Prokuratura tropi Komputronik

Dawid TokarzDawid Tokarz
opublikowano: 2013-11-20 00:00

Szefowie giełdowej spółki twierdzą, że zarzuty wyłudzenia dotacji z UE są absurdalne. Wydaje się, że wątpliwości nabrali także śledczy

Komputronik, największy w Polsce detaliczny sprzedawca sprzętu IT, ma problem z prokuraturą. Wojciech Buczkowski, prezes, i Krzysztof Nowak, członek zarządu, oraz pięcioro innych obecnych i byłych wysokich pracowników notowanej na GPW spółki, podejrzanych jest o oszustwa dotacyjne.

PO CO TO ZAMIESZANIE: Ubolewam, że w związku ze złożeniem fałszywych zeznań
 przez naszego dłużnika i niechlujnymi czynnościami kontrolera WARP, przysporzono tyle
 pracy policji, prokuraturze i naszym doradcom prawnym — mówi Wojciech Buczkowski,
 prezes Komputronika. [FOT. WM]
PO CO TO ZAMIESZANIE: Ubolewam, że w związku ze złożeniem fałszywych zeznań przez naszego dłużnika i niechlujnymi czynnościami kontrolera WARP, przysporzono tyle pracy policji, prokuraturze i naszym doradcom prawnym — mówi Wojciech Buczkowski, prezes Komputronika. [FOT. WM]
None
None

— Przestępstwa dotyczą działania w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP) w Warszawie, poprzez wprowadzenie w błąd co do współpracy z ustalonym podmiotem gospodarczym i wyłudzenie w ten sposób dofinansowania z UE na realizację projektu systemu komputerowego — mówi Magdalena Mazur-Prus, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

Sekret przed rynkiem

Śledztwo w tej sprawie trwa dwa lata i jest na ukończeniu. Pierwsze zarzuty szefowie Komputronika usłyszeli już w czerwcu 2013 r., jednak do dziś nie opublikowali komunikatu w tej sprawie.

— Po przedstawieniu podejrzeń przez prokuraturę przeprowadziliśmy wewnętrzny audyt, który wykazał, że są one całkowicie bezpodstawne i najprawdopodobniej zakończy się to wszystko umorzeniem postępowania. To dlatego, po konsultacjach z prawnikami, uznaliśmy, że nie mamy obowiązku informowania rynku o tym zdarzeniu — tłumaczy Wojciech Buczkowski, prezes Komputronika.

W lipcu 2013 r. Komenda Wojewódzka Policji w Poznaniu, nie podając, że rzecz dotyczy Komputronika, ujawniła, że chodzi o wyłudzenie 2,3 mln zł i poświadczenie nieprawdy w dokumentach. Wersja śledczych jest taka, że Komputronik i wskazane przez niego powiązane firmy w rzeczywistości albo w ogóle nie współpracowały z wymienionymi we wnioskach o dotacje ponad dwudziestoma franczyzobiorcami, albo nie w zakresie, jaki przewidywał projekt.

— To bzdura. Bardzo łatwo można udowodnić, że system został wdrożony, a franczyzobiorcy do dziś z jego pomocą, i przy naszym wsparciu, prowadzą sprzedaż i wszelkie inne operacje gospodarcze — odpiera zarzuty Wojciech Buczkowski.

Kontrole dowodem

Prezes Komputronika twierdzi, że śledztwo prokuratury to efekt fałszywego donosu jednego z kontrahentów spółki, który jako jedyny został zobowiązany do zwrotu dotacji, a co więcej — jest winny Komputronikowi ponad 0,5 mln zł. Z informacji „PB” wynika jednak, że śledczy zarzuty opierają też na raportach z kontroli przeprowadzonych przez Wielkopolską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości (WARP) i zeznaniach jej pracowników.

— Kontrole przeprowadzono już po wszczęciu śledztwa przez prokuraturę i pod z góry określoną tezę. Kiedy np. jeden z franczyzobiorców nie potrafił wskazać modułu administracyjnego systemu, kontrolerzy uznali, że go nie ma. A jak udowodniliśmy, że istnieje, ale dany użytkownik nie posiadał odpowiednich uprawnień, by to zademonstrować, to pojawił się zarzut, że go „dorobiliśmy”. Przecież to absurd — mówi Wojciech Buczkowski.

Podkreśla, że Komputronik wskazał na te zaniedbania i fakt, że kontrolę prowadził nieprofesjonalnie bardzo młody człowiek, ale WARP i PARP się do tego nie odniosły i nie wydały żadnej decyzji administracyjnej, a obecnie jest na to za późno.

Wahania prokuratury

Szef Komputronika zaznacza też, że sąd uchylił środki zapobiegawcze ustanowione przez prokuratora, a jego decyzje uznał za nieuzasadnione, piętnując je jako nadużycie i próbę wywarcia psychicznego nacisku.

— Po ostatniej rozmowie z panią prokurator odnoszę nieodparte wrażenie, że po lepszym zapoznaniu się ze sprawą i zebraniu dodatkowych informacji, skłania się do decyzji o umorzeniu postępowania na podstawie braku przesłanek świadczących o popełnieniu czynu zabronionego — mówi Wojciech Buczkowski.

Prowadząca śledztwo Agata Ludwiczak, która jeszcze w październiku rozszerzyła zarzuty na dwóch kolejnych wysokich pracowników Komputronika, dziś rzeczywiście zdaje się mieć wątpliwości.

— Jeszcze nie wiem, jaką decyzję podejmę: czy o umorzeniu śledztwa, czy o skierowaniu aktu oskarżenia do sądu. Zdecydują o tym ostatnie zaplanowane czynności i analiza akt — mówi Agata Ludwiczak.

Możesz zainteresować się również: