Minister finansów Jacek Rostowski zakłada, że Polska przystąpi do strefy euro w 2012 r. Bilans zysków i strat przedsiębiorstw wywołanych tą operacją powinien być dodatni, ale kokosów od razu nie będzie. Jak wynika z badania Narodowego Banku Polskiego, rozliczanie się w euro kosztuje obecnie firmy 0,34 proc. ich rocznego obrotu (koszty transakcyjne, straty spowodowane różnicami kursowymi).
- Duże firmy zaoszczędzałyby więc dzięki przyjęciu euro około 5,5 mld zł rocznie. Trzeba przyznać, że nie są to duże pieniądze – mówi Katarzyna Puchalska z Instytutu Ekonomicznego NBP.
Tymczasem przejście na nową walutę obciąży firmy, ale tylko jednorazowo, sumą równą 0,8 proc. ich rocznego obrotu. Tyle ma kosztować m.in. wprowadzenie podwójnych cen, dostosowanie systemu księgowego i informatycznego oraz przeszkolenie pracowników. A to nie jedyny koszt, którego boją się przedsiębiorstwa.
Ponad połowa firm spodziewa się, że po wejściu do strefy euro ceny w ich branżach pójdą w górę. A ryzyko dalszego wzrostu inflacji nie zniknie – politykę monetarną przejmie Europejski Bank Centralny, który nie będzie dostosowywał jej tylko do polskich potrzeb.
Na szczęście koszty tę będą częściowo rekompensowane.
- Ponad połowa ankietowanych firm spodziewa się, że po wejściu do Eurolandu dostęp do kapitału będzie łatwiejszy. Zwiększy się także eksport – spodziewa się tego 39 proc. przedsiębiorców. Nie zwiększy sprzedaży zagranicznej 35 proc. firm. To prognozy umiarkowanie optymistyczne – mówi Katarzyna Puchalska.
- W teorii przyjęcie euro powinno wpłynąć na wzrost eksportu. Badanie pokazuje, że nie należy spodziewać się gwałtownego zwiększenia obrotów – uważa Marcin Mróz, główny ekonomista Fortis Banku.
JKW