Przyszłość brukarzy to luksus i innowacje

  • Emil Górecki
opublikowano: 23-01-2012, 00:00

Popyt na kostkę brukową jest na razie duży. Producenci martwią się jednak o zamówienia i marże po 2012 r.

Listopad pod względem obrotów był dla wrocławskiego producenta kostki brukowej — firmy Libet — rekordowy. Silny popyt jest wspierany przez dobrą pogodę. Zakłady nie wstrzymały produkcji, jak zwykle czyniły w grudniu. Pracowały nawet w soboty i niedziele. Dużo pracy ma też ostatnio dział finansowo-księgowy. Libet, podobnie jak inne firmy z branży, coraz częściej boryka się z problemem nieterminowych płatności.

— Zacieśniliśmy politykę kredytową. Pilnujemy bezwzględnie terminów płatności, które średnio wynoszą teraz 30-45 dni. Bardziej wnikliwie analizujemy sytuację finansową kontrahentów, w szczególnych przypadkach stosujemy gwarancje i weksle — mówi Thomas Lehmann, prezes Libetu.

Konkurent Libetu — firma Semmerlock, która już teraz ubezpiecza wszystkie należności — spodziewa się, że sytuacja na rynku jeszcze się pogorszy.

— W perspektywie mamy wzrost cen surowców. Cementownie, jako pierwsze, przysłały zawiadomienia o planowanej blisko 10-procentowej podwyżce, co w opinii wielu producentów jest nieuzasadnione. Na to nakładają się ciągle drożejące energia i paliwa. Jest ogromna presja cenowa ze strony firm transportowych, a nasi pracownicy oczekują chociażby minimalnych podwyżek płac. Z drugiej strony, mamy w 2012 r. jeszcze sporo zamówień zakontraktowanych ze stałą ceną — mówi Adam Jabłoński, dyrektor handlowy Semmerlock. Jak firma radzi sobie z tymi problemami? Pilnuje należności oraz szuka oszczędności w tych obszarach, na które ma bezpośredni wpływ.

— Lata 2012 i 2013 dla całej branży nie powinny być trudne, bo wciąż jest duży popyt na produkty tańszego segmentu ze strony inwestorów drogowych czy firm produkcyjnych. Nadchodzące półrocze będzie stymulowane dobiegającymi końca inwestycjami związanymi z EURO 2012. Ale już teraz musimy się przygotowywać na bardziej odległą przyszłość. Stąd decyzja o skupieniu się na wysokomarżowym segmencie premium — mówi prezes Libetu.

W zeszłym roku w Libecie prawie 70 proc. przychodów stanowiła produkcja przemysłowa. W 2015 r. udział segmentu premium ma urosnąć do 50 proc. M.in. stąd wziął się pomysł na dywersyfikację działalności: spółka zacznie produkować elementy małej architektury ogrodowej, jak murki czy ogrodzenia.

Libetowi pomoże powołana właśnie kilkuosobowa komórka odpowiedzialna za badania i rozwój oraz planowana współpraca z Wydziałem Form Przemysłowych krakowskiej ASP.

— Podpisaliśmy list intencyjny i zabezpieczyliśmy na tę działalność w budżecie pewną kwotę. Liczymy, że studenci pomogą nam wprowadzić do produkcji nowoczesne produkty wyższego segmentu. Dotychczas większość nowości była do Polski importowana z Zachodu. Teraz chcemy robić je sami — mówi Thomas Lehmann.

Biznes w Polsce nie lubi jednak chodzić pod rękę z nauką. Według badań GE Global Innovation Barometr, ponad 60 proc. menedżerów pracujących w Polsce ocenia nasze kompetencje w zakresie wprowadzania innowacji jako słabe lub bardzo słabe. Przekonał się o tym Radosław Koelner, szef firmy Koelner, która współpracuje m.in. z krakowską Akademią Górniczo-Hutniczą, Politechniką Warszawską czy Politechniką Wrocławską, ale także z Glasgow Caledonian University.

— Prowadzimy kilkanaście projektów. O ile jakość pracy studentów czy doktorantów jest bardzo wysoka, to strukturalnie uniwersytety nie są przygotowane do współpracy z biznesem i nie premiują tych profesorów czy studentów, którzy wdrażają wyniki swoich badań. W Wielkiej Brytanii jest zupełnie inaczej — mówi Radosław Koelner.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Emil Górecki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu