Przed nami krach finansów publicznych?

Bartosz Krzyżaniak
opublikowano: 20-09-2006, 00:00

Rządzący marnotrawią szansę na reformy. Niech wyciągną wnioski z węgierskiej lekcji — apeluje PO.

„PB”: Czy Polsce nie grozi wariant węgierski?

Zbigniew Chlebowski (PO), zastępca szefa sejmowej Komisji Finansów Publicznych: Mam nadzieję, że nie. Jednak optymizm, którym tryskają urzędnicy państwowi, jest przesadny. Pewne jest to, że przejadamy dobrą koniunkturę i marnotrawimy szansę na gruntowne reformy zmniejszające podatki, porządkujące budżet, ograniczające jego deficyt i dług publiczny. To, co się dzieje na Węgrzech, powinno zmusić rządzących do bardzo głębokich przemyśleń.

Czym grozi odkładanie reform?

Wzrost gospodarczy nie jest dany na stałe. Wielu ekspertów przewiduje, że już w 2007 r. gospodarka zwolni. Bez zdecydowanych działań narażamy się na krach finansów publicznych. Jeżeli wydatki rosną realnie o ponad 6 proc. (co proponuje przyszłoroczny budżet), wydatki sztywne o kolejne 2 proc. (stanowią one 70 proc. wydatków), to spowolnienie gospodarcze nawet o 1 proc. może mieć poważne konsekwencje dla stabilności finansów państwa.

Będą kłopoty, jeśli polityka rządu będzie kontynuowana?

Poważne kłopoty mogą nastąpić już w 2008 r. Największym zagrożeniem jest brak reform w finansach publicznych. To grzech zaniechania, a jego najpoważniejsze konsekwencje dotyczyć będą systemu emerytalno-rentowego. Do 2007 r. musimy rozstrzygnąć kwestie emerytur pomostowych dla 2,5 mln Polaków, a to nawet nie jest ruszone. Wiele trzeba poprawić, by nie zmarnować obecnego wzrostu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartosz Krzyżaniak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy