Według porzekadła co nagle, to po diable, ale w warunkach pandemii w diagnostyce medycznej szybkość stała się wielkim walorem. W wykrywaniu zakażeń koronawirusem najszerzej stosowaną – i uznawaną za najbardziej wiarygodną – metodą są testy PCR, w ramach których pacjent otrzymuje wynik po kilku godzinach od pobrania próbki. Nie brakuje jednak spółek, które deklarują, że wszystko da się zrobić znacznie szybciej.
W ostatnim miesiącu w „PB" opisywaliśmy projekty spółek, notowanych na rynku NewConnect lub szykujących się do debiutu, które pracują nad szybkimi, kilkunastominutowymi testami na koronawirusa. To m.in. Biomaxima (test antygenowy), Inno-Gene czy Genomtec (metoda RT-Lamp).
Tymczasem testować szybciej od wszystkich innych na rynku zamierza izraelski Virusight, stworzony przez wyspecjalizowaną w analizie spektralnej spółkę NewSight Imaging i Centrum Medyczne Sheba, największy szpital w Izraelu. Twórcy testu zapewniają, że może on dostarczyć informacji o zakażeniu w ciągu sekundy dzięki analizie spektrograficznej próbek śliny. Próbki mają być umieszczane w przenośnym spektrografie, za pomocą którego – przy wsparciu, jak podkreśla spółka, „sztucznej inteligencji” – dokonywana ma być błyskawiczna analiza obrazu, pozwalająca na wykrycie patogenów.
Tyle teorie. Teraz trzeba to udowodnić w praktyce – a badania ruszają m.in. w Polsce.
- Virusight jest w trakcie starania się o uzyskanie certyfikatów FDA i CE. Natomiast jeśli chodzi o testy w Polsce, to właśnie pierwszy pilotaż rozpoczyna się w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu. Strategia spółki Virusight zakłada przeprowadzenie pilotażu na każdym rynku, którym producent jest zainteresowany. Każde badania zakłada m.in. porównanie wyników z wynikami testów PCR – mówi Marcin Weksler, prezes wrocławskiej spółki Mobile Scanmed.

Mobile Scanmed ma być wyłącznym dystrybutorem testu Virusight w Polsce. Firma przed pandemią koncentrowała się dystrybucji sprzętu medycznego, przede wszystkim urządzenia do zdanego przeprowadzania kolposkopii (badania szyjki macicy). W ostatnich miesiącach w jej ofercie pojawiły się jednak testy koronawirusowe.
- Innowacyjność technologii polega na tym, że test jest elektroniczny i do jego przeprowadzenia potrzebny jest próbnik do pobrania śliny lub wymazu, spektrometr SpectraLIT oraz dedykowane oprogramowanie. W związku z tym możliwości produkcyjne są nieograniczone, a wszystko zależy od liczby urządzeń potrzebnych do testowania u klienta. Same urządzenia są niewielkie i ich produkcja jest bardzo szybka – mówi Marcin Weksler.
Spółka podaje, że cena jednostkowa izraelskich testów powinna być niższa niż w przypadku testów antygenowych.
- Przenośne urządzenie do wykonywania testów kosztuje kilka tysięcy złotych, ale przy dużych zamówieniach dystrybutor może zapewnić urządzenie w pakiecie – mówi Marcin Weksler.
Mobile Scanmed liczy na to, że po certyfikacji testu popyt na niego będzie wysoki wśród firm i instytucji, które potrzebują efektywnych metod badania tłumów ludzi.
- Spółka opracowała strategię dystrybucji. Mobile Scanmed chce współpracować z MZ i podległymi mu jednostkami, ale równolegle planujemy dystrybucję dla firm. Powinno być to interesujące rozwiązania dla podmiotów obsługujących duże liczby klientów - np. sieci kin, lotniska, sieci handlowe - albo zatrudniających dużo pracowników i takich firm, które szczególni boleśni odczuwają skutki obecnych obostrzeń – uważa Marcin Weksler.