Odmrażanie gospodarki jest dobrą wiadomością, ale wystawia firmy na wiele zagrożeń. Choć wrócimy do biur z zachowaniem rygoru sanitarnego, ryzyko zarażenia się nie zniknie. Zamiast jednak drżeć na myśl, że wśród naszych pracowników pojawi się pacjent zero, lepiej zawczasu przygotować procedury awaryjne.

Przejdź na system zmianowy
Dostosuj się do rządowych regulacji i bierz przykład z najbardziej doświadczonych — radzi personalnym Paweł Stapf, ekspert ds. transformacji cyfrowej. Uściśla, że reguły dotyczą reorganizacji przestrzeni biurowej, naśladownictwo — dobrych praktyk, które dostarcza m.in. branża produkcyjna ze swoją koncepcją przemysłowego dystansu społecznego.
— Księgowość, marketing, różne procesy administracyjne od biedy zrealizujemy zdalnie. A czy da się składać pralki na odległość? W żadnym wypadku. Fabryki nie mogły wysłać inżynierów, planistów czy montażystów do domów. Zastosowały inną metodę: dzięki automatyzacji zmniejszyły liczebność zmian — wyjaśnia Paweł Stapf.
Jego zdaniem systemem zmianowym trzeba objąć białe kołnierzyki.
— Home office się sprawdził, więc nie rezygnujmy z niego zupełnie. Część osób w dalszym ciągu może pracować z domu, reszta w biurze. Im mniejsze zagęszczenie ludzi na danej powierzchni, tym bezpieczniej — przekonuje Paweł Stapf.
Mierzenie temperatury ciała, maseczki, właściwe odległości między biurkami, a także regularne sprzątanie i odkażanie pomieszczeń — to wszystko jest ważne, ale nie wyklucza negatywnego scenariusza, w którym kolega z recepcji lub koleżanka z windykacji otrzymuje dodatni wynik testu.
— Po co o tym myśleć, skoro w przedsiębiorstwie obowiązują wszystkie zalecenia i środki ochronne, a w razie sytuacji alarmowej i tak musimy dostosować się do wytycznych sanepidu — zastanawia się Magdalena Zwolińska, ekspert ds. komunikacji kryzysowej i partner w Lighthouse Polska.
Chodzi o to, by nie dopuścić do paniki i uchronić firmę przez kryzysem wizerunkowym.
— Odpowiedzialny szef nie ukrywa złych wieści. One i tak z prędkością światła rozejdą się po firmie i całym rynku. Jeśli zaś zdegenerują się w półprawdę czy kłamstwo, wyrządzą wiele szkód — ostrzega przedstawicielka Lighthouse Polska.
Radzenie sobie w takich sytuacjach porównuje do ekstremalnej wspinaczki, którą przetrwają dobrze przygotowani — trzeba zadbać o mapę (procedura kryzysowa), liny i czekany (narzędzia i kanały komunikacyjne) oraz zgraną ekipę (sztab kryzysowy), w której każdy wie, jaką rolę ma do odegrania.
Wdrażaj procedury
Magdalena Zwolińska zwraca uwagę, że pracownicy to niejedyna grupa, w którą uderzy fala obaw, gdy na polecenie sanepidu pracodawca zamknie na pewien czas działalność. Firma będzie musiała także uspokoić biznesowych partnerów, kontrahentów, a może nawet opinię publiczną. Pytań jest wiele. Co, jeśli sytuacja zostanie nagłośniona przez pracowników na profilach społecznościowych i zainteresują się nią media? Kto i w jaki sposób odpowie na pytania dziennikarzy? A może wstrzymać się od komentowania? A jeśli na skutek koronawirusa wystąpią opóźnienia i rozdzwonią się telefony od klientów zniecierpliwionych brakiem dostaw? Kto je obsłuży? Co powinien usłyszeć reporter, a co prezes zaprzyjaźnionej spółki?
— W sukurs tym wszystkim rozważaniom przychodzi kryzysowa procedura na wypadek pojawienia się pacjenta zero. Dobrze przygotowana będzie zawierać odpowiedzi na wiele trudnych pytań. Określi, kto powinien wejść w skład sztabu kryzysowego, podpowie, jak najszybciej go zwołać, wskaże role poszczególnych osób i ułatwi podejmowanie najpilniejszych decyzji. Wytypuje najważniejsze grupy, z którymi trzeba rozmawiać, doradzi, co, do kogo i w jakiej kolejności mówić — tłumaczy konsultantka Lighthouse Polska.
Myślenie w stylu „jakoś to będzie” może skutkować katastrofą. Każde biuro potrzebuje planu, który w razie pojawienia się koronawirusa będzie niczym dobrze przygotowana górska wyprawa, gwarantująca zdobycie szczytu — podkreśla Magdalena Zwolińska.
Bez profesjonalnego planu pandemia może się dla nas zamienić w pandemium.
Sprawdź program webinaru "Pacjent zero w Twojej firmie", 29 maja 13:30 >>