Przewoźnicy się boją, więc… zamykają oczy

opublikowano: 09-06-2019, 22:00

Eurowybory na nowo rozbudziły emocje wokół pakietu mobilności. Niestety, głównie wśród polityków. Polscy przewoźnicy mało się nim interesują, choć może im zaszkodzić

Co zrobi z pakietem mobilności Finlandia, której prezydencja w UE zaczyna się w drugiej połowie roku? Czy Merja Kyllönen, sprawozdawczyni raportu o pracownikach delegowanych, była fińska minister transportu, otrzyma mandat do nowego składu Parlamentu Europejskiego, podobnie jak jej koledzy z komisji TRAN? Jedno jest pewne — niekorzystne dla przedsiębiorców z Polski przepisy nie znikną z agendy posiedzeń w Brukseli.

Małe zainteresowanie

Ogólnopolskie Centrum Rozliczania Kierowców (OCRK) zapytało przewoźników o zainteresowanie postępami prac nad pakietem mobilności. Okazało się, że na bieżąco wszystkie informacje śledzi tylu transportowców, ilu deklaruje kompletny brak zainteresowania. Identyczny wynik, 22 proc., uzyskała odpowiedź „coś słyszałem, choć nie szukam”, a 17 proc. badanych przyznało, że z zainteresowaniem czyta i słucha, jeśli natrafi na treści związane z propozycjami europarlamentarzystów transportu drogowego. Aż 15 proc. nie monitoruje na bieżąco informacji o zdarzeniach, które mają bezpośredni wpływ na prowadzoną przez nich działalność gospodarczą.

Umiarkowane zainteresowanie pakietem mobilności wśród polskich przewoźników może wynikać z poczucia niepewnej przyszłości nowych regulacji, chaosu legislacyjnego oraz informacyjnego, a także długiego okresu prowadzenia pracy nad propozycjami — komentuje Bartosz Najman z OCRK.

Co ciekawe, brakowi zainteresowania towarzyszy przeświadczenie przedsiębiorców transportowych, że proponowane zmiany będą miały negatywny wpływ na prowadzone przez nich biznesy — Ponad 60 proc. czuje, że ostatnie wydarzenia w Brukseli będą miały bezpośrednie przełożenie na sposób prowadzenia ich działalności oraz płynność finansową. Większość transportowców odczuwa niepokój i ostrożnie podejmuje decyzje dotyczące rozwoju firmy i kolejnych inwestycji — mówi Bartosz Najman.

32 proc. respondentów uznało pakiet mobilności za neutralny dla ich biznesu, a część badanych nie ma zdania. Czy zatem jest się czego bać?

— Tak, gdyż — jeśli pakiet mobilności wejdzie w życie w obecnym kształcie — większość małych i średnich firm nie zdoła w krótkim czasie dostosować biznesu do nowych reguł gry. Nie będą one miały nic wspólnego z wolnym rynkiem i swobodą przepływu towarów. Przedsiębiorstwa, które nie mają zabezpieczenia finansowego, by etapowo przystosować działalność do pomysłów unijnego legislatora, będą miały duży problem, by odnaleźć się w nowej sytuacji — ostrzega Bartosz Najman.

Ostrzeżenia z życia wzięte

W proponowanych zapisach jest mnóstwo pułapek. Ismail Ertug — poseł sprawozdawca tej części pakietu mobilności, która traktuje m.in. o kabotażu, tj. dostępie do rynków krajów unijnych i możliwości wykonywania tam przewozów — przekonuje, że nowe zapisy uchronią Europę przed chaosem legislacyjnym.

— Trzeba jednak wziąć pod uwagę restrykcje, np. skracające czas wykonywania kabotażu z siedmiu dni do trzech, wprowadzające 60-godzinny „cooling off”, czyli zamrożenie przejazdów przed powrotem na terytorium danego kraju UE, czy konieczność powrotu do Polski w celu „resetu” kabotażu w danym miejscu — mówi Bartosz Najman.

Z kolei Merja Kyllönen forsuje podejście, by jako przewozy delegowane traktować kabotaż i przejazdy międzynarodowe (cross trade). To oznaczałoby znaczący wzrost kosztów dla przedsiębiorstwa, gdyż wówczas pracownik powinien być wynagradzany na podstawie przepisów państwa, w którym realizuje zlecenie. Do tej pory przedsiębiorcy uwzględniali część należności dla kierowcy z tytułu służbowej podróży zagranicznej w płacy minimalnej. Teraz możliwość dowolnej interpretacji zasad delegowania, co uzależnione jest często od polityki danego kraju, zostanie ograniczona. Inteligentne tachografy, dokładnie rejestrujące czas i miejsce przekraczania granic, będą dodatkowym orężem służb kontrolnych egzekwujących nowe przepisy. Wim van de Camp z Holandii forsuje natomiast szereg zmian w czasie pracy kierowców, z których kluczowe dotyczą zakresu kontroli drogowej oraz odbierania odpoczynków tygodniowych.

— To oznaczałoby wydłużenie o 100 proc. okresu, który inspektorzy badają pod kątem czasu pracy i odpoczynków. Obecnie kontrole obejmują 28 dni wstecz. Przedsiębiorcy powinni zwrócić uwagę również na to, że kierowca będzie musiał raz na cztery tygodnie wrócić do kraju siedziby swojej firmy, chyba że sam zdecyduje inaczej, a pracodawca będzie miał to udokumentowane w formie pisemnej przez pracownika. Dodatkowym utrudnieniem jest możliwość rekompensowania skróconych odpoczynków tygodniowych jedynie odpoczynkami regularnymi, trwającymi 45 godzin. Transportowcy będą musieli inaczej planować przejazdy ciężarówek — wyjaśnia Bartosz Najman

Protekcjonizm

Na przegłosowanie pakietu mobilności w takim brzmieniu jak obecne naciskali niemieccy i francuscy politycy. Żadne zrzeszenie pracodawców w tych krajach nie poparło inicjatyw posłów sprawozdawców, w szczególności autorstwa Merji Kyllönen w sprawie pracowników delegowanych. Następna kadencja należy do Finlandii. Czy wspomniana wyżej była minister transportu będzie nadal reprezentować Finów w Brukseli, okaże się już niebawem. Jedno jest pewne, w 2020 r. ma wejść w życie nowelizacja dyrektywy o pracownikach delegowanych. Jeśli do tej pory nie będzie pakietu mobilności, kierowcy będą jej podlegali. Eksperci jednak zgodnie twierdzą, że lepszy kolejny rok niejednoznacznych przepisów niż złe prawo — mówi Bartosz Najman.

Sprawdź program XVI Forum Polskich Menedżerów Logistyki POLSKA LOGISTYKA, 7-8 października 2019, Warszawa >>

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu