PSE NAMIERZA TRZY CELE
Wzrost ceny energii kupowanej w Elektrowni Opole sprawił, że straty firmy mogą w tym roku przekroczyć 430 mln zł
WKRÓTCE GIEŁDA: Prywatyzacja PSE nastąpi prawdopodobnie do 2002 r. Przypuszczam, że resort skarbu zdecyduje się na sprzedaż akcji w ofercie publicznej. Niewykluczone, że na wzór brytyjski, udziały w PSE dostaną również spółki dystrybuujące energię — mówi Krzysztof Żmijewski, prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych. fot. Grzegorz Kawecki
Krzysztof Żmijewski, prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych, chce postawić firmę na trzech nogach. Spółka ma się zajmować nie tylko przesyłem energii elektrycznej i telekomunikacją, ale także tzw. energetyką rozproszoną.
Przesył energii, mimo częściowego uwolnienia rynku, które nastąpiło wiosną 1999 r., na razie przynosi PSE straty. Urząd Regulacji Energetyki (URE), zatwierdzając taryfy dla wszystkich przedsiębiorstw z branży, podzielił między nie tegoroczny deficyt sektora (około 2,6 mld zł). Taryfa ustalona dla Polskich Sieci Elektroenergetycznych ogranicza cenę, jakiej firma może żądać za energię elektryczną, tak, aby PSE zarabiało tylko na usługach przesyłowych, a nie na obrocie. Samą energię firma powinna sprzedawać spółkom dystrybucyjnym i odbiorcom po cenach jej zakupu w elektrowniach (ceny te regulują kontrakty długoterminowe oraz taryfy). W praktyce PSE dopłaca do przesyłanej energii.
Pół miliarda strat
— Zanosi się na to, że w tym roku dopłacimy do energii dodatkowe 162 mln zł. Prezes URE zgodził się, by Elektrownia Opole mogła sprzedawać nam prąd drożej niż ustalono na początku roku. Niestety, tych zmian nie uwzględniono w naszej taryfie. W rezultacie tegoroczna strata PSE może wzrosnąć z przewidywanych 272 mln do 434 mln zł — wyjaśnia Krzysztof Żmijewski.
Energia produkowana w Opolu jest najdroższa w kraju, ze względu na koszty obsługi kredytu zaciągniętego przez tę elektrownię. Według prezesa PSE, zadłużenie Opola sięga 6 mld zł. W tym roku producent energii musi spłacić wierzycielom przeszło 1 mld zł, z czego około 380 mln zł stanowią odsetki. PSE liczy, że zadłużonej firmie uda się wynegocjować dwuletnią karencję na spłatę odsetek. Dzięki temu elektrownia nie potrzebowałaby tak pilnie dodatkowych pieniędzy.
Czas na uwolnienie
Warunkiem opłacalności podstawowej działalności PSE jest uwolnienie rynku energii. Uniemożliwiają to kontrakty długoterminowe, które zobowiązują firmę do zakupu energii w elektrowniach po z góry ustalonych cenach. Obecnie na podstawie długoletnich umów sprzedawane jest 65 proc. energii.
W opinii prezesa PSE, najlepszym sposobem pozbycia się znacznej części kontraktów byłaby emisja euroobligacji o wartości 1-1,2 mld USD (do 5 mld zł). Środki uzyskane ze sprzedaży papierów PSE przeznaczyłoby na natychmiastową spłatę zobowiązań wynikających z umów.
— Obsługa obligacji byłaby o blisko 3 pkt proc. tańsza od kredytów zaciągniętych przez elektrownie. Średnie oprocentowanie takiej pożyczki to 12,5 proc. Obligacje kosztowałyby 8,5 proc., 1 proc. pochłonęłyby koszty emisji i opłaty dla banków za wcześniejszą spłatę kredytów. Środki na spłatę obligacji byłyby zbierane za pośrednictwem opłaty przesyłowej — tłumaczy Krzysztof Żmijewski.
Ale niektórych kontraktów długoterminowych nie da się zlikwidować poprzez emisję obligacji.
— Tak jest np. w przypadku Elektrowni Opole. Kredyt inwestycyjny zaciągnięty przez przedsiębiorstwo jest tani. Nie opłaca się więc zamieniać go na obligacje — mówi prezes PSE.
Jego zdaniem, aby pozbyć się drogiego kontraktu z Opolem, należy połączyć go z najtańszym kontraktem, z Elektrownią Bełchatów. Połączone umowy można będzie podzielić na standardowe kontrakty nadające się do obrotu giełdowego.
PSE ogłosiło przetarg na firmę doradczą, która jesienią opracuje projekt przekształcenia kontraktów.
— Zależy nam na rozwiązaniu problemu przed wiosną przyszłego roku, gdy URE będzie zatwierdzać taryfy dla elektrowni na rok 2000. Jeśli do tego czasu poradzimy sobie z kontraktami, nowe taryfy nie będą potrzebne i można będzie mówić o rzeczywistym uwolnieniu rynku energii — uważa prezes Żmijewski.
Elektrownie na gaz
Nową szansą dla PSE ma być tzw. energetyka rozproszona.
— Chcielibyśmy zarabiać na obsłudze małych, zdalnie sterowanych źródeł energii (o mocy od kilkudziesięciu kW do 1-2 MW), działających na potrzeby spółdzielni mieszkaniowych, szkół, szpitali itp. Jesteśmy gotowi pomóc zainteresowanym podmiotom w finansowaniu budowy gazowych minielektrowni — deklaruje Krzysztof Żmijewski.
Jego zdaniem, w Polsce jest miejsce dla co najmniej 600-800 jednostek o średniej mocy około 0,5 MW. Maksymalnie zaś można zbudować około 6 tys. małych elektrowni, które przejęłyby 10 proc. rynku energii.
— Przeciętny koszt budowy 1 KW mocy wynosi 500-600 USD. Dlatego ta dziedzina rozwija się stosunkowo wolno. Eksperci prognozują jednak, że w 2003 r. 1 KW będzie kosztował 350-450 USD — przekonuje prezes PSE.
Inwestor dla dwojga
Krzysztof Żmijewski chce, by dwie spółki telekomunikacyjne z dominującym udziałem PSE — Tel-Energo i Telefonia Lokalna — zyskały wspólnego inwestora.
— Te firmy mogą razem budować m.in. centrale i połączenia lokalne. Wspólna realizacja inwestycji pozwoliłaby zaoszczędzić około 800 mln zł — wyjaśnia prezes Żmijewski.
Jak twierdzi szef PSE, ta koncepcja zyskała akceptację KGHM (partnera PSE w inwestycjach telekomunikacyjnych). Krzysztof Żmijewski dodaje, że do Tel-Energo i Telefonii Lokalnej powinien wejść partner telekomunikacyjny, z dużym doświadczeniem w marketingu i sprzedaży rozbudowanych pakietów usług.
Tel-Energo — firma o wartości szacowanej na 1 mld zł — czeka na inwestora już od ponad pół roku. Szefowie spółki rozmawiali już m.in. z niemieckim Manessmanem, brytyjskim Energy`s i amerykańskim Callahanem. Szefowie PSE czekają jednak z wyborem inwestora na przetarg na połączenia międzystrefowe (long-distance). Tel-Energo jest jednym z faworytów tego konkursu, gdyż jako jedyny konkurent TP SA dysponuje infrastrukturą do świadczenia połączeń długodystansowych.
Apetyt na Polkomtel
Jak twierdzi prezes Żmijewski, PSE chce zwiększyć swój udział w Polkomtelu (operator sieci komórkowej Plus GSM). Obecnie do Polskich Sieci Elektroenergetycznych (bezpośrednio i przez Tel-Energo) należy 12,5 proc. akcji. Statut Polkomtela pozwala im zwiększyć udział maksymalnie do 17 proc.
— Jesteśmy gotowi odkupić 4,5 proc. akcji od Stalexportu. Naturalnie, jeżeli uda się nam uzgodnić rozsądną cenę — zastrzega Krzysztof Żmijewski.
Wiadomo, że apetyt na pakiet akcji Stalexportu ma co najmniej kilku akcjonariuszy Polkomtela, m.in. Vodafone Air Touch, KGHM i PKN. Wszystkie te firmy dysponują prawem pierwokupu i na razie wzajemnie się blokują.