PZU idzie w celebrytów

opublikowano: 14-05-2014, 00:00

Ubezpieczyciel dołączył do pierwszej ligi firm tańczących z gwiazdami. Taka strategia to nie chocholi taniec, lecz pląsy ku wyższym zyskom

Zapewniamy spokój — tak od czwartku będzie się reklamował PZU, sięgając po celebrytę — filmowego Jacka Stronga, czyli Marcina Dorocińskiego. Największy polski ubezpieczyciel zaprzęga tym samym do pracy dobrą, sprawdzoną metodę: sprzedawania przez znane nazwisko. Być może jesteśmy już zmęczeni nawałem Mozilów, Kaś i Tomków czy Radwańskich, ale stara zasada nie rdzewieje — dobrze rozgrywani celebryci promują lepiej niż najpiękniejsze hasła czy obrazki.

Zobacz więcej

RYSIOM ŻYCIE, KLIENTOM SPOKÓJ: Marcin Dorociński jako ambasador społecznej kampanii WWF ratuje populację zagrożonych wyginięciem rysiów. Teraz przyszedł czas na komercję — jego wizerunek ma ożywić przychody największego polskiego ubezpieczyciela: PZU. [FOT. EAST NEWS]

„Jego wizerunek, zarówno aktorski, jak i prywatny, świetnie do nas pasuje. Jest dojrzały, stabilny, przyjazny i ciepły” — przekonują spece z PZU. Według informacji „PB”, Marcin Dorociński, dbając o swój image, zastrzegł sobie — wzorem Marka Kondrata (reklamy ING BSK) — wpływ na kształt kreacji reklamowych. Początkowo aktor pojawi się w spotach w stresujących dla klientów sytuacjach i wzorem hasła ubezpieczyciela — zapewni spokój. Szefowie PZU liczą, że spokojny celebryta wprowadzi ożywienie w przychody giełdowej spółki. Mają podstawy ku takiemu optymizmowi: według badań ZenithOptimedia Group, Polacy lubują się w reklamowym tańcu z gwiazdami. Zdaniem ponad 60 proc., udział znanej osoby dodaje reklamie atrakcyjności.

— Gwiazda w reklamie to nie jest droga na skróty. Tylko nieliczni mają cierpliwość i wyobraźnię potrzebną do prowadzenia kampanii długofalowej, która w dłuższym okresie przynosi bardzo wysokie stopy zwrotu — przestrzega jednak Roman Jędrkowiak, były dyrektor marketingu w ING BSK, dziś szef butiku ADHD Warsaw. Badania prowadzone w USA pokazały, że 80 proc. reklam telewizyjnych mających najwyższy wskaźnik zapamiętywalności stanowiły przekazy oparte na gwiazdach — w Polsce nie jest inaczej. Reklama telewizyjna z udziałem znanej twarzy jest zapamiętywana o 35 proc. lepiej. Jednak taki wynik zależy od kilku „ale”, bo o klapę w branży reklamowej nadzwyczaj łatwo. Pamiętają o tym m.in. sponsorzy Tigera Woodsa, których rynkowa wartość spadła o 12 mld USD w dwa tygodnie 2010 r., tuż po ujawnieniu skandali seksualnych z udziałem golfisty. Najważniejsza rzecz, oprócz prześwietlenia prywatnego życia celebryty, to budżet na ekspozycję medialną gwiazdy. W Polsce najskuteczniejsze są kampanie o budżetach powyżej 15 mln zł rocznie. Niezbędnym składnikiem jest też kontekst gry aktorskiej w przekazie reklamowym — najchętniej oglądamy i zapamiętujemy scenki z humorem (85 proc. wskazań w badaniach), najlepiej przy chwytliwym podkładzie muzycznym (77 proc. wskazań). Z tego wynikałoby, że obecnie być może największą furorę Marcin Dorociński zrobiłby… strzelając żartami w tle utworu Conchity Wurst. Zresztą — poczekamy, zobaczymy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu