PUNU: HM WYBAWI COMPENSĘ Z OPRESJI
Kondycja spółek ubezpieczeniowych poprawiła się w niewielkim stopniu
Danuta Wałcerz, prezes Państwowego Urzędu Nadzoru Ubezpieczeń, twierdzi, że kondycja spółek ubezpieczeniowych w ciągu ostatnich miesięcy poprawiła się, ale w niewielkim tylko stopniu. Szefowa PUNU ma nadzieję, że znajdująca się w trudnej sytuacji Compensa nie podzieli losu Polisy.
„Puls Biznesu”: W ubiegłym roku twierdziła Pani, że 12 spółek może stracić licencje na sprzedaż niektórych grup ubezpieczeń. Nadal podtrzymuje Pani to stanowisko?
Danuta Wałcerz: Sytuacja zmieniła się trochę na lepsze. Wiele firm podniosło kapitały i wyczyściło swoje akcjonariaty. Zmniejszyła się liczba tych spółek, które były zagrożone odebraniem licencji. Nie oznacza to, że sytuacja nie może się powtórzyć. Część firm balansuje na granicy prawa ubezpieczeniowego. Na Zachodzie nadzór ubezpieczeniowy interweniuje już wtedy, gdy współczynnik pokrycia marginesu wypłacalności środkami własnymi spada poniżej 120 proc. Kiedy współczynnik ten spada w Polsce poniżej 100 proc., a PUNU nakazuje spółce uzupełnienie środków, spotykamy się z opinią, że może to osłabić rozwój towarzystw.
— W trudnej sytuacji znajduje się w tej chwili Compensa. Jej portfel, wypełniony w blisko 80 proc. ubezpieczeniami komunikacyjnymi, nie daje przesłanek do szybkiej poprawy sytuacji. Czy PUNU zamierza interweniować w tej sprawie?
— Wierzę, że spółka ma dobrego akcjonariusza. Długo dyskutowaliśmy z Hamburg-Mannheimer. Widzę, że Niemcy realizują wskazówki, które im przekazaliśmy. Jedną z nich było sporządzenie rzetelnej statystyki, tak żeby wiedzieć, ile środków trzeba przeznaczyć na uzupełnienie marginesu wypłacalności. Niemniej jednak sytuacja wymaga opracowania odpowiedniej strategii, nie wystarczy bowiem jedynie „zasypanie dołu”. Oczywiście Hamburg-Mannheimer ma odpowiednie doświadczenie i narzędzia. Istnieje więc szansa, że obecna sytuacja tej spółki nie będzie stanowić zagrożenia dla rynku.
— Mostostal Export, największy akcjonariusz Compensy, tłumaczy stratę towarzystwa kosztem pozyskania rynku. Michał Skipietrow twierdzi, że ma pełne zaufanie do obecnego zarządu, a sama spółka — silne podstawy, by zakończyć ten rok zyskiem.
— Nie wiem, czy chcielibyśmy mieć takich akcjonariuszy na polskim rynku. Chyba nie. To klienci powinni wiedzieć, że taki akcjonariusz nie jest w stanie zapewnić — w sposób prawidłowy — bezpieczeństwa powierzonych środków. Nie wiem, czy zarząd Compensy pracował pod jego dyktando, czy też miał pełną swobodę. Niemniej można mieć do władz spółki duże pretensje. Na takie eksperymenty, polegające na wypełnieniu portfela w 80 proc. ubezpieczeniami komunikacyjnymi, nie powinien się godzić akcjonariusz, świadomy tego, czym jest biznes ubezpieczeniowy.
Jeżeli zarząd nie jest w stanie zmierzyć ryzyka, to nie może dobrze zarządzać spółką ubezpieczeniową. Jeżeli ktoś ponosi porażki już na samym początku, to powinien się zastanowić, czy z tego się nie wycofać.
— Czy PUNU nie powinno ściślej współpracować z KPWiG, żeby takie sytuacje nie miały więcej miejsca.
— Obowiązująca ustawa o działalności ubezpieczeniowej nie przewiduje możliwości wymiany informacji między PUNU a KPWiG oraz między PUNU i KNB. Myślę, że taki zapis powinien się znaleźć w przygotowywanej obecnie nowelizacji. Wymiana informacji jest konieczna, tak aby system finansowy był szczelny, a nadzór nad poszczególnymi sektorami skuteczny.
— Czy powołanie Komisji Nadzoru Ubezpieczeniowego jest w stanie usprawnić funkcje kontrolne na rynku ubezpieczeń? Co Pani sądzi o pomyśle powołania połączonego nadzoru bankowo-ubezpieczeniowego?
— Rozwiązania proponowane przez resort finansów w nowelizacji ustawy o działalności ubezpieczeniowej zmierzają do upolitycznienia nadzoru ubezpieczeniowego. Całkowicie nie trafia do mnie argument, że w związku z przeniesiem do KNU procesu licencyjnego, konieczna jest w niej obecność przedstawicieli Ministerstwa Finansów.
Sądzę, że na tym etapie powinniśmy mieć jeszcze niezależne nadzory, które skuteczniej są w stanie kontrolować spółki i wspierać rozwój poszczególnych sektorów finansowych. Nadzory skonsolidowane, o których także się mówi powinny mieć odbicie w sytuacji na krajowym rynku finansowym. W Polsce nie ma jeszcze wielkich konglomeratów bankowo-ubezpieczeniowych, które wymagałyby tworzenia takich instytucji nadzoru.