Prywatyzacja dobrze wpłynęła na stan hut

Urszula Zalewska
04-05-2005, 00:00

Sytuacja polskich hut w ostatnich latach była całkiem niezła, jednak głównie za sprawą światowej koniunktury na stal.

Aby przetrwać czasy gorszego popytu, zakładom sektora niezbędne są inwestycje modernizacyjne.

Pierwszy rok członkostwa Polski w UE nie był przełomowy dla polskiego hutnictwa. To raczej rok kontynuacji zmian zapoczątkowanych wraz z podpisaniem układu europejskiego. A największe wyzwania dla branży to prywatyzacja i restrukturyzacja.

I Unia, i Chiny

Aby odpowiedzieć na pytanie, czy branża hutnicza skorzystała na wejściu Polski do UE, należy uwzględnić zmiany zachodzące w sektorze. Wraz z podpisaniem układu stowarzyszeniowego, Polska zobowiązała się do przeprowadzenia reform, zmierzających do uporządkowania handlu wyrobami hutniczymi, poprawy konkurencyjności sektora, jego restrukturyzacji i prywatyzacji oraz przystosowania do wymogów ochrony środowiska. To wszystko miało doprowadzić do przemian, dzięki którym branża — dawniej przystosowana do praw gospodarki centralnie planowanej — byłaby zdolna do funkcjonowania w warunkach wolnej konkurencji. Efekt — dziś 90 proc. sektora jest w rękach prywatnych, a po latach strat 2004 r. zamknięto z zyskiem.

Przyczyn poprawy sytuacji jest kilka. Zdaniem Leszka Wasilewskiego z CII Group, perspektywa członkostwa wymusiła procesy restrukturyzacyjne. Istotna jest także światowa hossa na rynku stali.

— Koniunktura i wzrost gospodarczy w Chinach ciągną całą branżę. Skorzystało na tym polskie hutnictwo, bo dzięki temu wzrasta zainteresowanie sektorem — dodaje.

Najgłośniejsze ostatnio prywatyzacje to zakup Polskich Hut Stali przez koncern Mittal Steel. Na finiszu jest też sprzedaż Huty Częstochowa.

Prywatny porządek

— Prywatyzacja była jedynym rozwiązaniem dla zadłużonych i przestarzałych hut. I chociaż sytuacja nadal nie jest różowa, to tylko sprywatyzowany sektor ma szansę na prawidłowe funkcjonowanie na rynku — twierdzi Romuald Talarek, prezes Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej.

Jego zdaniem, dzięki sprzedaży zakładów prywatnym inwestorom udało się uporządkować rynek, zracjonalizować zdolności produkcyjne polskich hut i obniżyć szkodliwość sektora dla środowiska. Romuald Talarek podkreśla też, że dzięki determinacji reprezentantów pracodawców, pracowników i strony rządowej koszty socjalne tych przemian udało się zracjonalizować.

W podobnym tonie wypowiada się przedstawiciel CII Group.

— Państwo musi sprzedać huty, bo w związku z naszym członkostwem w UE wykluczone jest dofinansowanie w ramach pomocy publicznej, a państwo jako słaby właściciel nie zapewni im rozwoju — mówi Leszek Wasilewski.

Inwestycje to lekarstwo

Zarówno prezes Talarek, jak i Leszek Wasilewski na przyszłość hutnictwa patrzą z optymizmem.

— Polska może stać się poważnym graczem na rynku stali. Warunkiem jest kontynuowanie modernizacji i inwestycji, dzięki którym poprawiać się będzie struktura produktowa — uważa Romuald Talarek.

Obecnie, mimo pozytywnych zmian, bilans handlu zagranicznego wciąż nie jest zadowalający. Około 65 proc. polskiego eksportu stali trafia na rynki krajów UE. To całkiem niezły wynik, biorąc pod uwagę wysokie wymagania jakościowe. Zwykle jednak są to towary niżej przetworzone niż te, które importujemy z krajów wspólnoty.

— Niekorzystne dla hutnictwa w Polsce jest m.in. to, że zapotrzebowanie rozwijającej się branży motoryzacyjnej pokrywa głównie import — wyjaśnia prezes Talarek

Sektor ten, podobnie jak produkcja sprzętu AGD, to najważniejszy odbiorca stali najwyższej jakości. A polskie huty nie mogą jeszcze konkurować z producentami z Zachodu.

Zdaniem Leszka Wasilewskiego, w kierunku takiej właśnie produkcji muszą iść zmiany w polskim hutnictwie, jeśli ma ono stać się konkurencyjne. Urzędnicy państwowi, wybierając inwestorów dla poszczególnych zakładów, powinni kłaść nacisk na to, aby przeprowadzali oni konieczne zmiany.

— Niezwykle istotne jest to , by niedopuścić do wyeksploatowania branży. Nie o to przecież chodzi, by wykorzystać hossę na rynku, a potem po prostu zamknąć huty —zwraca uwagę Leszek Wasilewski.

A takie właśnie zarzuty stawia się ostatnio jednemu z najaktywniejszych graczy na rynku — koncernowi Mittal Steel Poland. Przy sprzedaży Polskich Hut Stali koncern zobowiązał się do przeprowadzenia czterech inwestycji w latach 2003-06. Protestujący związkowcy uważają, że inwestor nie wywiązuje się z zapisów kontraktu i nie przeprowadza zapowiedzianych inwestycji.

— W grudniu podpisaliśmy dwie umowy wykonawcze. Te inwestycje rozpoczną się latem — wyjaśnia Andrzej Krzyształowski, rzecznik prasowy koncernu.

Przesunięcia pozostałych dwóch tłumaczy koniecznością przedstawienia Komisji Europejskiej aktualizacji biznesplanu. Chodzi między innymi o zmiany założeń inwestycyjnych w krakowskim oddziale firmy — zamiast modernizacji starej walcowni, firma zbuduje nową. Będą w niej wytwarzane nowoczesne produkty przede wszytskim dla przemysłu motoryzacyjnego, a stara zostanie zamknięta w momencie rozruchu nowej. Teraz firma czeka na akceptację wysłanych do Brukseli dokumentów.

Zdaniem rzecznika Mittal Steel, Poland to najlepszy dowód, że koncern chce inwestować i rozwijać swoje zakłady w Polsce.

Prezes Talarek uważa, że polskie hutnictwo wychodzi z zapaści i ma przed sobą dobre perspektywy. Zaznacza jednak, że do po- ziomu unijnego jeszcze daleka droga.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Urszula Zalewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Huty / Prywatyzacja dobrze wpłynęła na stan hut