Resort skarbu dał się przekonać zarządowi PZU, żeby nie wypłacać dywidendy.
Akcjonariusze mniejszościowi PZU nie kryli niezadowolenia, gdy reprezentant resortu skarbu, który ma ponad połowę udziałów w spółce, zagłosował za przeznaczeniem 1,420 mln zł dywidendy na kapitał zakładowy. Eureko, drugi co do wielkości akcjonariusz, opowiadało się za wypłatą połowy zysku. Resort skarbu przychylił się jednak do argumentacji Andrzeja Klesyka, prezesa PZU, że jeśli firma chce zdobywać rynki, musi mieć pod ręką pieniądze.
— Jeśli pojawi się okazja do kupna, może trudno będzie w szybkim czasie uzyskać finansowanie na międzynarodowych rynkach po rozsądnej cenie. Żeby zaistnieć w Rosji, trzeba byłoby wydać około 1,5 mld EUR. Gdybyśmy chcieli być obecni na innych rynkach to kwota wzrośnie do 2,5-3 mld EUR — tłumaczył akcjonariuszom Andrzej Klesyk.
PZU patrzy głównie na Wschód, bo tylko tam są szanse na przejęcia w branżach ubezpieczeniowej i finansowej.
— Firma przespała możliwości akwizycyjne w Europie Środkowej. W Czechach, na Słowacji i na Węgrzech nie ma już nic do kupienia — wyjaśniał prezes PZU.
Cieniem na planach spółki kładzie się konflikt akcjonariuszy: skarbu i Eureko. Do końca czerwca strony miały zawrzeć ugodę w sprawie sprzedaży akcji PZU. Wczoraj resort skarbu podał, że rozmowy zakończyły się fiaskiem.