Przełamując poziomy oporów byki zmieniają trend na GPW

Piotr Kuczyński
29-10-2001, 00:00

Zastanawianie się, dlaczego rynek rośnie nie ma specjalnie sensu. Podążamy za rynkami światowymi, a działanie kapitału spekulacyjnego i funduszy doprowadza do gwałtownych wzrostów

To był dosyć spokojny, wzrostowy tydzień. Inwestorzy zupełnie nie patrzyli na wyniki spółek. Mają, jak napisano w jednym z amerykańskich komentarzy, gwiazdy w oczach i wierzą, że w przyszłym roku będzie lepiej. Teraz inwestorzy czekają już na kolejną, dziesiąta obniżkę stóp w listopadzie. Liczą też na ożywienie w 2002 roku wywołane pakietem stymulującym prezydenta Busha. Wszyscy powtarzają jak zaklęcie, ze giełda wyprzedza o 6 miesięcy zmiany w gospodarce. To prawda, ale jaka jest pewność, że za 6 miesięcy będzie to ożywienie? Poza tym wielu ekonomistów ostrzega, że powódź pieniędzy spowodowana obniżkami stóp i pakietem stymulującym Busha w konsekwencji musi wywołać inflację, przy czym wcale nie jest pewne czy da oczekiwane ożywienie czy raczej jego pozory.

Rynki zapominają o wojnie z terrorem. Nadchodzi jednak okres, w którym może nastąpić zaostrzenie sytuacji. Rządy Pakistanu i Indonezji ostrzegały w tym tygodniu USA, że przeciągnięcie walk w Afganistanie na ramadan (od 17.11) spowoduje rozruchy w krajach muzułmańskich, które ciężko będzie opanować. Wiem, że wywołam tym odruch niechęci, ale ja nie mam zaufania do działań USA. Jak się dobrze popatrzy to olbrzymia część działań USA poza ich granicami przynosiła w konsekwencji niepowodzenie. Do tego ludzie naszej cywilizacji kompletnie nie rozumieją muzułmanów, więc ich działania mogą prowadzić do sytuacji, które w tej chwili trudno przewidzieć. Jako pewnego rodzaju memento może służyć książka R. Kapuścińskiego „Szachinszach”. Widać w niej dokładnie jak politycy i amerykańskie służby specjalne spowodowały, że Iran, który mógł być przyjazny lub przynajmniej neutralny w stosunku do USA wpadł w ręce mułłów i stał się wrogiem Ameryki. Nie można wykluczyć, że i tym razem niezgrabna polityka i podobne działania militarne USA wywołają w przyszłości wojnę z całym światem muzułmańskim. Pisałem już o tym, że idealnym rozwiązaniem dla terrorystów byłoby robienie mało groźnych zamachów i zostawianie śladów np. do Iraku. Taki scenariusz zdaje się właśnie realizować. Znajdowany obecnie wąglik jest specjalnie spreparowany i już zaczyna się mówić, że jedynie laboratoria USA, Rosji i Iraku mogą coś takiego przygotować. Jeśli USA dojdą do wniosku, że muszą zaatakować Irak...

Dane makro w USA były fatalne. Szczególnie złe zostały podane we czwartek, kiedy rynek dowiedział się, że spadły zarówno dramatycznie zamówienia na dobra trwałego użytku jak i sprzedaż istniejących domów. Efektem był wzrost indeksów i przełamanie kluczowych oporów na dużym obrocie. Klasyczny objaw hossy, kiedy rynek rośnie mimo złych informacji.

W tym tygodniu zostanie podana cała seria danych makro. Duża część dotyczy właśnie października. Co prawda inwestorzy spisali czwarty kwartał na straty, ale wybitnie złe raporty makro mogą rynek doprowadzić do spadków. Za to niewiele lepsze od oczekiwań, które są bardzo obniżone, doprowadzą do dużych wzrostów. We wtorek rynek dowie się, jaki był w październiku indeks zaufania konsumentów. Oczekuje się spadku z 97,6 do 95. To bardzo pesymistyczna prognoza i wcale się nie zdziwię, jeśli będzie dużo lepiej (obniżki stóp, pakiet stymulujący, rosnąca giełda, „sukcesy“ w Afganistanie). Środa to wstępny raport o PKB w III kwartale. Oczekuje się spadku o 0,7 proc. do 1,2 proc. To znowu tak pesymistyczne oczekiwania, że może się okazać, iż jest lepiej. Czwartek to jak zwykle liczba noworejestrowanych bezrobotnych i indeks aktywności gospodarczej w październiku (NAPM). Oczekuje się dużego spadku. Wreszcie piątek to bezrobocie (oczywiście spodziewany jest duży wzrost) i zamówienia fabryczne (prognozowany duży spadek).

Analiza techniczna pokazuje optymistyczny obraz. DJIA po korekcie w miejscu pokonał 9400 pkt. oraz średnią 50. sesyjną i jest w drodze do 10.180 pkt. To trzecia podfala korekty. Tam wzrosty powinny się zakończyć. Podobnie jest z indeksem S&P 500, który przełamał opór na 1100 pkt. i średnią 50. sesyjną i jest w drodze do 1650 pkt. NASDAQ jest zdecydowanie najmocniejszy z indeksów. Też pokonał średnią 50. sesyjną. Opór jest na 1830 pkt., ale ja uważam, że dojdzie do 1940 pkt.

W tym tygodniu dane makro i wyniki spółek powinny kierować ruchami rynku. Tyle tylko, że nastroje rynku są tak dobre, a prognozy danych makro tak złe, że nie wiem, jak musiałyby być fatalne, żeby doprowadzić rynek do spadku. Nie zmienia to faktu, że giełdy będą z napięciem będą na nie czekały. Rynek w średnim terminie będzie rósł, ale uzasadnienia fundamentalnego nie ma. To tylko nadzieje i pora roku dają te wzrosty.

To był klasyczny „byczy” tydzień z przełamaniem ważnych oporów na dużym obrocie. Dziwne było jedynie to, że zanim to nastąpiło, Układ obrotów był zupełnie odwrotny niż powinien. Zastanawianie się, dlaczego rynek tak rośnie nie ma specjalnie sensu. Podążamy za rynkami światowymi, a działanie spekulacyjnego kapitału zagranicznego i naszych funduszy doprowadza do gwałtownych wzrostów. Królował sektor TMT i to bez względu na to, czy oczekuje się poprawy wyników, czy pogorszenia. Po prostu taka światowa moda, żeby kupować to, co głęboko przecenione.

RPP podjęła decyzję o obniżeniu stóp. O ile sama decyzja była zgodna z moimi oczekiwaniami to znowu okazało się, że Rada nie potrafiła stanąć na wysokości zadania. Brak wyobraźni i utrzymywanie nastawienia neutralnego to jeden aspekt tej sprawy. Jaki jest sens utrzymywania nastawienia neutralnego, kiedy wiadomo, że i tak trzeba będzie obniżać? Dobrze by było, żeby RPP choć trochę wzorowała się na amerykańskim Fed — przynajmniej powinna dopasować się do cywilizowanych krajów świata i podawać decyzję o określonej porze. Jak to się dzieje, że ECB może ogłaszać decyzje we czwartek o 13.45, Fed we wtorek o 20.15, a nasza RPP jak jej się zechce? Zamieszanie było olbrzymie.

Obniżka o 150 pkt. wielkim osiągnięciem nie jest, ale należy mieć nadzieję, że w listopadzie Rada znowu obniży stopy. Zgadzam się, że teraz podstawa do tej decyzji jest w rękach rządu i autorów projektu budżetu. Następne obniżki są niezbędne, żeby pobudzić wzrost gospodarczy, bo realne stopy procentowe są nadal bardzo wysokie. Co prawda Bogusław Grabowski, członek RPP (autor cytatów z poprzedniego komentarza) powiedział, że jesteśmy w punkcie zwrotnym i że zaczyna dostrzegać ożywienie w gospodarce. Ciekaw jestem, gdzie pan doktor to widzi? Jakie są objawy tego ożywienia? Ja ich nie dostrzegam. Nie tylko ja zresztą. Światowa Organizacja Handlu prognozuje, że wzrost światowego handlu dóbr wyniesie w 2001 roku 2 proc. (prognozowano 7 proc.) po 12 proc. wzroście w 2000 r. Sześć wiodących niemieckich instytutów gospodarczych stwierdza w swoim raporcie, że wzrost gospodarczy w Polsce będzie wolniejszy niż w innych krajach Europy Środkowej i Wschodniej i szacuje, że PKB będzie rosło o 1,5 proc. zarówno w tym, jak i przyszłym roku. Bardzo bym chciał, żeby to RPP miała rację, a nie międzynarodowe instytucje, ale Rada jeszcze nigdy nie trafiła ze swoim celem inflacyjnym – zły to prognostyk.

Na GPW gołym okiem widać słabość sektora bankowego (za wyjątkiem Pekao SA). Ten sektor jest bardzo ważny dla koniunktury giełdowej. To może być skutek zapowiedzi oprocentowania zysków z oszczędności. Jednak równocześnie prawie pewne jest zmniejszenie rezerw obowiązkowych — to zawsze podnosiło kurs banków. Nie mogę sobie odmówić napisania ostatni raz paru słów o krytyce pomysłu opodatkowania zysków z oszczędności. Uważam jedynie, że niektóre media faulują ten pomysł bez umiaru i bez specjalnego zastanowienia szkodami, które taka krytyka wyrządzi. Nic nie przebije artykułu na ten temat w „Newsweeku” („Żółw i zając”). Takiej ilości złej woli i pokrętnego sposobu rozumowania w artykule o gospodarce już dawno nie widziałem. Nie mogę się również zgodzić z argumentacją krytyków podatku, którą najdobitniej przedstawił Leszek Balcerowicz: „Wprowadzenie podatku wpłynie antyrozwojowo na polską gospodarkę, gdyż ograniczy skłonność do oszczędzania, a tym samym zmniejszy możliwości inwestycyjne, co w dłuższym okresie mieć będzie bardzo negatywne konsekwencje”. Uważam, że będzie wprost przeciwnie. Oszczędzający dzielą się na takich, którzy po prostu zawsze oszczędzali i będą to nadal robili bez względu na oprocentowanie. Często są to ludzie, którzy nie rozumieją, że inflacja zmniejsza to oprocentowanie i z całą pewnością nie będą nigdzie tych pieniędzy inwestowali. Druga część to tacy, którzy widzą w oszczędzaniu dobry interes. Ile się trzeba namęczyć, żeby znaleźć jakiś pomysł, dzięki któremu zysk z kapitału będzie większy niż z lokaty w banku w czasach, kiedy w kraju jest marazm i większa część firm osiąga straty. Zmniejszenie oprocentowania nie spowoduje, że tacy ludzie kupią sobie samochód czy jacht tylko zaczną myśleć, co zrobić, żeby zarobić więcej. Zaczną inwestować zarówno na giełdzie jak i w innych dziedzinach gospodarki – szczególnie, jeśli stopy będą mniejsze. Skłonność do inwestycji będzie większa, nie mniejsza, a możliwości takie same. Chyba pan Balcerowicz nie myśli poważnie, że zmiana oprocentowania oszczędności o mniej niż 3 pkt. procentowe rocznie (taki byłby skutek opodatkowania) zmniejszy możliwości inwestycyjne ludzi, którzy w ogóle są w stanie inwestować? Dla mnie ważne jest co innego: Stanisław Gomułka (doradca Marka Belki) twierdzi, że ostatecznie zrezygnowano z podatku importowego. To byłby duży plus. W końcu coś trzeba wybrać i jeśli wybór był między podatkiem od oszczędności, a podatkiem importowym to bardzo dobrze, że wybrano to pierwsze.

W środę NBP opublikuje dane o wysokości deficytu na rachunku obrotów bieżących we wrześniu. Od dawna analitycy oczekują spadku dynamiki eksportu, co przy tak silnym złotym (wyraźnie dąży do 4,05 za dolara) i spadku dynamiki wzrostu handlu na świecie nie byłoby niczym dziwnym. Dziwne jest raczej to, że eksport rośnie. Gwałtowne zwiększenie deficytu (szczególnie, gdyby było wynikiem spadku eksportu) może wystraszyć inwestorów zarówno na rynku walutowym jak i GPW.

Analiza techniczna pokazuje bardzo optymistyczny obraz. WIG dąży do 14 500 pkt, po korekcie zapewne do 16 000. Wsparciem jest 13 200 pkt. WIG-20 pokonał ważne bariery. Przy pokonywaniu oporów obrót był klasyczny: nie za duży, więc to nie wyrzut akcji, ale większy niż dzień wcześniej, czyli zgodnie z zasadami analizy technicznej. Zgodnie z zasadami AT weszliśmy w ruch wzrostowy, który nie powinien się skończyć wcześniej na WIG-20 niż na oporze 1350-1370 pkt.

Sytuacja techniczna na świecie i u nas jest taka, że nie zdziwi mnie dojście indeksu w okolice 1350 pkt. już w tym tygodniu. Ponieważ powinno się to odbyć w trzech podfalach, więc można się spodziewać korekty z wtorku na środę. Angażowany kapitał jest jednak tak duży, że nie spodziewam się końca ruchu na tym poziomie. Tam powinna jednak wystąpić większa korekta, po czym indeks ruszyłby do 1500 pkt., które powinien osiągnąć pod koniec roku. Zmienić ten scenariusz mogłyby jedynie wydarzenia związane z wojną z terrorem, a tego czy i jakie nastąpią nikt nie jest w stanie przewidzieć.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / / Przełamując poziomy oporów byki zmieniają trend na GPW