Przewoźnik wyda na trakcję 1,3 mld zł

Katarzyna Kozińska
opublikowano: 2004-02-10 00:00

PKP PLK w połowie roku chce wyemitować pierwszą emisję obligacji wartości 300 mln zł. Te środki mają stanowić własny wkład na inwestycje.

Polskie Linie Kolejowe (PLK), spółka z grupy PKP, przygotowuje pierwszą transzę emisji obligacji wartości 300 mln zł. Ma do niej dojść w pierwszym półroczu.

— Mamy gwarancje rządu na emisję do 600 mln zł w latach 2004-05. W tym roku przeprowadzimy pierwszą transzę, a kolejną — za rok — mówi Tadeusz Augustowski, prezes PKP PLK.

Słabe punkty

Uzyskane środki mają stanowić własny wkład do sfinansowania tegorocznych inwestycji. PLK zamierza przeznaczyć na modernizację infrastruktury ponad 1,3 mld zł.

— 600 mln zł pochodzić będzie z unijnych funduszy pomocowych, ale ponad połowa to pieniądze zebrane w kraju: kredyty, środki z obligacji, dotacja — wylicza prezes Augustowski.

Pieniądze idą na remonty linii i węzłów kolejowych.

— Tylko na likwidację ograniczeń, które nawet na szybkich trasach uniemożliwiają pełne rozwinięcie prędkości, potrzeba 300 mln zł. Mamy zaledwie około 1000 km tras, które pozwalają na rozwinięcie prędkości 140 km/h i większej. Już od kilku lat intensywnie inwestujemy w skrócenie czasu przejazdu, chcemy zwiększyć przepustowość i dostosować krajową sieć do wymogów UE — zapewnia szef PLK.

Możliwości finansowe

W 2003 r. spółka wydała na modernizację 853 mln zł. Była to kwota dwukrotnie przekraczająca inwestycje z 2002 r.

— 190 mln zł dostaliśmy z budżetu, 382 mln zł z kredytów i funduszy unijnych, a aż 279 mln zł wyłożyliśmy z własnej kieszeni — mówi Tadeusz Augustowski.

Możliwości kapitałowe spółki ograniczają kłopoty finansowe PKP Przewozy Regionalne, która zalega z 1,2 mld zł płatności za dostęp do infrastruktury. 2003 r. spółka PLK zamknęła stratą 208 mln zł.

— Będziemy musieli utworzyć rezerwy na należności, ale liczę, że nie większe niż 150 mln zł. W porównaniu z poprzednim rokiem i tak jest nieźle. W 2002 r. strata przekroczyła 890 mln zł — tłumaczy Tadeusz Augustowski.

Spółka potrzebuje tzw. kredytu rewolwingowego, który pozwoli jej utrzymywać ciągłość finansowania inwestycji.

— Rzecz w tym, że środki z UE wracają dopiero po czterech miesiącach od złożenia faktur. Potrzebujemy kredytu właśnie na ten okres — wyjaśnia prezes PLK.