Pryszczyca nie służy spółkom mięsnym

Maciej Zbiejcik
opublikowano: 2001-03-06 00:00

Pryszczyca nie służy spółkom mięsnym

Szefowie giełdowych zakładów mięsnych nie spodziewają się, by zamieszanie na unijnym rynku, jakie towarzyszy epidemii pryszczycy, przyczyniło się do pobudzenia naszego eksportu. Ze względu na bariery eksportowe polscy producenci nie mogą wysyłać nie przetworzonej wieprzowiny.

Kolejna po BSE choroba zakaźna dziesiątkuje stada zwierząt w Unii Europejskiej. Na razie nie dotyczy to polskich producentów, choć skutki choroby szalonych krów i pryszczycy odczuwalne są też na naszym rynku.

Zakazany eksport

W Europie nasila się popyt na nie przetworzoną wieprzowinę. Jednak niewielkie to pocieszenie dla rodzimych zakładów mięsnych, gdyż Polska ma zakaz eksportu tego typu mięsa do Europy Zachodniej.

— W związku z przypadkami BSE oraz pryszczycy mamy coraz więcej zapytań od zachodnich kontrahentów o mięso wieprzowe. Ze względów formalnych nie możemy go eksportować. Wynika to z opieszałości działań naszych władz. Polska w oczach unijnych ekspertów nie jest wolna od klasycznego pomoru świń — mówi Przemysław Chabowski, prezes Morlin.

Nieatrakcyjne przetwory

Wysyłać do Unii możemy natomiast przetwory wieprzowe. Jednak wbrew pozorom, problemy, z jakimi borykają się hodowcy z UE, nie faworyzują naszych przetworów z mięsa czerwonego.

— Na razie o eksporcie na unijne stoły nie mamy co marzyć. Jesteśmy mało konkurencyjni cenowo w porównaniu z eksporterami z innych państw. Producenci muszą koncentrować sprzedaż na rynku wewnętrznym — przyznaje Andrzej Leś, prezes Beef-Sanu.

Przedstawiciele zakładów mięsnych obawiają się, że perypetie związane z pryszczycą mogą doprowadzić do gwałtownego wzrostu cen żywca wieprzowego.

Uzasadnione obawy

Choć problem pryszczycy nie jest obecnie największym zmartwieniem naszych władz, producenci przetworów mięsnych obawiają się jednak czarnego scenariusza, którego realizacja może mieć bardzo dotkliwe konsekwencje dla producentów.

— Obawiam się, że gdyby w Polsce wykryto źródło tej choroby, nasze władze mogłyby mieć spore problemy z wyartykułowaniem przepisów do sprawnego jej zwalczania. Z drugiej strony unijne władze nie wahałyby się odizolować naszych produktów spożywczych od rynku UE — konkluduje Przemysław Chabowski.