Provident przeciw chwilówkom

Kamil KosińskiKamil Kosiński
opublikowano: 2014-08-06 00:00

Firma, będąca symbolem pożyczek pozabankowych, wspiera fiskusa w regulacji rynku. Internetowi rywale uważają to za cios w ich branżę.

Rząd zamierza doprecyzować przepisy antylichwiarskie. Szykuje zapisy ograniczające odsetki za opóźnienie w spłacie pożyczki i odsetki od odsetek. Chce też zmienić zasady rolowania zadłużenia. Chodzi o to, by w przypadku udzielenia tej samej osobie w ciągu 120 dni kolejnej pożyczki lub prolongaty, całkowitą kwotę pożyczki stanowiła pierwsza wypłata, co wpłynie na wysokość kosztów ponoszonych przez klienta. Provident jest za, trzynaście firm zrzeszonych w Związku Firm Pożyczkowych (ZFP) — przeciw.

WSPÓLNY INTERES CZY RYWALIZACJA: Provident Polska, kierowany przez Davida Parkinsona, poparł rządowy pomysł uregulowania branży pożyczkowej. Kilkunastu internetowych konkurentów zarzuca mu, że w ten sposób broni pozycji rynkowej. [FOT. ARC]
WSPÓLNY INTERES CZY RYWALIZACJA: Provident Polska, kierowany przez Davida Parkinsona, poparł rządowy pomysł uregulowania branży pożyczkowej. Kilkunastu internetowych konkurentów zarzuca mu, że w ten sposób broni pozycji rynkowej. [FOT. ARC]
None
None

— Regulacja ograniczająca konkurencję będzie działać na korzyść firmy najsilniejszej. Limit uderza w sektor internetowy, ale jest nieskuteczny wobec firm oferujących obsługę domową, ponieważ koszt odbioru rat przez pośrednika w domu klienta prawdopodobnie nie wlicza się do całkowitego kosztu pożyczki. Taką interpretację przepisów stosuje jedna z firm i, jeżeli ma rację, nie dziwię się, że popiera limity — mówi Jarosław Ryba, prezes ZFP.

Najsilniejsza firma, czyli Provident, procesuje się obecnie z Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów o to, czy koszt obsługi domowej wlicza się do całkowitego kosztu pożyczki, czy nie.

Jarosław Ryba sugeruje, że jeśli wygra, będzie mogła rekompensować sobie straty wynikające ze zmiany prawa opłatami za obsługę w domu. Dla zrzeszonych w ZFP ta furtka będzie zamknięta, bo działają głównie przez internet.

— Twierdzenie, że oni działają przez internet, a my tradycyjnie, to zbytnie uproszczenie. Obecnie 60 proc. wniosków otrzymujemy online, a spłat pożyczek można dokonywać przelewem. Warunkiem uzyskania pożyczki jest spotkanie z doradcą, ale wystar-

czy tylko jedno — podkreśla Roman Jamiołkowski, dyrektor PR w polskim Providencie.

Tygodnie i lata

Średnia druga lub kolejna po-

życzka klienta ZFP opiewała w 2013 r. na 745 zł, Provident pożycza przeciętnie 1700 zł. Średni okres spłaty w ZFP wynosi 25 dni, w Providencie — 60 miesięcy. Firmy z ZFP udzielają więc tzw. chwilówek, Provident — nie.

— Konsekwencją okresu kredytowania jest to, że u nas spłaca się pożyczkę w ratach tygodniowych, u nich jednorazowo. My nie pobieramy żadnych opłat za spóźnienia. W związku z ryzykiem klient pożyczający 1000 zł musi jednak oddać 1960 zł. Wie to od początku. W firmach chwilówkowych, jeśli klient chce przedłużyć spłatę np. o tydzień, musi za to zapłacić około 100 zł. Przy takich pożyczkach to dużo. Ograniczenia oznaczałyby dla tych firm utratę części dochodów — tłumaczy Roman Jamiołkowski.

To, że klienci Providenta i ZFP są różni, potwierdziły badania prowadzone na zlecenie zrzeszonego w ZFP Vivusa. Wynika z nich, że pokrywają się tylko w 5 proc. Jarosław Ryba podkreśla jednak, że świat nie stoi w miejscu i sytuacja może się zmienić.

— Coraz więcej osób, zamiast dzwonić na numer ze słupa, pożycza w internecie. A spór między sektorem pożyczek online i pozostałymi firmami ma podłoże ekonomiczne. To sytuacja podobna do wydarzeń w polskiej bankowości sprzed 15 lat, gdy banki internetowe odebrały część klientów bankozaurom — upiera się szef ZFP.

Zgniły kompromis

Provident zastrzega, że zmiany proponowane przez rząd wpłyną też na jego biznes. Uważa jednak, że rynek musi być lepiej uregulowany.

— Jeśli nie zgodzimy się teraz na pewne ograniczenia, nigdy nie poprawimy reputacji branży i bezpieczeństwa klientów. Któryś rząd przeforsuje w końcu drakońskie przepisy i skończy się biznes — i dla nas, i dla firm chwilówkowych — tłumaczy Roman Jamiołkowski.

— Zgoda na tę regulację jako sposób minimalizacji strat jest zła. Regulacja cenowa nie ochroni klienta przed tymi, którzy biorą pieniądze za samo rozpatrzenie wniosku, są na liście ostrzeżeń KNF i nadal działają — oponuje Jarosław Ryba.