Prywatne biznesy trafią w ręce państwa

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 03-07-2013, 00:00

Rząd przekonuje, że przy zmianach w OFE będzie unikał nacjonalizacji. Zarządy spółek obawiają się jednak, że stanie się inaczej

„Nie ma takiego okrucieństwa ani takiej niegodziwości, której nie popełniłby skądinąd łagodny i liberalny rząd, kiedy zabraknie mu pieniędzy” — napisał w XIX w. francuski myśliciel Alexis de Tocqueville. O prawdziwości tego twierdzenia przekonują się właśnie prywatne firmy, w których OFE mają duże udziały. Bardzo możliwe, że wkrótce przedsiębiorstwa te staną się obiektem swoistej nacjonalizacji. Chodzi o kilkadziesiąt giełdowych spółek, w których 14 OFE ma łącznie po kilkadziesiąt procent udziałów. W grupie tej znajdują się m.in. tak duże firmy jak Agora (OFE miały tam na koniec 2012 r. aż 47 proc. akcji), Asseco (43 proc.), Echo Investment (40 proc.) czy CCC (35 proc.). W pięciu spółkach OFE są łącznie wręcz większościowym akcjonariuszem, w Elektrobudowie udział ten sięgnął rekordowych 80 proc. Jeśli zgodnie z propozycjami rządu akcje te zostaną przeniesione do ZUS, w praktyce spółki przejdą częściowo w ręce państwa. Po latach żmudnej prywatyzacji rząd robi więc zwrot o 180 stopni, a nawet idzie krok dalej, bo w ręce państwowe przejdą biznesy, które od początku powstania były ściśle prywatne.

Rząd deklaruje powściągliwość

Politycy koalicji zdają sobie sprawę, że słowo „nacjonalizacja” źle kojarzy się ich wyborcom, dlatego próbują to złe wrażenie zatrzeć. Jacek Rostowski, wicepremier i minister finansów, przekonuje, że choć formalnie akcje spółek przejdą do sektora publicznego, nacjonalizacji w praktyce nie będzie.

— Rozważamy rozwiązania, które sprawią, że państwo w rzeczywistości nie przejmie władzy nad tymi spółkami — przekonywał Jacek Rostowski w czasie przedstawiania raportu na temat OFE. Rząd w dokumencie nie określa ostatecznie, co zrobi z przeniesionymi z OFE do ZUS akcjami, ale sugeruje jedno, najlepsze rozwiązanie. Zakłada ono, że akcje spółek, w których OFE mają „więcej niż 5-10 proc.” udziałów, byłyby powierzane z powrotem PTE (mimo że wicepremier Rostowski na tej samej konferencji przekonywał, iż instytucje te nieefektywnie zarządzają emerytalnymioszczędnościami). Towarzystwa miałyby pobierać za to prowizję, a kiedyś powoli sprzedawać otrzymane akcje. Wicepremier Rostowski przekonuje, że rząd da PTE wolną rękę, nie będzie wpływał na politykę towarzystw wobec powierzanych im spółek.

Według raportu, akcje spółek, w których OFE stanowią „do 5-10 proc.” akcjonariatu, były przekazywane do ZUS lub do Funduszu Rezerwy Demograficznej i tam stopniowo sprzedawane. ZUS jako właściciel udziałów miałby wystrzec się prawa głosu w tych spółkach.

Niejasna przyszłość

Jednak mimo tych zapewnień wicepremiera w samych spółkach rosną niepokoje. Zarządy firm, w których OFE mają duże pakiety, boją się, że czeka je rewolucja.

— Wchodzimy na nieznane wody. 18 lat temu pracowałem na państwowym i szczerze mówiąc, trochę odwykłem. Składy rad nadzorczych co chwilę się zmieniały i trafiali tam często ludzie zupełnie bez kompetencji. Wolę zdrowe relacje z sektora prywatnego, gdzie istnieje jedynie interes ekonomiczny. Chciałbym, aby po przeniesieniu naszych akcji do ZUS spółka zachowała niezależność od państwa, ale obawiam się, że politycy będą próbowali wpływać na naszą firmę — mówi Jacek Faltynowicz, prezes Elekrobudowy.

Grzegorz Pilch, prezes Vistuli (35 proc. akcji w posiadaniu OFE), nie sądzi, by politycy chcieli mieszać się w jego spółkę, ale obawia się, że firmę czeka całkowita zmiana strategii.

— Obecny system działa bardzo sprawnie. Mamy w akcjonariacie kilka OFE, które działają zawsze w interesie spółki. Chociaż funduszy jest kilka, a ich głosy rozdrobnione, zawsze udaje nam się znaleźć kompromis. Teraz w miejsce tych kilku inwestorów do gry wejdzie jeden, potężny udziałowiec, który może gwałtownie zmienić politykę firmy. Może chcieć narzucać nam swoją wizję, zupełnie inaczej zarządzać ryzykiem — mówi Grzegorz Pilch.

Tylko bez nerwów

Jak twierdzi Roman Andrzejak, wiceprezes Pozbudu (32 proc. akcji w rękach OFE), współpraca z funduszami była dla jego firmy silnym impulsem do rozwoju.

— Wejście OFE do spółki spowodowało, że firma gwałtownie przyspieszyła. Zwiększyliśmy obroty kilkakrotnie i mamy konkretne plany rozwojowe na następne lata. Teraz okazuje się, że być może tę współpracę trzeba będzie zakończyć. Jestem tymi propozycjami rządu, również prywatnie, bardzo rozgoryczony. Zamiast szukać faktycznych oszczędności, psuje się coś, co bardzo dobrze działało — mówi Roman Andrzejak.

Zarządy mają też nadzieję, że osoby, którym ZUS powierzy zarządzanie akcjami, nie będą śpieszyły się ze sprzedażą udziałów. Przy takim łagodnym wychodzeniu z inwestycji kursy akcji spółek nie powinny znacząco tracić.

— Jeśli firma zachowa silne fundamenty, a państwo nie będzie gwałtownie wyprzedawać akcji, możliwe, że kurs nawet wzrośnie. Na pewno znajdą się nabywcy z zagranicy, którzy chętnie przejmą od ZUS nasze udziały — mówi Jacek Faltynowicz.

W niektórych spółkach temat OFE zupełnie nie rozpala jednak emocji.

— Skupiamy się na tym, by przynosić jak najlepsze wyniki finansowe naszym akcjonariuszom, niezależnie od tego, kto nim jest obecnie. Nie sądzę, by zmiany w OFE znacząco wpłynęły na naszą działalność — mówi Aneta Raczek, prezes Ferro.

Za dwa miesiące decyzja w sprawie OFE

Rada Ministrów oficjalnie przyjęła wczoraj raport na temat OFE przygotowany przez ministrów finansów i pracy. Jak poinformował premier Donald Tusk, rząd zamierza teraz przez dwa miesiące dyskutować na temat rekomendacji zawartych w dokumencie. Po tym czasie podjęta zostanie decyzja w sprawie zmian w OFE.

— Chcielibyśmy, aby do końca sierpnia na obrady rządu trafił jeden ostateczny wariant zmian [z trzech zamieszczonych w raporcie — red.] — stwierdził Donald Tusk. Jego zdaniem, wybrane rozwiązanie może w szczegółach różnić się od rekomendacji z raportu.

OKIEM EKSPERTA

Sprzedaż akcji OFE zatrzęsie giełdą

SEBASTIAN BUCZEK, prezes Quercus TFI

Biorąc pod uwagę fakt, że OFE mają zaangażowane na rynku akcji ponad 100 mld zł, trudno wyobrazić sobie, jak miałaby wyglądać operacja wychodzenia z tych inwestycji. Nawet gdyby ten proces został rozłożony na wiele lat, spieniężenie przez ZUS akcji OFE wydaje się niewykonalne, jeśli chcemy utrzymać korzystne wyceny. Kto mógłby odkupić te udziały? Niewielka grupa inwestorów indywidualnych? Okrojeni do niewielkiej skali inwestorzy instytucjonalni? Zagraniczni inwestorzy, którzy mają do wyboru też kilkadziesiąt innych rynków? Nawet rzucenie na rynek 5 mld zł bez dodatkowego popytu spowodowałoby zapaść na GPW, a co dopiero 100 mld zł. Jedyne, co mógłby zrobić rząd z tymi aktywami, to trzymać je, zarządzać pasywnie i otrzymywać dywidendę. Sprzedawać powinien tylko wtedy, kiedy pojawi się popyt, czyli np. wezwanie na akcje konkretnej spółki.

JUŻ PISALIŚMY

„PB” z 4.04.2013 r.

Już trzy miesiące temu ostrzegaliśmy, że zmiany w OFE mogą oznaczać nacjonalizację części giełdowych spółek. Wtedy wydawało się to intelektualną prowokacją, jednak ostatnie propozycje rządu potwierdziły obawy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu