Odchodzący na prezydencką emeryturę 82-letni Joseph Biden został przez delegatów entuzjastycznie pożegnany, chociaż aż do poniedziałku, 20 stycznia 2025 r., zachowuje konstytucyjną stuprocentową decyzyjność. Wbrew scenariuszowi przedwcześnie zaistniała na scenie przy szefie 60-letnia wiceprezydentka Kamala Harris, która formalnie zostanie namaszczona jako kandydatka do prezydentury dopiero w finale konwencji 22 sierpnia. W tym kontekście ciekawie zapowiadają się pożegnalne występy Josepha Bidena w skali globalnej. W ostatniej dekadzie września oczywiście weźmie udział w 79. sesji Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku i wyda tam swoją ostatnią kolację dla głów państw. Natomiast 19. szczyt potentatów z G20 odbędzie się w Rio de Janeiro 18-19 listopada, czyli dwa tygodnie po wyborach 5 listopada. Jeśli wygra Kamala Harris, to Joseph Biden logicznie mógłby… ustąpić miejsca dotychczasowej wice i zarazem elektce, albowiem G20 z definicji debatuje o przyszłości. Jeśli 47. prezydentem zostanie Donald Trump, to odchodzący 46. na szczycie w Rio oczywiście obieca i potwierdzi wszystko, co dla wrażego następcy będzie najbardziej niewygodne.
Problem przekazywania pałeczki powoli, ale już nieuchronnie zaczyna dotyczyć także Andrzeja Dudy. Wymiana gospodarza pałacowego żyrandola w Warszawie nastąpi ponad pół roku później niż Gabinetu Owalnego w Waszyngtonie. Dniem zakończenia obecnej kadencji i rozpoczęcia nowej jest środa, 6 sierpnia 2025 r. Obie tury głosowania – raczej wykluczone jest wyborcze rozstrzygnięcie od razu w pierwszej – odbędą się przypuszczalnie w niedziele 11 i 25 maja. Na ostatnie miesiące Andrzej Duda przygotowuje wielki finał, który pozwoli mu – oczywiście tylko w jego prywatnym mniemaniu – przejść do historii. Rozpoczął się cykl prezydenckich eventów i przemówień ostatnich. Taki charakter miała 15 sierpnia defilada w Święto Wojska Polskiego, taka będzie wspomniana wrześniowa sesja ONZ, potem 11 listopada Narodowe Święto Niepodległości, orędzie noworoczne 2024/25, następnie w styczniu 2025 r. udział w Światowym Forum Ekonomicznym w Davos, wreszcie na wiosnę pożegnalny szczyt Inicjatywy Trójmorza w Warszawie. No i może dojdzie tematyczny szczyt Rady Europejskiej w Warszawie, a to z okazji półrocznego polskiego przewodniczenia legislacyjnej Radzie UE. Przy czym warunkiem zorganizowania tego ostatniego eventu oczywiście jest współdziałanie i porozumienie Andrzeja Dudy z Donaldem Tuskiem, albowiem samodzielne znaczenie prezydenta w instytucjach unijnych jest zerowe.
Naturalne jest pytanie – a komuż to po 10 latach prezydent przekaże pałeczkę. Ideologicznie i politycznie najbliżej mu oczywiście do kandydata wystawionego przez PiS, czyli macierzystą partię Andrzeja Dudy, której wiernie służy. Przez dwie kadencje tzw. ciche dni zdarzały się niezwykle rzadko, dotyczyły wetowania ustaw w sytuacji, gdy koledzy z PiS się zagalopowali i w jakichś szczegółach ograniczyli uprawnienia urzędu prezydenta – tego Andrzej Duda nie darował. Najwyższy prezes Jarosław Kaczyński zatwierdzi partyjnego kandydata jesienią, na pewno przed 11 listopada. Na razie trwa casting, krążą najróżniejsze kandydatury. Rozchwianie panuje również po drugiej stronie, gdzie kategoria „wspólny kandydat” konsorcjum, które wygrało wybory 15 października 2023 r., rozumiana jest bardzo rozbieżnie – dla Trzeciej Drogi to Szymon Hołownia, natomiast dla Koalicji Obywatelskiej najprawdopodobniej Rafał Trzaskowski. Kwestia kandydowania w barwach głównych podmiotów rządowego konsorcjum rozstrzygnie się do Bożego Narodzenia, zaś efektem będzie wystartowanie w pierwszej turze obu wymienionych.
