Projekt Pro Polonia budzi kontrowersje

Małgorzata Birnbaum
15-01-2003, 00:00

Niebezpiecznie przeciąga się połączenie agencji PAIZ i PAI. Tymczasem projekt ustawy Pro Polonia budzi kontrowersje, chociażby dlatego, że zakradło się do niego wiele sprzeczności, a z takiej nazwy korzysta już kilka stowarzyszeń.

Dziś nadzwyczajna komisja po raz drugi zajmie się projektem ustawy o utworzeniu Polskiej Agencji Promocji Eksportu i Inwestycji Zagranicznych Pro Polonia. Powstanie ona na gruzach Państwowej Agencji Inwestycji Zagranicznych (PAIZ) i Państwowej Agencji Informacyjnej (PAI).

— Projekt to krok w dobrym kierunku, dążący do stworzenia agencji typu „one-stop-shop”, czyli instytucji, która kompleksowo obsługuje inwestorów — uważa Antoni Styrczula, prezes PAIZ.

Projekt powstał jednak dość późno, zważywszy że rząd zdecydował o połączeniu agencji w marcu ubiegłego roku.

— Niestety, łączenie odbywa się w trybie kodeksu spółek handlowych, a to bardzo czasochłonny i kosztowny proces — mówi Antoni Styrczula.

— Sądzę, że procesu nie uda się zakończyć w marcu, choć wniosek został już złożony — dodaje Anita Ryng, przewodnicząca rady nadzorczej PAIZ.

Szef agencji nie ukrywa, że liczył na działanie nowej agencji od początku tego roku. Chyba również rząd spodziewał się, że proces połączenia będzie szybszy, bo w tegorocznym budżecie w ogóle nie przewidziano funduszu dla PAIZ.

Mocno już spóźniona fuzja może jednak jeszcze bardziej się przeciągnąć, bo w projekcie ustawy są sprzeczności.

— Zgodnie z ustawą, nowa agencja ma wspierać inwestycje polskie za granicą, a to trochę inne zadanie niż przyciąganie inwestycji — mówi anonimowy urzędnik, który również brał udział w przygotowaniu projektu.

— Żadna ze znanych mi agencji nie zajmuje się taką promocją — przyznaje Antoni Styrczula.

Jeszcze bardziej krytycznie ocenia tę sprawę Adam Pawłowicz, poprzedni prezes PAIZ, który uważa, że taka hybryda będzie mniej sprawna i bardziej zbiurokratyzowana.

— Doświadczenie innych krajów europejskich wskazuje, że rozdzielenie tych funkcji daje dużo lepsze rezultaty — mówi Adam Pawłowicz.

Jego zdaniem, brakuje w szczególności sprecyzowania, w jaki sposób agencja będzie promować eksport.

— Boję się, że nowa agencja stanie się maszynką do przyznawania pieniędzy krewnym i znajomym królika. W przypadku wspierania inwestycji mamy osobną ustawę regulującą sposób wspierania inwestycji przez państwo. W przypadku eksportu takich reguł prawnych brakuje. Aby tego uniknąć, należy jasno sprecyzować zasady przyznawania pomocy — proponuje Adam Pawłowicz.

Były prezes wymienia wiele mankamentów ustawy.

— Nie definiuje współpracy między nową agencją a wydziałami ekonomiczno-handlowymi działającymi przy ambasadach — zauważa Adam Pawłowicz.

W projekcie brakuje informacji, czy nowa agencja będzie mogła otwierać biura za granicą, co jest powszechną praktyką na świecie. Istnieje też sprzeczność między ustawą o wspieraniu inwestycji, zgodnie z którą wnioski o wsparcie należy składać w resorcie gospodarki, a projektem ustawy o powstaniu nowej agencji, w którym te dokumenty należy składać za jej pośrednictwem. Nawet nazwa Pro Polonia jest kontrowersyjna.

— Ta nazwa jest już zastrzeżona przez inną firmę — twierdzi anonimowy obserwator.

Jednak Krajowy Rejestr Sądowy nie ma w spisie żadnej spółki w Polsce o tej nazwie.

Wszystko wskazuje na to, że nowa agencja będzie dysponowała nieproporcjonalnie małym budżetem w stosunku do zadań, które dla niej przewidziano.

— Jeśli budżet Pro Polonii ma pochodzić od PAIZ, która ma tylko komputery i kapitał ludzki, oraz PAI, która ma kilka nieruchomości, to za mało. Należałoby agencję wyposażyć w majątek początkowy. Takie rozwiązanie przyjęto np. w Irlandii, gdzie agencja obraca swoim majątkiem, a pieniądze z budżetu przeznaczane są na zadania celowe. Inne rozwiązanie to zmiana ustawy o podatku CIT. Już teraz przedsiębiorcy mogą wpłacać część dochodów jako składki na organizacje pracodawców i odpisywać te kwoty od podatku. Podobne rozwiązanie można by zastosować w przypadku nowej agencji. Skoro ma ona wspierać eksport, powinna współpracować ze środowiskiem przedsiębiorców — tłumaczy Adam Pawłowicz.

Jego zdaniem, do rady agencji powinni wejść przedsiębiorcy.

— W irlandzkiej IDA połowa członków rady jest powoływana przez środowisko biznesu, a połowa przez administrację państwową. Instytucje stricte rządowe mają tendencję do alienacji, dlatego uważam, że zaproponowany w ustawie skład rady jest niewłaściwy. Na dodatek nie określono kompetencji, jakie powinien posiadać prezes — zauważa Adam Pawłowicz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Birnbaum

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Projekt Pro Polonia budzi kontrowersje