Przyczepy ciągną w górę

Choć nie są maszyną pierwszej potrzeby, to — w przeciwieństwie do traktorów — ich sprzedaż rośnie.

Traktory zaliczyły kolejny słaby rok, bo nie nadeszły jeszcze pieniądze unijne z nowej perspektywy ani solidna dawka z tego, co zostało z poprzedniej — jak tłumaczą ich producenci. Takich problemów nie mają natomiast producenci przyczep. To drugi i ostatni typ liczonego rolniczego sprzętu — wielkość jego sprzedaży można określić dzięki konieczności rejestracji. W 2014 r. liczba sprzedanych profesjonalnych przyczep zwiększyła się o 5 proc., do prawie 5,8 tys. sztuk — podał Martin & Jacob, firma badająca rynek rolniczy. Wynik ten powinien cieszyć również dlatego, że przyczepa nie jest maszyną pierwszej potrzeby i ma długi okres życia. Ponadto w 2013 r. rolnicy porobili „zapasy”, masowo rejestrując przyczepy własnej produkcji, bo w czerwcu wchodziłobowiązek uzyskania homologacji, co uczyniło przydomową produkcję nieopłacalną. Tak więc w kolejny rok weszli z ponad 2,5 tys. chałupniczych przyczep.

— Po typach rejestracji w 2014 r. widać, że zmniejszyła się liczba przyczep małych, a istotnie wzrosła dużych. Tym samym muszą kupować je więksi rolnicy, którzy nie są zależni od funduszy unijnych. Pokazuje to też rozwój największych gospodarstw, które inwestują, a więc się rozwijają. Ten rok powinien być znacznie lepszy, bo poza dużymi do kupujących dołączą też mniejsi — mówi Mariusz Maziarz, dyrektor sprzedaży i marketingu w firmie Metal-Fach.

Z danych Martin & Jacob wynika, że w minionym roku zyskiwały tylko przyczepy o ładowności 10-13 ton i 13-17 ton, a więc rzeczywiście przyczepy duże. Największy spadek odnotowały małe — do 3 ton. Najlepszy wynik na rynku odnotował Pronar, który poprawił sprzedaż z 2013 r. o ponad 6 proc., drugi jest Metal-Fach ze sprzedażą o ponad 8 proc. wyższą, a trzeci Metaltech z wynikiem lepszym o 20 proc. Mariusz Maziarz spodziewa się, że ten rok będzie jeszcze lepszy.

— Do czerwca mają być zrealizowane wnioski z tzw. dogrywek, czyli pieniędzy pozostałych z poprzedniego unijnego budżetu. W 2015 r. powinny też ruszyć wypłaty z nowego, a więc tego na lata 2014-20, i to one będą odpowiadać za wynik drugiego półrocza — tłumaczy szef marketingu w Metal-Fachu.

Mariusz Chrobot z Martin & Jacob jest bardziej sceptyczny.

— Sprzedaż styczniowa (niższa od stycznia 2014 r. o jedną sztukę) nie napawa optymizmem. Wydaje się, że rynek może pozostać na poziomie zeszłorocznym. Nie wiemy, kiedy do rolników trafią pieniądze ze starego Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich — wszyscy spodziewali się tego w zeszłym roku. Pieniądze, które się pojawiły, były zdecydowanie za małe, aby pobudzić sprzedaż — mówi Mariusz Chrobot.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu