W 72. rocznicę zostanie podsumowana w Parlamencie Europejskim (PE) całoroczna konferencja w sprawie przyszłości Europy. Wzniosłe przemówienia wygłoszą Roberta Metsola, przewodnicząca PE, oraz Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej (KE). Wręcz w kosmos wzleci zaś prezydent Emmanuel Macron, przemawiający z tytułu okresowego przewodzenia przez Francję ministerialnej Radzie UE. Był pomysłodawcą konferencji i kalendarzowo wszystko wyliczył, przy warunku zwycięstwa w wyborach, które 24 kwietnia osiągnął. Przysięgę na drugą kadencję prezydencką powinien złożyć 14 maja, ale pierwszą skrócił sobie o tydzień i odnowił urząd 7 maja, aby w Dniu Europy móc wystąpić już formalnie jako władca w perspektywie 2022-27.
Gala w Strasburgu nie zagłuszy istotnej ułomności polityczno-prawnej konferencji. Wyłączony z niej został przewodniczący Charles Michel wraz z całą Radą Europejską (RE), czyli kolegialną głową wspólnoty. Pominięcie tego najważniejszego organu UE, współtworzonego przez 27 prezydentów/premierów, ma znaczenie nie tylko symboliczne, lecz wprost decyzyjne. Bez jednomyślności szczytu RE nie ma mowy o przetwarzaniu hasłowych propozycji konferencji na konkrety, w szczególności traktatowe. Ostatnio o zgodę wszystkich rządów państw UE w trudnych tematach dosyć trudno. Wystarczy przypomnieć budżetowe starcie o wieloletnie ramy finansowe 2021-27, zaś obecnie bardzo oporne przyjmowanie kolejnych pakietów sankcji wobec Rosji. Powód unijnej niemocy częściowo jest obiektywny – osiągnięcie zgodności 27 równie ambitnych podmiotów prawa międzynarodowego przypomina rozwiązywanie problemu kwadratury koła.
Konferencja obejmowała panele obywatelskie na poziomie unijnym oraz krajowym. Teoretycznie był to zatem głos oddolny, politycy jedynie usystematyzowali wnioski. Nastąpiło oczywiście pęknięcie, dokument zredagowały partyjne międzynarodówki dominujące w PE, marginalne grupy konserwatystów i uniosceptyków się obraziły. Zatwierdzany dzisiaj w Strasburgu materiał zajmuje 55 stron drobnym tekstem, podzielony został na 9 rozdziałów obejmujących 49 propozycji, każdą rozpisano na kilka lub kilkanaście punktów. W sumie to idealistyczne chciejstwo, jak zapewnić szczęśliwość nie tylko UE, lecz również reszcie kontynentu, a także światu. Całość przypomina produkt laboratorium, odizolowanego od takiej zakłócającej badania okoliczności, jak np. europejska krwawa wojna tuż przy granicy UE.

Na razie trudno roztoczyć perspektywę przetwarzania wniosków konferencji na wspólnotowy dorobek prawny, czyli acquis communautaire. Jako małą próbkę podam propozycję 38 „demokracja i wybory”, w której wpisano zmiany w ordynacji wyborczej do PE. Niektóre są sensowne, m.in. ujednolicenie wieku czynnego i biernego prawa wyborczego oraz progu procentowego wymaganego dla zdobycia przez partie euromandatów. Ale np. idea przymuszenia 27 państw do głosowania stale 9 maja to niedorzeczność. Obecnie wszyscy wybierają PE w ciągu jednego weekendu, ale w swoim tradycyjnym dniu, od czwartku do niedzieli – większość państw głosuje w niedzielę. Najbliższy postulowany wyborczy 9 maja wypada w 2024 r. w… czwartek, zatem frekwencja skokowo by spadła, np. w Polsce z osiągniętych ostatnio 45,7 proc. do najwyżej kilkunastu. A zatem – bezmyślny pomysł do kosza, ale takich można w dorobku konferencji wypunktować znacznie więcej…
