PZU chudnie przed debiutem

Grzegorz Nawacki
opublikowano: 2010-02-11 00:00

W drugiej fali zwolnień

W drugiej fali zwolnień

grupowych z pracą pożegna

się 2,3 tys. osób, a 2,9 tys.

czeka zmiana warunków.

PZU, szykujące się do giełdowego debiutu, ostro tnie koszty. Zarząd przyjął program zwolnień grupowych, który ma doprowadzić do zmniejszenia zatrudnienia o 2316 z 15 550 etatów.

— Koszty administracyjne wynoszą 12 proc., a każda szanująca się instytucja naszej wielkości powinna mieć 8 proc. Aby dojść do tego poziomu, musielibyśmy podnieść przypis o połowę lub dostosować koszty do konkurencji — mówi Andrzej Klesyk, prezes PZU.

Kolejne 5,2 tys. osób dostanie do podpisania nową umowę, tyle że dla 2,3 tys. będzie to jedynie formalność związana np. ze zmianą nazwy jednostki terenowej, w której pracują, ale 2,9 tys. osób dostanie propozycję ze zmianą zakresu obowiązków lub miejsca pracy. Władze PZU unikają deklaracji co do oczekiwanych skutków finansowych restrukturyzacji.

— Przyniesie znaczące oszczędności, na pewno będziemy musieli utworzyć rezerwy. Chcemy, by proces przebiegał w najmniej dotkliwy sposób. Zaproponujemy program odejść, doradztwa zawodowego, a pakiet socjalny będzie ponad ustawowe zapisy — mówi Rafał Stankiewicz, członek zarządu PZU.

W PZU jest 19 związków zawodowych, do których przynależność deklaruje połowa pracowników. Ich utrzymanie kosztuje spółkę ponad 1 mln zł rocznie. Związkowcy mają nadzieję, że uda im się wywalczyć mniejszą skalę zwolnień.

Według naszych informacji, odprawa zwalnianych z centrali w 2009 r. wynosiła wielokrotność pensji równą liczbie lat pracy, ale nie więcej niż 60 tys. zł.

PZU twierdzi, że restrukturyzacja jest konieczna i uzasadniona.

— Musimy przejść z XIX do XXI wieku. Będziemy rozwijali sposoby kontaktu z klientami, ale dziś sytuacja jest taka, że w wielu miastach mamy 2 placówki: osobną dla spółki życiowej i majątkowej. Będziemy je łączyć. Scalamy regionalne struktury prawne, logistyczne, księgowości i likwidacji szkód. Wprowadzamy też automatyzację procesów, by poprawić efektywność. Dziś likwidator likwiduje średnio 1,5 szkody dziennie. Standardem rynkowym jest 5-6 szkód. To podniesie efektywność, i co za tym idzie —zmniejszy niezbędne zatrudnienie — mówi Rafał Stankiewicz.