PRZYSZŁOŚĆ CETO JEST NIEPEWNA
Nie powiodły się próby podniesienia kapitału i poszerzenia akcjonariatu
CETO A GPW: Ubiegłoroczne negocjacje o nawiązaniu współpracy z giełdą zakończyły się fiaskiem. Ale nasi akcjonariusze uważają, że taka współpraca byłaby korzystna dla rynku — mówi Mariusz Grajek, szef CeTO. fot. Grzegorz Kawecki
Dziś na Centralnej Tabeli Ofert rusza nowy system obrotu papierami wartościowymi. Nie zmienia to jednak faktu, że losy spółki prowadzącej rynek pozagiełdowy są nadal niepewne.
W piątek na CeTO debiutuje nowy, w pełni elektroniczny system obrotu. Ma on ułatwić życie maklerom i inwestorom oraz obniżyć koszty uczestnictwa w obrocie. Po jego wprowadzeniu wydłużą się sesje. Będą one trwały od 9.00 do 16.00.
— Zawarcie transakcji na CeTO jest obecnie możliwe w czasie krótszym niż sekunda. Na stworzenie nowego systemu poświęciliśmy sporo czasu i środków. Mamy nadzieję, że jego premiera zwiększy zainteresowanie rynkiem pozagiełdowym — mówi Mariusz Grajek, prezes Centralnej Tabeli Ofert.
Co dalej z CeTO
Sytuacja firmy jest dziś jednak daleka od komfortowej. Nad spółką prowadzącą rynek pozagiełdowy wisi miecz w postaci rozporządzenia Rady Ministrów, nakazującego jeszcze w tym roku podnieść kapitał akcyjny do 10 mln zł. Tymczasem obecnie kapitał spółki nie przekracza 2,7 mln zł.
— Zastosowanie tego wymogu w odniesieniu do CeTO jest o tyle niezrozumiałe, że w naszą firmę, oprócz pieniędzy akcjonariuszy, włożono 5 mln USD od amerykańskiej agencji pomocowej USAID. W związku z tym sporo wydatków, jakie trzeba by ponieść z kapitału akcyjnego — część kosztów funkcjonowania CeTO, adaptacji pomieszczeń, instalacji linii telekomunikacyjnych etc. — pokryto z kieszeni amerykańskiego podatnika. Łącznie organizacja CeTO pochłonęła więcej niż 10 mln zł — zwraca uwagę prezes.
Przyznaje on jednak, że próby przekonania akcjonariuszy do wyłożenia dodatkowych pieniędzy kończyły się fiaskiem.
— Kiedy proponowaliśmy podniesienie kapitału nawet nie do 10 mln zł, ale do 5 mln, spytano nas o przeznaczenie tych pieniędzy. Nasze argumenty nie przekonały akcjonariuszy, ponieważ bieżące przychody spółki pozwalają na realizację nowych projektów. Pragnęliśmy poszerzyć akcjonariat, co jednak w obecnym stanie prawnym jest bardzo trudne. Ustawa o obrocie publicznym nie zezwala na wejście do CeTO np. zachodnich funduszy inwestycyjnych, a takie oferty mieliśmy. Także trwająca konsolidacja sektora finansowego zmniejsza możliwość manewru, bo — zgodnie z ustawą — żaden akcjonariusz nie może wykonywać prawa głosu z więcej niż 10 proc. posiadanych akcji. Najsilniejsze polskie instytucje finansowe będące wśród naszych udziałowców już przekroczyły ten próg — zwraca uwagę Mariusz Grajek.
Decyzja w rękach rządu
Wątpliwości co do losów CeTO mają już niekorzystne skutki.
— Jest grupa atrakcyjnych dla inwestorów firm zainteresowanych wejściem na CeTO. Ale część emitentów albo wstrzymuje się z realizacją planów, albo decyduje się wejść na GPW. Niektóre spółki notowane na CeTO przenoszą się na giełdę, motywując te decyzje niepewnością co do dalszych losów rynku — tłumaczy prezes.
CeTO nie czeka bezczynnie na wyrok.
— Staramy się przekonać decydentów, że prawo nie działa wstecz. Skoro nasz rynek pozagiełdowy powstał jeszcze przed wejściem w życie ustawy, dającej Radzie Ministrów prawo ustalenia wymogów kapitałowych, to ich zastosowanie w odniesieniu do CeTO powinno uwzględniać środki zainwestowane w spółkę, jednak nie w formie kapitału akcyjnego. Pominięcie w naszym bilansie wartości amerykańskiej pomocy byłoby chyba niezrozumiałe dla ofiarodawców — uważa szef CeTO.
W tej sprawie władze spółki zwróciły się w kwietniu do Komisji Papierów Wartościowych i Giełd.
Będą pierwsze zyski
Paradoksalnie, dywagacje na temat kresu CeTO zbiegają się z sukcesami, które zaczyna osiągać ten rynek.
— O ile w 1997 r. strata spółki wynosiła ponad 1,5 mln zł, o tyle w tym roku CeTO po raz pierwszy osiągnie zysk, szacowany na 100 tys. zł. Zysk może być zresztą większy, jeśli zdecydujemy się zaksięgować darowiznę w postaci sprzętu otrzymanego z USAID. Nasze obroty rosną z roku na rok po kilkadziesiąt razy. Wysokość obrotów i prowizji przybliża nas do chwili, gdy będziemy mogli oprzeć funkcjonowanie spółki wyłącznie na prowizjach transakcyjnych. Wystarczy zwiększyć obroty dwuipółkrotnie, aby stało się to realne — szacuje Mariusz Grajek.
Jednak i ten wzrost skali handlu ma swoje ujemne strony. Można odnieść wrażenie, że przez kilka lat istnienia rynek stał się czymś w rodzaju „Centralnego Instytutu Badawczo-Rozwojowego Polskiego Rynku Kapitałowego”.
— Tyle, że od jednostek badawczych nikt nie wymaga zysków, a my musimy na siebie zarabiać. Dlatego zawsze nas boli, gdy nowe, opracowane i sprawdzone u nas instrumenty finansowe są wyprowadzane do konkurencji — mówi szef CeTO.
Najnowszym eksperymentem na CeTO będą notowania certyfikatów inwestycyjnych emitowanych przez fundusze zamknięte. Jako pierwsze do obrotu trafią w ciągu kilku tygodni certyfikaty funduszu TFI Skarbiec.
W następnej kolejności CeTO planuje rozpoczęcie handlu kontraktami terminowymi.