Przymusowy seks w Auschwitz

opublikowano: 09-10-2018, 14:58

Codziennie wieczorem przed obozowym burdelem zbierały się tłumy. Niekiedy liczba wystających tam więźniów dochodziła do 600. Esesmani rozpędzali ich pałkami. Następnego dnia mężczyźni wracali.

Złaknieni seksu więźniowie. I obsługujący ich kobiety. Część z nich zgłosiła się do tej pracy dobrowolnie. Jedne liczyły na lepsze warunki życia, inne jeszcze przed wywózką do Auschwitz wykonywały najstarszy zawód świata.

Ich historie nie pasują do bohaterskiej i patriotycznej narracji historycznej? Joanna Ostrowska w „Przemilczanych” wreszcie oddaje głos kobietom, które pracowały w nazistowskich domach publicznych.
Zobacz więcej

Ich historie nie pasują do bohaterskiej i patriotycznej narracji historycznej? Joanna Ostrowska w „Przemilczanych” wreszcie oddaje głos kobietom, które pracowały w nazistowskich domach publicznych. Fot. Bundesarchiv, B 285 Bild-04413 / Stanislaw Mucha / CC-BY-SA 3.0 [CC BY-SA 3.0 de

Mało budujący obraz, prawda? Z pewnością nie pasuje do martyrologicznych przedstawień obozowej rzeczywistości, znanych z literatury i filmów. System kontrolowanego nierządu przez dziesiątki lat był tematem tabu. W Polsce przemilczanie trwa do dzisiaj. Może dlatego, że ciągle jeszcze nie ustalono statusu kobiet pracujących w Sonderbau (budynek specjalnego przeznaczenia), jak oficjalnie nazywano domy publiczne w lagrach. Dla jednych są to ofiary nazizmu, dla innych – kolaborantki, którym słusznie po wojnie golono głowy. W wielu relacjach pojawia się pogarda dla pracownic bloku 24, czyli – jakkolwiek dziwnie to zabrzmi – agencji towarzyskiej w Auschwitz. Panienki, dziewczynki, grymaśne pensjonariuszki – to najłagodniejsze określenia, których używano wobec tych kobiet. Padały również dosadniejsze słowa: typowe prostytutki, bogdanki  i element, któremu całkowicie odpowiadało kupczenie swoim ciałem. Takie oceny i epitety wcale nie było rzadkością jeszcze wiele lat po wojnie – w 1993 r. pewien niemiecki historyk nazywał kobiety z puffów, czyli obozowych burdeli, „kurwami”, a inny w 1979 r. zaliczył te lokale do „działalności kulturalnej” w lagrze. 

Luksus czy upodlenie

Do dziś różnie się też patrzy na klientów puffów. Otwierając blok 24, władze SS ogłosiły, że robią to w trosce o osadzonych i ich zdrowie psychiczne. Faktycznie, miejsca te zakładano w ramach systemu motywacyjnego „Frauen, Fressen, Freiheit” (kobiety, żarcie, wolność) – dostęp do usług seksualnych oferowano jako nagrodę za wydajną pracę. Tylko czy taki benefit nie był przejawem zwyrodnienia, patologii i cynizmu Niemców? W końcu chodziło głównie o to, by z Auschwitz i innych obozów zrobić jeszcze sprawniejsze machiny śmierci. Taki pogląd przebija m.in. z oświadczeń prof. Józefa Szajny, znanego malarza (numer obozowy 18729), który uważał puffy za „element niemieckiego planu dręczenia więźniów” i „kolejną zbrodnię narodowego socjalizmu”. Tłumaczył, że sensem tych przybytków było „upodlenie ludzi”, a nie żaden „luksus”. Podobne stanowisko reprezentował Józef Stós (numer obozowy 752), który stwierdził, że „żaden szanujący się Polak nigdy by się tym nie zhańbił”. Do tej heroicznej wersji przychylał się także Józef Otowski (numer obozowy 10070): „Wypasieni kapowie, blokowi, sztubowi i inni funkcyjni potrzebowali dziewczynek”.

Nie wszyscy więźniowie byli tak surowi w ocenianiu siebie, swoich obozowych kolegów i trudniących się nierządem pań – wielu postrzegało wizyty w Sonderbau jako coś, co nie urąga ich godności. „Człowiek, który od kilku lat siedzi za drutami, nie myśli w takich momentach o ojczyźnie. Zastanawia się natomiast, czy następnego dnia jeszcze będzie żył” – wyznał jeden z „klientów” burdelu w Auschwitz.

Kolaborantki czy ofiary

Współczuć, zamiast potępiać – taki wniosek płynie z wydanej właśnie książki „Przemilczane” Joanny Ostrowskiej, doktor nauk humanistycznych, która wykłada m.in. w Instytucie Judaistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Autorka staje po stronie pensjonariuszek puffów. Nie ma cienia wątpliwości, że to, co je spotkało, było przemocą seksualną. Ich pracę jednoznacznie uznaje za niewolniczą i przymusową. Nie zgadza się, by jej bohaterki z bloku 24 i podobnych placówek pozostały „nieistotnymi wątkami” w badaniach historycznych. Przede wszystkim zaś prof. Ostrowska walczy z negatywną oceną tych kobiet. Jej zdaniem, nie ma znaczenia, w jaki sposób trafiały one do nazistowskich domów publicznych – czy zostały zmuszone, czy dały się zwieść obietnicy przeżycia obozowego piekła, w żaden sposób nie kontrolowały swojej pracy seksualnej. Nawet jeśli zgłosiły się same – argumentuje badaczka – wybór tych kobiet był pozorny, natomiast cierpienie i upokorzenie – niekwestionowane. Właśnie to czyni z nich ofiary nazizmu.

Przyfrontowe burdele służyły nie tylko zaspokojeniu potrzeb seksualnych żołnierzy, a ich obozowe odpowiedniki były czymś więcej niż częścią chorego systemu motywowania więźniów. Z pomocą tych placówek – tłumaczy Joanna Ostrowska – okupant wpływał na nastroje ludności cywilnej, zastraszał i wprowadzał podziały wśród ludzi. Przemoc seksualne miała na celu łamanie ducha pokonanych narodów i osłabianie – jeśli nie zrywanie – więzi między członkami poszczególnych grup społecznych. 

W „Przemilczanych” spotykamy się z tezą, że wojenne gwałty i przymusowa prostytucja były symbolem podboju, najbardziej brutalną manifestacją zwycięstwa, formą degradacji i dehumanizacji „podbitych” na „ich terytorium”. Działania te okazywały się często niezwykle skuteczne. Potwierdzają to choćby zeznania byłych więźniów Auschwitz, którzy z taką pogardą opisywali postawę kobiet z bloku 24. Jakby nie dość krzywd doznały od hitlerowców, po wyzwoleniu zmagały się z piętnem wstydu. Czas spojrzeć na nie inaczej. 

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Historii / Przymusowy seks w Auschwitz