Przez pół dekady w czołowej czwórce

Jacek Kowalczyk
30-11-2010, 00:00

Byliśmy zieloną wyspą, jesteśmy oazą stabilności, a w 2012 r. będziemy liderem wzrostu w Europie.

Polska utrzyma status jednej z najszybszych gospodarek UE — prognozuje Komisja Europejska

Byliśmy zieloną wyspą, jesteśmy oazą stabilności, a w 2012 r. będziemy liderem wzrostu w Europie.

Dobra passa polskiej gospodarki będzie trwać — tak przynajmniej wynika z najnowszej prognozy Komisji Europejskiej (KE). Według jej ekonomistów, w najbliższych latach Polska utrzyma się w ścisłej czołówce Unii Europejskiej pod względem wzrostu gospodarczego. W 2010 r. będziemy czwarci, w 2011 r. — drudzy, a w 2012 r. wejdziemy na szczyt. Jeśli prognozy się sprawdzą, Polska nie wyjdzie z czołowej czwórki przez pięć lat z rzędu (w 2008 r. byliśmy czwarci, a w 2009 r. —pierwsi). Żaden inny kraj nie może pochwalić się taką serią.

Prawie boom

Według ekonomistów KE, w bieżącym roku rozwijamy się w tempie 3,5 proc. Szybciej rośnie Szwecja (4,8 proc.), Słowacja (4,1 proc.) i Niemcy (3,7 proc.). W przyszłym roku nasz PKB ma podnieść się o 3,9 proc. — lepszy wynik zanotuje już tylko Estonia (4,4 proc.). W 2012 r. z dynamiką 4,2 proc. będziemy najszybciej rozwijającą się gospodarką Unii.

— Ożywienie gospodarcze w Polsce będzie się umacniać. Motorami wzrostu będą stopniowa poprawa na rynku pracy, coraz lepsze nastroje przedsiębiorców i konsumentów oraz narastający napływ zagranicznego kapitału — tłumaczą analitycy KE.

Bezrobocie ma w najbliższych dwóch latach spaść z 9,5 proc. do 8,5 proc., a zatrudnienie`wzrosnąć o około 3,4 proc. Przyjazny rynek pracy spowoduje wyraźny wzrost konsumpcji — w 2011 r. ma się zwiększyć o 3,2 proc., a w 2012 r. o 4 proc. W tej kategorii również będziemy liderem UE, mimo że decyzje rządu raczej hamują popyt konsumpcyjny niż go rozbudzają.

— Wzrost konsumpcji w Polsce będzie ograniczany przez podwyżkę VAT — zaznaczają ekonomiści KE.

Mamy wreszcie doczekać się też ożywienia w inwestycjach — w ostatnich kwartałach właśnie słabe nakłady na środki trwałe były kulą u nogi naszego PKB. Według KE, przeżyjemy niemal boom inwestycyjny — w 2011 r. nakłady mają wzrosnąć o 8,4 proc. (wobec 0,1 proc. w 2010 r.), a w 2012 r. — o 9,2 proc. Tylko na Łotwie wydatki inwestycyjne będą szły w górę szybciej niż u nas.

— Sektor prywatny po dwóch słabych latach znowu zacznie inwestować. Wykorzystanie mocy produkcyjnych bowiem wzrosło, a średnie i duże firmy nagromadziły oszczędności. W dodatku pojawiają się sygnały, że rośnie podaż kredytów dla przedsiębiorstw — wyjaśniają analitycy KE.

Łyżka dziegciu

Czy można wierzyć prognozom komisji? Raz — na początku kryzysu — okazały się bardzo zawodne. Półtora roku temu analitycy w Brukseli zadziwili krajowych ekonomistów oświadczeniem, że w 2009 r. polska gospodarka skurczy się o 1,4 proc. Skończyło się na wzroście o 1,7 proc. Tym razem prognozy KE nie odbiegają od przewidywań rynku.

— Mamy podobne prognozy, również spodziewamy się stopniowej poprawy koniunktury i przyspieszenia gospodarczego do poziomu powyżej 4 proc. — mówi Rafał Benecki, ekonomista ING Banku Śląskiego.

Mniej optymistyczne są natomiast prognozy Brukseli dotyczące polskich finansów publicznych. Według KE, mimo przyspieszenia gospodarczego w najbliższych dwóch latach, nie doczekamy się wyraźnego obniżenia deficytu w finansach państwa. Dziura skurczy się z 7,9 proc. PKB w 2010 r. do 6 proc. PKB w 2012 r. Dług publiczny będzie więc dalej narastał — podskoczy z 55,5 proc. PKB do 59,5 proc. Ekonomiści KE nazywają tę konsolidację "powolną".

— Komisja daje nam żółte światło. Apeluje do polskiego rządu, by odważniej zajął się naprawą finansów publicznych — komentuje Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Świat / Przez pół dekady w czołowej czwórce