Dramatem państwowej elektroenergetyki jest to, że ulokowany w niej ogromny kapitał nie podlega, ze względów politycznych, właściwemu wynagrodzeniu. Każda gospodarka narażona na dźwiganie takiego ciężaru traci konkurencyjność. Ratunkiem jest prywatyzacja przedsiębiorstw po obniżonych cenach i zmniejszenie kosztów ich funkcjonowania przy jednoczesnej podwyżce cen energii. Firmy muszą też wykorzystać część zasobów do wyjścia na rynki zewnętrzne.
Wszystkim, którzy od kilku lat odprawiają czary nad prywatyzacją polskiej elektroenergetyki, prześcigając się w mobilizowaniu oporu przeciw prywatyzacji bądź w rozdmuchiwaniu związanych z nią oczekiwań warto przedstawić następujący tok rozumowania: Skoro 2000 rok przyniósł blisko 200 mln zł straty brutto w elektroenergetyce, to rentowność, przy przychodzie netto (bez VAT) ze sprzedaży energii elektrycznej odbiorcom końcowym, sięgającym 22 mld zł, wyniosła minus 1 proc. Taki wynik ekonomiczny uzyskał potężny sektor gospodarczy, posiadający kapitał własny wysokości 34 mld zł.
Jeśli kapitał własny byłby w sektorze zainwestowany, czyli podlegałby prawom ekonomiki, to stosując najprostszy model (dywidendy) łatwo obliczyć, że wynik brutto powinien w sektorze wynieść w 2000 roku około 9,5 mld zł. Oczywiście, można zarzucić mu, że założenia przyjęte do jego wyliczenia są zbyt jednostronne. Przyjęto mianowicie, że zwrot kapitału powinien być taki, jak na krótkoterminowym rynku pierwotnym bonów skarbowych — w 2000 roku około 16 proc.
Wymaganie w elektroenergetyce takiego zwrotu kapitału rzeczywiście wydawało się dotychczas bardzo kontrowersyjne. Powszechnie przyjmowano, że elektroenergetyka jest atrakcyjnym obszarem inwestowania długoterminowego, a w związku z tym w krótkim czasie inwestorzy są skłonni zrezygnować z wysokich zysków, tzn. odłożyć zwrot kapitału na okres późniejszy.
Jednak nie ulega wątpliwości, że globalna konkurencja i coraz skuteczniejsze metody zarządzania ryzykiem finansowym i gospodarczym na rynkach terminowych powodują, że również w elektroenergetyce inwestorzy nie mogą odkładać realizacji dywidendy na bliżej nie określoną przyszłość, coraz bardziej natomiast muszą się poddawać wymaganiom, dotyczącym zwrotu kapitału, obowiązującym na rynkach krótkoterminowych. Bardzo szybki postęp technologiczny, zwłaszcza technologie kreujące wytwarzanie rozproszone energii elektrycznej oraz wielkie możliwości w dziedzinie decentralizacji sterowania systemami elektroenergetycznymi sprzyjają zresztą, a nawet wymuszają nową strategię inwestowania w elektroenergetyce, zrywającą z odkładaniem realizacji dywidendy w czasie. Ważne przy tym, że ta nowa strategia nie powoduje zagrożenia dla bezpieczeństwa elektroenergetycznego.
Możliwość uzyskania właściwego zwrotu kapitału z państwowych firm elektroenergetycznych (działających na otwartym rynku) za pomocą poboru dywidendy należy traktować jako utopię. Realne są natomiast cztery potencjalne możliwości zwrotu kapitału, wszystkie wymagające prywatyzacji: 1 — obniżenie ceny sprzedaży przedsiębiorstw; 2 — obniżenie kosztów działania przedsiębiorstw; 3 — podwyższenie cen energii elektrycznej; 4 — wykorzystanie przez przedsiębiorstwa części swoich zasobów do wyjścia na rynki zewnętrzne.
Za najbardziej właściwe rozwiązanie należy uznać kombinację czterech wymienionych możliwości. Jednak musi się ona opierać na liczbowych ocenach współzależności skutków związanych z poszczególnymi możliwościami. Jest przy tym oczywiste, że przy obecnej, praktycznie zerowej rentowności elektroenergetyki każda cena sprzedaży przedsiębiorstw elektroenergetycznych, przy zaniechaniu możliwości 2 i 4, przekłada się proporcjonalnie na wzrost ceny energii elektrycznej. Cena sprzedaży przedsiębiorstw równa sumie ich kapitałów własnych (34 mld zł) przekłada się, przy rocznej sprzedaży do odbiorców końcowych 100 TWh, na wzrost ceny energii elektrycznej (bez podatku VAT) o 95 zł/MWh, tzn. przeciętnie o ponad 45 proc.
Gdyby od inwestorów żądać pozostawienia cen (realnych, nie nominalnych) na stałym poziomie (inną rzeczą jest odpowiedź na pytanie, jak takie żądanie wyegzekwować), to obniżka kosztów w sektorze (zastosowanie możliwości 2, przy zaniechaniu możliwości 3 i 4 i cenie zapłaconej za przedsiębiorstwa równej 34 mld zł) musiałaby wynieść 9,5 mld zł rocznie, czyli również ponad 45 proc. Co nie jest możliwe jeśli uwzględni się udział paliw (górnictwo w kosztach elektroenergetyki), wynoszący ponad 45 proc.
Na zakończenie należy podkreślić, że każdy ujemny roczny wynik brutto powoduje bezpośrednią redukcję kapitałów własnych. W 2000 roku redukcja ta była niewielka — o 200 mln zł, czyli o blisko 0,6 proc. Jednak pozostawienie elektroenergetyki bez restrukturyzacji, zamrożenie cen energii elektrycznej oraz tolerancja w odniesieniu do wielkich odbiorców przemysłowych nie płacących rachunków za energię elektryczną szybko zmieni sytuację. Na przykład w 2001 roku dług jednego tylko odbiorcy — Huty Katowice — w stosunku do Będzińskiego Zakładu Energetycznego w ciągu trzech pierwszych kwartałów przekroczył 200 mln zł, czyli był wyższy niż cały wynik ujemny brutto elektroenergetyki w 2000 roku.
prof. Jan Popczyk
Politechnika Śląska