Przekształcenia rafinerii trzeba szybko skończyć

Paweł Janas
opublikowano: 2002-09-05 00:00

Jerzy Małyska, były szef CPN, twierdzi, że do końca roku rząd powinien podjąć męską decyzję — czy Rafineria Gdańska ma pójść własną drogą, czy też trafić pod skrzydła Orlenu, który stanie się ośrodkiem konsolidacji sektora w Europie Środkowej. Spółka nie może dłużej czekać.

„Puls Biznesu”: Przez ponad półtora roku czekano, aż firma Rotch Energy udowodni, że jest w stanie sfinansować zakup Rafinerii Gdańskiej. Teraz, gdy już Brytyjczycy znaleźli do tej transakcji bogatego partnera w postaci Łukoilu, polski rząd od kilku tygodni zastanawia się, czy dopuścić Rosjan do tej transakcji. Czy nie sądzi Pan, że proces prywatyzacji gdańskiej spółki przedłuża się już poza granice zdrowego rozsądku?

Jerzy Małyska: Rzeczywiście, proces jest mocno spóźniony. Rafineria Gdańska powinna być sprywatyzowana, zanim jeszcze przyjęto proces przekształceń Petrochemii Płock. Taki był pierwotny zapis programu rządowego i miało to głęboki sens, jeżeli doprowadziłoby do stworzenia w Polsce dwóch konkurencyjnych ośrodków naftowych. Dziś natomiast mamy to, co mamy — silny Orlen oparty na dużej rafinerii, wzmocniony zasobami byłego CPN, oraz słabą Rafinerię Gdańską, bez odpowiedniego zaplecza handlowego i logistycznego. W sprawie RG decyzje muszą być podjęte szybko.

„PB”: Jaką rząd powinien przyjąć ścieżkę przekształceń?

J.M.: Jeśli RG ma być odrębnym ośrodkiem, to należy zakończyć negocjacje z konsorcjum Rotch–Łukoil. Jeśli natomiast ma stanowić część pewnego systemu, to powinna wzmocnić Orlen. Wtedy można spróbować zrobić z Polskiego Koncernu Naftowego centrum konsolidacji nafty w Europie Środkowej i Wschodniej. Jest to możliwe. Definitywną datą graniczną podjęcia tej decyzji winien być koniec tego roku.

„PB”: Czy jest to możliwe?

J.M.: ...

„PB”: Wszyscy dziś mówią tylko o „ryzyku politycznym” związanym z dopuszczeniem Łukoilu do tej transakcji. Przestano natomiast pytać, dlaczego Rotch Energy jest jeszcze w grze?

J.M.: Obecność Rotcha wynika z tego, że grę tę rozpoczął, został dopuszczony, nie wycofuje się i nie ma powodów, aby go wykluczyć — ani formalnych, ani merytorycznych. Rotch jest typowym inwestorem finansowym, który wkłada `w proces prywatyzacji środki finansowe, by potem wycofać je z odpowiednią marżą, bez szerszego zainteresowania prowadzoną działalnością produkcyjną. I chwała mu za to, że wprowadził do swojego konsorcjum silnego inwestora strategicznego, w tym przypadku Łukoil, który też chce zarabiać, ale poprzez intensyfikację i uefektywnienie działalności produkcyjnej. A to jest nam potrzebne. Co do ryzyka politycznego, związanego z ewentualnym wejściem Łukoilu do Rafinerii Gdańskiej, próbuję to rozumieć wyłącznie w aspekcie naszych dotychczasowych trudnych doświadczeń z potentatami rosyjskiej gospodarki, jak Gazprom, bądź też w aspekcie naszych dążeń do silniejszych związków z gospodarką Unii Europejskiej. Innych zagrożeń nie dostrzegam.

„PB”: Czy należało wstrzymać III etap prywatyzacji PKN Orlen?

J.M.: Moim zdaniem, słusznie wstrzymano proces, który pospiesznie przygotowywał rząd Jerzego Buzka. Realizacja tamtego scenariusza spowodowałaby bezpowrotną utratę okazji odegrania przez Orlen czołowej roli w Europie Środkowej, a także szansę pełnego uporządkowania polskiego sektora naftowego, szczególnie w logistyce. Dopiero po podjęciu decyzji dotyczących Rafinerii Gdańskiej, powinien rozpocząć się III etap prywatyzacji Orlenu, co niewątpliwie nastąpi.