To są prawdziwe problemy, z którymi trzeba się zmierzyć — przekonuje Andrzej Gantner.

Ludowcy są jednak przekonani, że ich pomysł „wywoła pozytywne skutki społeczne w postaci zwiększenia poziomu świadomości (…) w zakresie zdrowych nawyków żywieniowych (...), co doprowadzi do (…) poprawy stanu zdrowia znacznej części społeczeństwa w przyszłości” — uzasadniają projekt nowych przepisów.

Zdaniem autorów, przełoży się to „w sposób wymierny na zmniejszenie wydatków finansowych państwa przeznaczonych na opiekę zdrowotną i leczenie chorób cywilizacyjnych, tj. otyłości czy cukrzycy”.

OKIEM EKSPERTA

HANNA STOLIŃSKA, dietetyk z Instytutu Żywności i Żywienia
Polskie dzieci tyją najszybciej w Europie. Najważniejsze jest wyrobienie u nich prawidłowych nawyków żywieniowych, a nie zabieranie batonów sprzed oczu. To, że niezdrowa żywność zniknie ze szkół, może w jakiś sposób pomóc, ale może skutkować też tym, że dziecko pójdzie do sklepu poza szkołą i tam się naje.
Kluczowa jest natomiast edukacja żywieniowa — właśnie w szkołach. Powinna obejmować jednak nie tylko dzieci, lecz również rodziców. Często nie zwracają oni uwagi na to, co je pociecha, bo ważne jest dla nich to, żeby po prostu zjadło. Potrzebne jest także wypracowanie rozwiązań dotyczących np. wspólnego jedzenia drugiego śniadania w szkole i zapewnienia dystrybutorów z wodą. Z dziećmi należałoby prowadzić warsztaty gotowania i zdrowego żywienia, aby pokazać, że jedzenie to ważny temat.
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu