PSE odetną prąd

Agnieszka Berger
opublikowano: 2002-12-04 00:00

Trzej duzi odbiorcy energii elektrycznej obawiają się, że od przyszłego roku zostaną bez prądu. Są podłączeni bezpośrednio do sieci Polskich Sieci Elektroenergetycznych, które od 1 stycznia nie będą musiały sprzedawać im energii.

Huta Zawiercie (HZ) i Częstochowa (HCz) oraz Zakłady Koksownicze Przyjaźń (ZKP) boją się, że od 1 stycznia 2003 r. nie będą miały gdzie kupować energii elektrycznej. Dotychczas Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE) były zobowiązane nie tylko do świadczenia usług przesyłowych, ale też do sprzedaży im energii. Nowelizacja prawa energetycznego, która wchodzi w życie w styczniu, zdejmuje ten obowiązek.

PSE chcą skorzystać z nowej regulacji. Przedstawiciele spółki twierdzą, że sprzedaż się im nie opłaca, bo cena taryfowa jest za niska i do transakcji musiałyby dokładać.

— Zarząd PSE postanowił zakończyć współpracę z dotychczasowymi odbiorcami. Do sprzedaży musimy dopłacać, trudno więc się dziwić, że w miarę możliwości staramy się ją ograniczać. Poza tym przynajmniej dwóch z trzech odbiorców podłączonych do naszej sieci to marni płatnicy, którzy stanowiliby dla nas obciążenie — mówi Waldemar Gochnio, dyrektor handlowy PSE Electra, spółki, która handluje energią w imieniu PSE.

Wyjątek stanowi Huta Zawiercie, przeznaczona na sprzedaż spółka z grupy Impexmetalu. Waldemar Gochnio przyznaje, że HZ płaci za prąd regularnie, a jeśli się spóźnia, pokrywa odsetki. Z nią jednak PSE też chcą się rozstać, tłumacząc to niekorzystną taryfą.

Obie huty i ZKP są na tyle dużymi odbiorcami energii, że mogą korzystać z tzw. zasady TPA i samodzielnie wybierać dostawcę energii. Nie muszą więc kupować prądu od PSE. Upadająca HCz oraz ZKP mogą jednak mieć trudności ze znalezieniem dostawcy ze względu na kiepską sytuację finansową i problemy z płatnościami.

Stanisław Kurtyka, szef biura dyrektora ZKP, zapewnia, że choć czasem „z problemami”, firma „w ten czy inny sposób” zawsze płaci za energię.

— W PSE płacilibyśmy po 114 zł za MWh. Na rynku jest średnio o 10 zł drożej. A my wydajemy na prąd około 3 mln zł miesięcznie — mówi Stanisław Kurtyka.

Dotychczas ZKP kupowały prąd od Polskiej Energii, spółki obrotu należącej do Południowego Koncernu Energetycznego.

Problem z zakupem prądu mają nie tylko odbiorcy w finansowych opałach, ale również wypłacalna HZ, która zużywa aż 40 GWh energii miesięcznie. Na ledwie raczkującym rynku energetycznym firma ma ograniczony wybór ofert, a wszystkie zawierają propozycje sprzedaży energii według tzw. grafiku, czyli w określonych ilościach przez całą dobę. Tymczasem HZ, ze względu na specyfikę produkcji, pobiera prąd bardzo nieregularnie. Odchylenia huta musiałaby wyrównywać na własny koszt na rynku bilansującym (prowadzonym przez PSE), a to drastycznie podniosłoby koszty.

— Według naszych szacunków, wzrosłyby one o 30-40 proc., co byłoby dla nas zabójcze — mówi Ryszard Łągiewka, dyrektor techniczny HZ.

Huta szuka pomocy w Ministerstwie Gospodarki (MG), odpowiedzialnym za politykę energetyczną (w tym za zmiany prawa), i w Urzędzie Regulacji Energetyki (URE).

Przedstawiciele URE uważają, że zaprojektowana przez resort gospodarki nowelizacja prawa energetycznego w tym zakresie nie była najlepszym pomysłem.

— Huta Zawiercie zwróciła się do nas o pomoc, ale jedyne, co możemy zrobić, to poprosić o interwencję w tej sprawie MG. Nie zgodzimy się też na wykreślenie trójki odbiorców z taryfy PSE, bo byłoby to poparcie dla postawy operatora, którą uważamy za niewłaściwą — mówi Tomasz Kowalak, dyrektor departamentu taryf w URE.

— Uważamy, że sprzedaż energii powinna być dla PSE opłacalna nawet przy dotychczasowej taryfie, pod warunkiem, że spółka podjęłaby próbę wymuszenia obniżki cen na dostawcach — elektrowniach. Operator powinien też pomyśleć o zmianie mechanizmu rozliczania odchyleń na rynku bilansującym. Obecne zasady dają zbyt dużą swobodę sprzedającym, a są zabójcze dla takich odbiorców jak HZ — dodaje Tomasz Kowalak.

MG jest zdania, że zapis w prawie energetycznym jest prawidłowy. Jeśli istnieje problem, jego rozwiązanie leży w gestii regulatora.

— Nie wiem, jak wygląda sytuacja pozostałych dwóch odbiorców. Do nas zwróciła się jedynie Huta Zawiercie, która jest podłączona nie tylko do sieci PSE, ale też dystrybutora — Będzińskiego Zakładu Elektroenergetycznego (BZE), i on ma wobec niej obowiązek sprzedaży energii po cenie taryfowej. Problemu prawnego nie ma, a jeśli istnieje spór między dostawcą a odbiorcą, powinien go rozwiązać prezes URE. Jeżeli jego decyzja będzie dla którejś ze stron niesatysfakcjonująca, pozostaje Sąd Antymonopolowy — mówi Mariola Linkiewicz, naczelnik wydziału elektroenergetyki i ciepłownictwa w Departamencie Energetyki MG.

Rzeczywiście HZ jest podłączona też do sieci BZE, ale zasilane są z niej tylko mniejsze urządzenia.

— Z tymi dostawami nie ma problemu. Dotyczy on zasadniczej części huty — z sieci 220 kV, należącej do PSE, zasilane są piece elektryczne — tłumaczy dyrektor z HZ.

Portrety zagrożonych spółek

Huta Częstochowa, producent blach dla stoczni, znajduje się w bardzo trudnej sytuacji. Spółka, która wraz z podmiotami zależnymi, zatrudnia ponad 5 tys. osób, złożyła już w sądzie wniosek o upadłość. Na razie — ze względów formalnych — nie został on rozpatrzony. Huta, kierowana przez Wacława Korczaka, nie miała ostatnio zbyt wiele szczęścia. Po pierwsze, nie weszła do holdingu Polskie Huty Stali (co dawałoby jej szanse na przetrwanie), po drugie, z powodu długów PSE już groziły jej odcięciem prądu. Ostatnio pojawił się pomysł, by sanowaniem zakładu zajęło się Towarzystwo Finansowe Silesia — to samo, które uratowało Hutę Katowice.

Zakłady Koksownicze Przyjaźń w Dąbrowie Górniczej należą do największych krajowych producentów koksu. Roczna produkcja sięga około 2,5 mln ton. Koks trafia głównie na eksport za pośrednictwem Polskiego Koksu — spółki, w której ZK Przyjaźń posiadają 24,5 proc. akcji. Zatrudniająca około tysiąca osób śląska firma, którą kieruje Andrzej Warzecha, boryka się z problemami finansowymi. Jej przychody sięgają 600 mln zł, a straty przekraczają 100 mln zł. Od 2000 r. Ministerstwo Skarbu Państwa szuka sposobu na prywatyzację zakładu. Ogłoszono zaproszenie do rokowań w sprawie nabycia akcji, ale nic tego nie wyszło.

Huta Zawiercie, producent stalowych wlewek i wyrobów walcowanych, to jedna z lepszych spółek Impexmetalu. O jej sprzedaży mówi się już od kilku lat. Wśród kandydatów wymieniano nawet Konsorcjum Finansowo-Inwestycyjne Colloseum. Teraz Konsorcjum broni się przed upadłością, a huta nadal jest na sprzedaż. Latem pojawiły się informacje, że jest nią zainteresowana hiszpańska Celsa. Do transakcji w tym roku jednak nie dojdzie. Impexmetal poinformował, że podreperuje swoje finanse emisją obligacji. Do zbycia zakładu, kierowanego przez Marka Rózgę, może dojść najwcześniej w połowie przyszłego roku.