Przed świąteczną przerwą rynek popadł w marazm
Środowa sesja na warszawskiej giełdzie udowodniła, że nasz parkiet, jeśli tylko chce, potrafi uniezależnić się od wpływu negatywnych sygnałów dochodzących z największych światowych giełd. A te są coraz bardziej niepokojące. Obawy inwestorów budzi zwłaszcza możliwe podniesienie przez Fed podstawowych stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Niepokoje pojawiły się na rynku po zaprezentowaniu danych na temat aktywności w amerykańskim przemyśle. Jako że była ona bardzo wysoka, eksperci spodziewają się nasilenia czynników inflacjogennych, co może skłonić Fed do podjęcia radykalnych kroków. Doniesienia te w istotny sposób wpłynęły na przebieg notowań na Wall Street, podczas których mieliśmy do czynienia z kolejną przeceną większości walorów. Nieco weselej było w Europie, jednak i tu powoli do głosu zaczęli dochodzić pesymiści.
ZGOŁA odmiennie wygląda sytuacja na krajowym podwórku. Na przekór obowiązującym w świecie trendom, GPW broni się przed spadkami. Takie zachowanie parkietu jest o tyle dziwne, iż do tej pory nawet lekkie załamanie koniunktury na świecie z miejsca groziło silną korektą w Warszawie. Obecnie jednak rodzimi inwestorzy zdają się być głusi na dopływające na nasz rynek sygnały. Skutkiem tego była kolejna zwyżkowa sesja. Na wszystkich parkietach wzrosły kursy 106 spółek, 53 spadły, zaś w przypadku 51 akcji ich wartość nie uległa zmianie. Spośród giełdowych indeksów największy przyrost wartości stał się udziałem WIG 20, który podskoczył o 0,9 proc. Niewiele mniej wzrosły pozostałe dwa indeksy rynku podstawowego WIG i MIDWIG, notując 0,8-proc. zmianę. Ostatnie aprecjacje kursów nie znajdują jednak poparcia w obrotach. A wręcz przeciwnie. Z każdą sesją zmniejsza się liczba chętnych do handlowania walorami spółek. We środę giełda wyliczyła obroty na rynku podstawowym na zaledwie 113,5 mln zł. To nikłe zainteresowanie łatwo jednak wytłumaczyć, biorąc pod uwagę długą przerwę w pracy giełdy.
TRUDNO obecnie wyrokować, jak będą przebiegały sesje w przyszłym tygodniu. Obawiam się jednak, że przy nasileniu negatywnych sygnałów i powrocie zagranicznego kapitału, rodzimym inwestorom zabraknie sił i woli, by utrzymywać rynek we wzrostowej tendencji. Dużo zależeć jednak będzie od dalszego rozwoju wypadków na światowych parkietach i tego, w jakim kierunku przebiegać będą piątkowe notowania.