Polski rząd z roku na rok coraz odważniej udziela gwarancji i poręczeń. Cztery lata temu skarb państwa zabezpieczał różnym instytucjom transakcje za 31,5 mld zł. Obecnie kwota udzielonych poręczeń i gwarancji przekracza już 100 mld zł — wynika z danych Ministerstwa Finansów (MF).
To absolutny rekord. Jakie transakcje rząd zabezpiecza? W większości są to gwarancje i poręczenia pod inwestycje związane z dużymi inwestycjami publicznymi, np. dla Krajowego Funduszu Drogowego, Polskich Kolei Państwowych czy Polskiej Grupy Energetycznej. Sporo jest jednak też gwarancjidla firm prywatnych, np. Autostrady Wielkopolskiej, Banku DnB Nord czy firmy Gdańsk Transport Company (autostradowe konsorcjum, na którego czele stoi Skanska).
Znikoma szkodliwość
— Gwarancje i poręczenia rządowe to instrument, który ma wspierać i stymulować duże projekty inwestycyjne w Polsce. Silny wzrost wartości udzielonych przez skarb państwa zabezpieczeń pokazuje, że ten instrument jest potrzebny — tłumaczy Jerzy Kwieciński, były wiceminister rozwoju regionalnego, wiceprezes Europejskiego Centrum Przedsiębiorczości.
Wykorzystując pieniądze podatników, rząd wchodzi w rolę firmy ubezpieczeniowej. Żyruje inwestorom zaciągane przez nich długi (kredyty, emisje obligacji, ale też np. zabezpieczenia przed zmianami kursów walut), biorąc część ryzyka na siebie.
Gdyby inwestor miał w przyszłości problem ze spłatą zobowiązania (np. zbudował autostradę, ale przychody z opłat są za niskie, żeby spłacił dług wobec kredytodawcy), kwota ta zostanie spłacona przez MF z podatków. Na razie rząd prowadzi ten „ubezpieczeniowy biznes” z dużym sukcesem.
Wydatki z tytułu gwarancji i poręczeń skarbu państwa w ostatnich latach wynoszą kilka milionów złotych rocznie. W 2012 r. rząd wyłożył za podżyrowanych jedynie 6,3 mln zł (dekadę temu było to zwykle 200-300 mln zł rocznie). Czyli wskaźnik „szkód” do łącznej kwoty udzielonych poręczeń i gwarancji wyniósł w ubiegłym roku zaledwie 0,006 proc. Dla komercyjnych firm ubezpieczeniowych to kompletnie nieosiągalny wynik.
— To pokazuje, że rząd bardzo rozsądnie zarządza poręczeniami i gwarancjami. Przy bardzo niskich kosztach pomaga uruchomić wiele cennych inwestycji w Polsce — mówi Jerzy Kwieciński. Choć teoretycznie po rządową gwarancję może zgłosić się do MF niemal każdy podmiot, który realizuje inwestycję o wartości przekraczającej 10 mln EUR (41 mln zł), to w praktyce dostać ją jest bardzo trudno.
— Analiza ryzyka, dokonywana przez rząd przy każdym wniosku o gwarancję lub poręczenie, jest na tyle restrykcyjna, że wybierani są tylko najbardziej stabilni inwestorzy. Wcześniej różnie z tym bywało.
Rządowe zabezpieczenie otrzymywały często państwowe firmy o bardzo słabej kondycji finansowej — mówi osoba związana z resortem finansów. Co więcej, rząd na działalności ubezpieczeniowej wręcz zarabia. Za gwarancję lub poręczenie skarbu państwa musi zapłacić wcale niemałą kwotę. W 2011 r. rząd zarobił w ten sposób 27,6 mln zł, czyli o 21 mln zł więcej, niż musiał wydać na spłatę podżyrowanych długów.
Koszty mogą rosnąć
Istnieje jednak ryzyko, że ten ubezpieczeniowy biznes będzie rządowi stopniowo się psuł, czyli kwota koniecznych wydatków z tytułu poręczeń i gwarancji będzie rosła.
— Większość zabezpieczeń zostało udzielonych przez rząd w ostatnich dwóch-trzech latach, więc portfel tych instrumentów jest stosunkowo młody. Ubezpieczyciele powiedzieliby, że nie jest jeszcze dojrzały, tzn. realny wskaźnik szkodowości nie został jeszcze osiągnięty — mówi nasz rozmówca.
Wydatki budżetu za nierzetelnych poręczonych wzrosną prawdopodobnie już w 2013 r. W budżecie na 2013 r. MF zarezerwowało na ten cel 149 mln zł (w budżecie na 2012 r. zapisano jedynie 7,1 mln zł). Część kwoty ma pójść na spłatę długu Pomorskiego Hurtowego Rynku Rolno-Spożywczego, a reszta przeznaczonajest dla podmiotów z sektora transportu (MF twierdzi, że nie chodzi tu o PLL LOT).
— W 2013 r. występuje spiętrzenie płatności zobowiązań w tym sektorze. Może więc wystąpić wrażliwość na niekorzystne warunki zdolności do spłaty części zobowiązań — mówi Wiesława Dróżdż, rzeczniczka MF.
W dalszej perspektywie istnieje też ryzyko, że rząd będzie musiał uruchomić gwarancję udzieloną Autostradzie Wielkopolskiej. W 2018 r. ma ona oddać Europejskiemu Bankowi Inwestycyjnemu 0,8 mld EUR, ale jej przedstawiciele sugerowali, że może mieć problem z pełną spłatą tego kredytu. — Nie można tego wykluczyć — mówiła na łamach „PB” Zofia Kwiatkowska z Autostrady Wielkopolskiej.
Warto jednak zaznaczyć, że nawet jeśli rząd będzie musiał spłacać długi za podżyrowanych, może później domagać się od nich ich oddania z odsetkami. Na koniec 2011 r. tacy dłużnicy byli winni rządowi 674 mln zł.
Kto może mieć rządowe plecy
O gwarancję lub poręczenie skarbu państwa może ubiegać się podmiot, który realizuje inwestycję wartą przynajmniej 10 mln EUR. Państwo może wesprzeć projekt, który spełnia jeden z poniższych celów:
— rozwój lub utrzymanie infrastruktury,
— rozwój eksportu dóbr i usług,
— ochrona środowiska,
— tworzenie nowych miejsc pracy,
— wdrażanie nowych rozwiązań technicznych lub technologicznych będących wynikiem badań naukowych lub rozwojowych,
— restrukturyzacja przedsiębiorstw.
OKIEM EKSPERTA
Państwo musi interweniować
DARIUSZ PONIEWIERKA, prezes KUKE
Nie można oceniać działalności gwarancyjno-poręczeniowej rządu tylko przez pryzmat finansów. Głównym celem nie jest wynik finansowy, lecz m.in. wsparcie realizacji ważnych z punktu widzenia rozwoju kraju inwestycji. Duże projekty infrastrukturalne to obszar, w którym wolny rynek nie w pełni funkcjonuje. Czas zwrotu pożyczonych pieniędzy jest tak długi, a wartość inwestycji tak duża, że stanowi dla banków komercyjnych zbyt duże ryzyko. W tej sytuacji państwo za pomocą gwarancji i poręczeń musi interweniować. Czy robi to skutecznie? Wygląda na to, że prowadzi rozsądną politykę finansową, ale najważniejsze jest, że inwestycje są realizowane.