Profesor grozi sądem ministrowi

Mariusz Zielke
opublikowano: 2007-07-06 00:00

Niefortunna wypowiedź wiceministra gospodarki rozzłościła inwestora, który skupował akcje pracownicze koncernu energetycznego.

Niefortunna wypowiedź wiceministra gospodarki rozzłościła inwestora, który skupował akcje pracownicze koncernu energetycznego.

„Sporadyczne przypadki, mające charakter lichwiarski” — tak wykupywanie akcji pracowniczych przez osoby niezatrudnione w firmach energetycznych określił Krzysztof Tchórzewski, wiceminister gospodarki. Wypowiedź zacytowała środowa „Rzeczpospolita”. Na reakcję nie trzeba było czekać. Określeniami ministra poczuł się urażony profesor medycyny Waldemar Roszkowski-Śliż, od kilku lat znaczący inwestor na rynku kapitałowym.

Roszkowski skupował od pracowników akcje Południowego Koncernu Energetycznego. Kupował zgodnie z prawem, płacąc więcej, niż wynosiła wartość nominalna.

— A teraz wysoki urzędnik państwowy nazywa mnie lichwiarzem, wykazując się elementarnym brakiem wiedzy na temat obrotu gospodarczego — grzmi profesor Roszkowski.

Zażądał od ministra publicznych przeprosin w ciągu dwóch tygodni. Jeśli ich nie uzyska, skieruje do sądu sprawę o naruszenie dóbr osobistych.

„Ponieważ jestem legalnym posiadaczem tych akcji, które nabyłem zgodnie z obowiązującym prawem po cenie znacznie przekraczającej ich wartość nominalną, uważam, że pańska wypowiedź narusza moje dobre imię jako uczestnika legalnego rynku kapitałowego” — pisze Roszkowski do Tchórzewskiego.

„Nie miałem na myśli żadnych konkretnych transakcji. Intencją moją było zwrócenie uwagi na fakt, że kupujący akcje niejednokrotnie wykorzystywali trudną sytuację osobistą sprzedających. Osoby, które dokonały zakupu akcji spółek energetycznych chciałbym przeprosić i zapewnić, że nie było moim zamiarem kogokolwiek dotknąć lub obrazić” — napisał do nas Krzysztof Tchórzewski.

Mianem lichwy określa się wygórowane oprocentowanie pożyczek. W Polsce, podobnie jak w wielu innych krajach, jest to zakazane.

Możesz zainteresować się również: