Przepis na wenus

Mirosław Konkel
28-08-2018, 22:00

Ponad połowa kobiet wolałaby wpaść pod ciężarówkę, niż być gruba. Śmiać się, płakać, a może naśladować…

A niech cię, bracie Janie, czy ja jestem tak szpetna?” — miała wykrzyknąć św. Teresa z Avili, gdy zobaczyła swój portret. Skoro nawet zakonnice i święte zwracają uwagę na swój wygląd, to co się dziwić tzw. zwykłym kobietom, że chcą olśniewać urodą? To coś, co się nie zmieniło się od czasów Kleopatry: niezmienna kobieca potrzeba bycia kochaną i piękną. Nawiasem mówiąc, pragnienie to odczuwają także faceci, o czym za chwilę. Potrzeba podobania się jest naturalna i dobra. Chyba że zamienia się w kult — blogerka Karolina Piotrowska wskazuje jego ekstremalny przejaw: popularne w USA wybory Mini Miss, w których kilkuletnie dzieci odgrywają role modelek i modeli. Matki bronią konkursów jak jakiegoś sacrum, tłumacząc, że służą one rozwojowi ich pociech, które ćwiczą kilka godzin dziennie układy choreograficzne i śpiew, przebierają się i pozują przed lustrem.

Przekleństwo XXL. Dziewczynki o swojej urodzie zaczynają myśleć szokująco wcześnie: 34 proc. pięciolatek ogranicza ilość spożywanego jedzenia, 28 proc. chce wyglądać jak panie z telewizji, a 30 proc. trzecioklasistek martwi się, że będą grube. Z wiekiem kompleksy się pogłębiają: 54 proc. pań wolałoby wpaść pod ciężarówkę, niż być pulchne. Dane te pochodzą z wydanej właśnie książki dr Renee Engeln „Obsesja piękna. Jak kultura popularna krzywdzi dziewczynki i kobiety”. Autorka zainteresowała się tematem 20 lat temu, gdy prowadziła wykłady z psychologii — jej studentki nigdy nie uważały się za dość szczupłe i ładne, w przeciwieństwie do studentów, którzy raczej nie mieli kompleksów na punkcie swojej fizjonomii. Ta różnica — twierdzi — wynika z przekonania zaszczepionego przez reklamy i media, że największą wartością kobiet jest piękny wygląd. Brzydsza płeć nie jest poddawana takiej presji, o czym może świadczyć zdjęcie wykonane w sklepie Uniwersytetu Nowojorskiego — fioletowe ubranko dla dziewczynek miało napis: „Nie cierpię swoich ud”, natomiast niebiesko-żółty strój dla chłopców zdobiło hasło: „Jestem super”.

Modne diety, zabiegi upiększające, odzież korygująca często wydumane mankamenty ciała… Według dr Engeln, kobiety narzucają niemożliwe do spełnienia standardy nie tylko sobie, ale także swoim koleżankom. Za dziennikiem „The New York Times” cytuje znaną w Ameryce prawniczkę: „Żadna kobieta nie powinna wychodzić z domu bez warstwy lycry na udach. Nie mam ochoty patrzeć na własny cellulit, więc dlaczego miałabym oglądać twój?”. Współczuje paniom, które tak myślą: „Jeśli czujesz taki wstręt do własnego ciała, nic dziwnego, że zdarza ci się przenosić go na inne kobiety”.

Największymi ofiarami obsesji piękna są osoby otyłe — oskarża się je o brak charakteru i silnej woli. Nic dziwnego, że diety to nie tyle źródło radości i samorealizacji, ile studnia wielu mrocznych emocji, jak poczucie winy. Zwracają na to uwagę Andrew Spicer i Carl Cederström w książce „Pętla dobrego samopoczucia”. Dałeś się skusić na kawałek tortu i już czujesz, że poniosłeś klęskę — zmniejszyłeś swoje szanse na podwyżkę i awans, bo korpulentność nie przystoi człowiekowi sukcesu. Feministka Gloria Sternhell zauważa: „Kiedy słyszę ludzi mówiących o pożądaniu, grzechu, poczuciu winy i wstydzie, wiem, że mówią raczej o jedzeniu niż o seksie”.

To w naszej kulturze novum. Do XVII w. głównym wyznacznikiem niewieściego piękna był pełny spichlerz: każdy dodatkowy kilogram dodawał damie urody i — co nie mniej ważne — dowodził, że w domu nie brakuje strawy. Zmianę przyniósł dopiero wiek XX. Alberto Vargas, peruwiański malarz, na wzór swojej żony, szczupłej blondynki, stworzył obowiązujący do dzisiaj ideał pin-up.

Facetom lepiej. Pięknym i szczupłym łatwiej robić karierę? To zależy. Natalia Ruszkowska i dr Hanna Bednarek, psycholożki z Uniwersytetu SWPS, dowiodły, że w zdobyciu dobrej pracy nieprzeciętna uroda zdecydowanie pomaga panom, a nie paniom. Badaczki pokazały rekruterom CV ze zdjęciami aplikujących. Atrakcyjni mężczyźni byli najlepiej oceniani jako kandydaci na wysokie i stereotypowo męskie stanowiska. Co z paniami? U nich atrakcyjność miała znaczenie tylko w przypadku, gdy starały się o „typowo” damską pracę, np. sekretarki.

Przepis na Wenus? Renee Engeln wspomina rozmowę, którą przeprowadziła kilka lat temu z drużyną wrotkarek. Na pytanie, jak postrzega swoje ciało, jedna z zawodniczek odpowiedziała: „To instrument, który pozwala mi robić to, co kocham”. Pokaż swoją pasję, a ludzie zobaczą w tobie piękno. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Medycyna / Przepis na wenus