Protestujący pocztowcy wracają do pracy

(Tadeusz Stasiuk)
opublikowano: 2006-11-29 16:21

We wszystkich urzędach pocztowcy wrócili w środę do pracy, a protest przybrał łagodniejsze formy.

We wszystkich urzędach pocztowcy wrócili w środę do pracy, a protest przybrał łagodniejsze formy, np. oflagowanie placówek lub wstrzymanie się od roznoszenia ulotek - poinformował PAP rzecznik prasowy Poczty Polskiej, Radosław Kazimierski.

Premier Jarosław Kaczyński powiedział w środę, że nie zamierza włączać się do rozmów związkowców z kierownictwem Poczty.

W urzędach pocztowych, w których listonosze prowadzili od 13 listopada akcję protestacyjną powstały zaległości. Zdaniem Kazimierskiego, trudno dokładnie ocenić, ile czasu potrwa ich likwidacja, na pewno co najmniej kilka dni.

Na Poczcie Głównej w Warszawie w środę po południu trzeba było czekać około 15 min. na odebranie listu i od kilkunastu do 30 minut w kolejce do okienka z wpłatami i wypłatami. Jak powiedziała PAP jedna z mieszkanek Warszawy, "pół godziny czekania na wpłatę jak na tę pocztę to dość długo, ponieważ zazwyczaj kolejki są znacznie krótsze".

W województwie łódzkim od wtorku doręczyciele normalnie roznoszą przesyłki, jednak w wyniku protestu w urzędach powstały zatory nieprzesłanej korespondencji.

"Jest trochę zaległości. Potrzeba będzie kilku dni, aby dostarczyć tę korespondencję, która zalega w tej chwili w placówkach. Całkowicie doręczona powinna zostać do końca tygodnia" - powiedział PAP rzecznik Poczty dla województwa łódzkiego, Michał Dziewulski.

W największym w centrum Łodzi urzędzie pocztowym przy ul. Kilińskiego w środowe południe nie było jednak wielu osób, które zgłaszałyby się po zaległe przesyłki.

Natomiast wrocławscy listonosze podpisali z dyrektorem regionalnym Poczty Polskiej porozumienie, w myśl którego zostały spełnione wszystkie żądania strajkujących oprócz podwyższenia zarobków.

"To dla nas bardzo korzystne porozumienie, a do tego z inicjatywą podpisania takiego dokumentu wyszedł sam dyrektor regionalny Paweł Kopeć" - powiedział PAP w środę Janusz Białecki, szef Związku Zawodowego Listonoszy we Wrocławiu.

Dodał, że dyrektor przystał na wszystkie warunki strajkujących, czyli: 8-godzinny dzień pracy i niewyciąganie konsekwencji wobec strajkujących. Ponadto listonosze, jeśli nie będą chcieli, nie muszą roznosić ulotek.

Białecki zaznaczył, że listonosze zawiesili strajk, ale w każdej chwili mogą do niego powrócić, jeśli w Warszawie rozmowy nie powiodą się i nie będzie podwyżek.

Również listonosze z Podkarpacia zawarli lokalne porozumienie z dyrekcją poczty w Rzeszowie. Strony porozumiały się odnośnie spraw organizacyjnych, m.in. zwiększenia rezerwy urlopowej i obsługi rejonów. Listonosze nie będą także dostarczać druków bezadresowych.

Jak poinformował PAP przewodniczący Związku Zawodowego "Solidarność" Pracowników Poczty Polskiej w Rzeszowie, Wojciech Marek, aby zlikwidować zaległości powstałe w wyniku protestu, listonosze potrzebują trzech dni roboczych.

Mieszkańcy Podkarpacia w trakcie trwania protestu rozumieli postulaty pocztowców i nie mieli pretensji za opóźnienia w doręczaniu przesyłek. Nawet emeryci oczekujący na renty i emerytury rozumieli żądania listonoszy, mieli jednak nadzieję, że protest szybko się skończy.

W Białymstoku listonosze pracują od ubiegłego czwartku normalnie. Na pocztach nie ma większego ruchu klientów, do których nie doręczono przesyłek. W środę pogotowie strajkowe ogłosili listonosze w Łomży, ale czynnej akcji protestacyjnej na razie nie rozpoczęli.

W nocy z wtorku na środę niepowodzeniem zakończyły się trwające kilka godzin rozmowy przedstawicieli pocztowych związków zawodowych z kierownictwem Poczty Polskiej. Strony omawiały dwa punkty - jeden dotyczący płac, a drugi dotyczący bezpieczeństwa protestujących do niedawna pocztowców. W żadnym z tych punktów nie udało się dojść do porozumienia. Rzecznik PP poinformował PAP, że nie wyznaczono kolejnego terminu rozmów.

Premier powiedział w środę na konferencji prasowej po posiedzeniu rządu, że nie zamierza się włączać do rozmów związkowców z kierownictwem Poczty.

"To jest samodzielny podmiot gospodarczy i nie ma żadnego powodu, żeby interweniował w tej chwili bezpośrednio premier" - powiedział J. Kaczyński. Dodał, że minister transportu jest tą sprawą zainteresowany i składa mu sprawozdania.

Zdaniem premiera, pensje listonoszy są "bardzo niskie", choć przeciętna pensja w Poczcie jest mniej więcej taka jak przeciętna w kraju. "Pensje doręczycieli powinny być podniesione, ale - o ile mogą być podniesione bez zawalenia się Poczty jako przedsiębiorstwa - to już jest kwestia decyzji dyrekcji" - powiedział J. Kaczyński.

Jego zdaniem, "nadwyżki w przedsiębiorstwie, czyli zysk, nie są wielkie i to niestety trzeba brać pod uwagę" przy rozmowach.(PAP)

 

Możesz zainteresować się również: