Przymusowe ubezpieczenia gorsze niż podatki

opublikowano: 25-06-2013, 00:00

Niemcom wystarczy kilka obowiązkowych polis. My mamy ich ponad 150. Nie służy to ubezpieczonym, ubezpieczycielom ani poszkodowanym.

Do tej pory nikt nie miał pewności, ile jest w Polsce tak naprawdę obowiązkowych i przymusowych ubezpieczeń. Jedni wyliczali, że kilkanaście, inni podawali, że około 30. Po trzech miesiącach obliczeń, wymagających analizy około 2 tys. polskich i międzynarodowych aktów prawnych, Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu i Polska Izba Ubezpieczeń (PIU) naliczyli 156. Ich istnienie reguluje polskie prawo oraz dotyczące nas akty międzynarodowe.

— Czyli prawie 160 rodzajów działalności w Polsce opiera się na ubezpieczeniach i bez nich nie mogłaby być wykonywana — zauważa Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu PIU.

— Nie ma przy tym pewności, że ta liczba jest jeszcze aktualna. Może właśnie w momencie, kiedy to mówię, w życie wchodzi jakieś rozporządzenie i jest już więcej — mówił ironicznie Michał Piotr Ziemiak z Wydziału Prawa i Administracji w Katedrze Prawa Ubezpieczeniowego Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, podczas wczorajszej konferencji PIU prezentującej wspominany raport.

Zdaniem ekspertów, ubezpieczenia obowiązkowe w Polsce mnożą się bardzo szybko i jest ich zdecydowanie za dużo. Polska należy do absolutnej europejskiej czołówki pod tym względem. Najwięcej, bo ponad 200 rodzajów polis obowiązkowych, znaleźć można we Francji.

— Natomiast Niemcom wystarczy tylko kilka obowiązkowych polis. Nam wystarczyłoby około 10 — uważa Witold Janusz, przewodniczący Komisji Ubezpieczeń Majątkowych PIU.

Eksperci wskazują, że duża liczba ubezpieczeń obowiązkowych nie przynosi wiele dobrego ani objętym nimi podmiotom, ani ubezpieczycielom, ani ewentualnym poszkodowanym, których polisy mają chronić. Regulacje sztampowo określają zakres obowiązkowych polis, bez zwrócenia uwagi na różnice związane z ubezpieczeniem różnych rodzajów działalności.

— Po co przedsiębiorcom ubezpieczenia, które nie są dopasowane do zakresu ich działalności? — zastanawiał się Michał Piotr Ziemiak. Ponadto wszystko, co obowiązkowe, traktują oni jak podatek, nie zwracając uwagi na sens ubezpieczenia ani jego zakres. Ale zakres i tak ustala ustawodawca, podobnie jak sumy gwarancyjne, co często, zdaniem ubezpieczycieli, nijak się ma do rzeczywistych potrzeb i obowiązujących w ubezpieczeniach zasad. Sumy bywają nawet kilkadziesiąt razy niższe niż potencjalne szkody. To natomiast mało pocieszające dla poszkodowanych. Do tego ubezpieczyciele, którzy nie mogą dowolnie kształtować zakresu ochrony, niechętnie angażują się w takie polisy, często oferując zaporowe ceny. Do tego dochodzi jeszcze nieporządek w prawie.

— W tworzeniu prawa panuje ogromna dowolność i bałagan. Do tego stopnia, że istnieją regulacje mówiące o konieczności posiadania ubezpieczenia, ale np. niczego nie mówią o jego sumie. Kłopot też w tym, że bardzo duża część regulacji powstaje poza Ministerstwem Finansów, które dba o logikę i porządek prawa ubezpieczeniowego — twierdzi Jan Grzegorz Prądzyński.

Jego zdaniem, brakuje też kontroli legislacyjnej nad ubezpieczeniami. A przecież nie każda działalność wymaga obowiązku ubezpieczenia. — I nie dla każdej firmy polisa byłaby najlepszym zabezpieczeniem — mówi prezes PIU.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane