Przetargi publiczne utknęły w korku

Inwestorom publicznym coraz trudniej znaleźć wykonawców. Skutkiem mogą być cięcia inwestycji. Budowlańcy mają pomysł, jak złagodzić te bolączki

Firmy budowlane coraz częściej składają oferty znacznie przewyższające kosztorysy zamawiających, a zdarza się nawet, że w przetargu nie zgłasza się żaden oferent. Najtrudniej naleźć ich w samorządach, które dopiero niedawno zaczęły szukać wykonawców do realizacji inwestycji.

Wyświetl galerię [1/2]

Rafał Sebastian Bałdys-Rembowski Fot. Marek Wiśniewski

— Największym problemem jest pozyskanie wykonawców w przetargach dotyczących robót drogowych. Problemy występują także w postępowaniach na prace budowlane w szpitalach. Już kilkadziesiąt milionów złotych, które były przeznaczone na inwestycje w tym roku, musieliśmy przesunąć na przyszły rok, bo nie udało nam się znaleźć wykonawców — mówi Marek Miesztalski, skarbnik Mazowsza.

Barbara Dzieciuchowicz, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa, podkreśla, że problem nasilił się w drugiej połowie roku i dotyczy wszystkich samorządów, a także innych zamawiających publicznych. W podwarszawskich Markach trzeba było powtórzyć przetarg na ścieżkę rowerową, bo oferty przekraczały kosztorys. W Mszanie Dolnej wykonawcy wysoko wyceniali propozycje budowy drogi 968. Samorząd Wielunia miał problem z pozyskaniem wykonawców kanalizacji, którzy zgodziliby się wykonać zadanie za przewidzianą przez urzędników kwotę. W Białymstoku natomiast zamawiający zbyt nisko oszacował kosztorys na wykonanie pasa startowego do lokalnego lotniska.

— Chętnie współpracujemy z samorządami i cenimy ich jako zamawiających. Musimy jednak podkreślić, że wzrosły ceny materiałów i robocizny, więc trzeba uwzględnić te czynniki podczas przygotowania oferty. Zwłaszcza w przetargach o niższej wartości, dla których budżety były szacowane kilka lat temu, oferty wykonawców mogą znacząco przekraczać kosztorysy — mówi Piotr Kledzik, prezes firmy PORR. Samorządom, które nie są zbyt silne finansowo, trudno podwyższyć budżety.

Zaliczki i gwarancje

Wyższe ceny materiałów i płac to niejedyny powód coraz droższych ofert.

— Samorządy, zwłaszcza w mniejszych przetargach, nie udzielają zaliczek wykonawcom. Tymczasem sektor budowlany od lat w instytucjach finansowych jest oceniany jako obarczony dużym ryzykiem, więc przedsiębiorcom budowlanym trudno pozyskać kapitał na wykonanie kontraktu — mówi Barbara Dzieciuchowicz.

Coraz wyższe koszty materiałów i robocizny osłabiają finansowo firmy budowlane, co dodatkowo utrudnia im pozyskanie kapitału obrotowego i gwarancji w bankach i zakładach ubezpieczeniowych.

— Zaproponowaliśmy na przykład wojewódzkim zarządom dróg obniżenie wskaźników wymaganego wadium oraz wartości zabezpieczenia oferty — mówi Barbara Dzieciuchowicz. Na razie jednak zarządy nie zdecydowały się na ten ruch. Natomiast samorządowcy, zwłaszcza w mniejszych zadaniach, starają się wydłużać terminy realizacji, licząc, że wówczas łatwiej będzie im znaleźć tańszych wykonawców. Barbara Dzieciuchowicz informuje, że ostatnio lokalni włodarze ogłosili wiele przetargów o dużej wartości i zakresie robót. Oczekują, że startujące w nich firmy budowlane wykażą się posiadaniem kadry doświadczonej w realizacji takich zadań.

— Mają ją duże firmy budowlane, ale te pozyskały duży portfel zleceń na przykład z Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) czy PKP Polskich Linii Kolejowych (PLK). Firmy lokalne nie mają takiego potencjału, bo w ostatnich latach samorządy ogłaszały niewiele postępowań tego rodzaju — mówi Barbara Dzieciuchowicz. W efekcie ani jedne, ani drugie nie startują w lokalnych przetargach. Izba proponuje więc złagodzenie kryteriów albo wydłużenie okresu, na podstawie którego będą oceniane kwalifikacje kadry. Chodzi o to, by nie analizować doświadczenia w budowie określonych obiektów jedynie z ostatnich 3-5 lat, ale także z okresów wcześniejszych.

Unijne konsekwencje

Barbara Dzieciuchowicz uważa, że brak pracowników będzie motorem dalszych podwyżek wynagrodzeń. Spodziewa się też, że nadal mogą drożeć materiały i w konsekwencji oferty wykonawcze. Marek Miesztalski obawia się, że jeśli wykonawcy nadal będą składać w przetargach oferty wyższe niż kosztorysy, to samorządy nie wykorzystają funduszy unijnych lub sfinansują dzięki nim mniej inwestycji, niż pierwotnie planowały.

— Będzie to jednak wymagało podjęcia rozmów z Ministerstwem Rozwoju i zmian na listach inwestycji w regionalnych programach operacyjnych — twierdzi Marek Miesztalski.

Niewykluczone, że zmiany trzeba będzie wprowadzić także w innych programach. Zamawiającym publicznym, takim jak GDDKiA oraz PKP PLK, również zdarzają się bowiem przetargowe problemy. Kolejarze dostają oferty wyższe od kosztorysów w przetargach mniejszej i średniej wartości — na przykład na inwestycję na stacji Idzikowice czy na budowę mijanki w Majdanie Królewskim. GDDKiA natomiast ma problemy z wykonawcami prac remontowych, zwłaszcza jeśli jej przetargi kumulują się z zamówieniami lokalnych włodarzy. Dyrekcja dotkliwie odczuła także efekty podwyżki cen materiałów i robocizny, kiedy niedawno Mostostal Warszawa wycofał się z podpisania z nią umowy na budowę drugiej jezdni trasy S1, motywując decyzję właśnie zwyżką kosztów. Przedsiębiorcy budowlani uważają, że śladem tej spółki będą szły kolejne.

 

TRZY PYTANIA DO... RAFAŁA SEBASTIANA BAŁDYSA-REMBOWSKIEGO, WICEPREZESA POLSKIEGO ZWIĄZKU PRACODAWCÓW BUDOWNICTWA

Recepta na przetargi

Jakie działania należy podjąć, aby usprawnić proces realizacji inwestycji budowlanych?

Kluczowe jest opracowanie przepisów ułatwiających zatrudnianie obcokrajowców. W przyszłym roku wdrożone będą ułatwienia w zatrudnieniu Ukraińców, ale pracownicy z innych państw będą mieć trudniej niż obecnie, a nam bardzo zależy na pozyskaniu ich. Przybysze z Ukrainy coraz częściej migrują do Europy Zachodniej, więc firmy budowlane muszą pozyskać kadrę z innych krajów, np. z Bangladeszu. Kolejną ważną kwestią jest wprowadzenie realnej waloryzacji w kontraktach budowlanych.

Nie może być oparta na wskaźnikach GUS?

GUS wylicza dane na podstawie cen z ofert kontraktowych, które firmy przedstawiły na przykład dwa lata temu. Nie są to więc faktyczne stawki, za które kontrakt został wykonany, tylko ceny, jakie wykonawca prognozował, składając ofertę. Niedawno w kontrakcie wykonywanym przez jedną z dużych firm budowlanych wyliczonow ramach waloryzacji spadek wartości umowy, mimo że ceny materiałów budowlanych znacząco wzrosły. 14 grudnia zamierzamy więc zorganizować spotkanie, na którym rozpoczniemy dyskusję o zmianie sposobu opracowywania statystyk GUS służących do wyliczania waloryzacji w kontraktach budowlanych. Zależy nam, by statystyki pokazywały realny, bieżący wzrost cen materiałów budowlanych i by na tej podstawie indeksować ceny kontraktów.

Firmy budowlane zwracają także uwagę na nierównomierny podział oszczędności pochodzących z optymalizacji projektów budowlanych. Zdarza się nawet, że muszą dokładać do takich kontraktów.

Firmy dokonują optymalizacji projektów, szacując koszty na podstawie cen z ofert. Zamawiający natomiast rozliczają oszczędności według stawek Sekocenbudu, które zazwyczaj są wyższe od rynkowych. Inwestor chce mieć 90-procentowy udział w oszczędnościach, a wykonawcy przydziela jedynie 10 proc. Przy takim podziale rzeczywiście zamawiający zyskuje dzięki oszczędnościom, a wykonawca może dołożyć do kontraktu. 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Przetargi publiczne utknęły w korku