Jeszcze kilka lat temu borykała się z przerostem zatrudnienia. Dzisiaj bolączką polskiej kolei jest brak specjalistów.
Szefowie poszczególnych spółek Grupy PKP narzekają na niedobory kadrowe. Powodów jest kilka.
— Przechodzenie pracowników na emerytury, wyjazdy na Zachód i niedostatek szkół kształcących w specjalnościach, które są kolei potrzebne — wymienia Michał Wrzosek, rzecznik prasowy PKP.
— Ponadto wielu kandydatów nie spełnia wymagań zdrowotnych — dodaje Artur Radwan, członek zarządu i dyrektor ds. pracowniczych w spółce PKP Przewozy Regionalne.
Liczba jej pracowników w ciągu ostatnich sześciu lat zmniejszyła się o 6 tys. i wynosi 16,5 tys. Na liście najpilniej poszukiwanych specjalistów są głównie ludzie odpowiedzialni za utrzymanie taboru, m.in. elektromonterzy, elektrotechnicy i automatycy. Na wagę złota są także kasjerzy, konduktorzy i kierownicy pociągów.
— Powinniśmy przyjąć około 250 osób — podkreśla Artur Radwan.
O nowych pracowników zabiega również spółka PKP Intercity, która zatrudnia 2,5 tys. osób. W związku z zakupem lokomotyw w najbliższym czasie będzie przeprowadzać nabór maszynistów.
— Trzeba też skompletować zespoły techniczne oraz te, które zajmują się obsługą klientów, że już nie wspomnę o kadrze menedżerskiej — informuje Czesław Warsewicz, prezes Intercity.
Z kolei w PKP Informatyce wzięcie mają programiści.
— Przyjmujemy ich do pracy wprost z wyższych uczelni, z reguły politechnicznych — mówi Włodzimierz Jerzy Śmigiera, prezes spółki.
Tymczasem w Telekomunikacji Kolejowej (TK) jest za dużo pracowników sektora eksploatacji. Na dobrze wykwalifikowane osoby czekają natomiast posady w działach technicznych.
— Potrzebujemy również specjalistów od rachunkowości zarządczej oraz sprzedawców usług telekomunikacyjnych — twierdzi Alicja Kozłowska, naczelnik wydziału marketingu TK.
W Warszawskiej Kolei Dojazdowej (WKD) praca czeka m.in. na spawaczy, ślusarzy, elektromonterów i specjalistów od utrzymania sieci trakcyjnej. Zatrudnienie od zaraz znajdą też maszyniści.
— Nie mamy zaś żadnych potrzeb, jeśli chodzi o administrację — zaznacza Grzegorz Dymecki, prezes WKD.
Wkrótce spółka będzie musiała zastąpić dotychczasową kadrę kierowniczą młodszymi menedżerami.
— Z powodu kiepskich zarobków nie zastanawiałbym się nawet nad tego typu ofertami. Wolę karierę w biznesie — nie ukrywa Andrzej Wolan, student zarządzania z Łodzi.
Nie ma też wielu chętnych do pracy fizycznej na kolei.
— Ojciec i dziadek byli maszynistami. Chciałem podtrzymać tradycję, ale odstrasza mnie kiepska płaca — wyjawia Andrzej Pawlak, osiemnastolatek z Gdańska.
Prezesi spółek PKP widzą już jednak światło w tunelu. Jest nim szkolenie doświadczonych pracowników, często za pieniądze z funduszy UE.
500
tys. Tyle osób pracowało w PKP na początku lat 90., teraz jest ich 125 tys.