Rady wyszły z mody
Firmy szkoleniowe coraz częściej rezygnują z prowadzenia kursów dla kandydatów na członków rad nadzorczych lub decydują się na organizowanie zajęć otwartych. Powodem jest znikome zainteresowanie rynku.
Początek lat 90. był złotym okresem dla firm szkoleniowych, które przygotowywały kandydatów na członków rad nadzorczych.
— Pierwsze kursy przeprowadziliśmy w roku 1990. Wówczas kandydatów było tak wielu, że byliśmy zmuszeni do prowadzenia równoległych zajęć — wspomina Joanna Wróblewska, odpowiedzialna za organizowanie kursów dla kandydatów na członków rad nadzorczych w Centrum Prywatyzacji Biznes i Finanse.
Tendencja spadkowa pojawiła się po roku 1995. Liczba osób chętnych do zasiadania w radach systematycznie malała. Sytuacja zmusiła niektóre firmy szkoleniowe do rezygnacji z prowadzenia tego typu zajęć.
— Między innymi dlatego organizatorzy, którzy nie chcieli wykreślić ze swoich programów takich szkoleń, zaczęli prowadzić kursy otwarte — tłumaczy Joanna Wróblewska.
Zmniejszenie popytu na szkolenia wpływa z faktu, że zdaje się tylko jeden egzamin przed komisją Ministerstwa Skarbu Państwa. I nie trzeba później potwierdzać swoich kwalifikacji. Według przedstawicieli firm szkoleniowych, 70 proc. uczestników kursów zdaje egzamin z wynikiem pozytywnym.
Chętni do zasiadania w radach nadzorczych spółek muszą wykazać się znajomością kodeksu handlowego i umiejętnością czytania bilansu oraz rachunku zysku i strat spółki.
— W nielicznych przypadkach, spółki, które nie mają określonej ustawowo wysokości kapitału, decydują się na powołanie rady nadzorczej, która miałaby wpływ na decyzje zarządu i podział zysków. Poza tym nie wszystkie osoby zasiadające w radach są dobrze odbierane przez członków zarządu. Częste dysonanse ujawniają się w przedsiębiorstwach, w których aktywne są związki zawodowe — opowiada radca prawny, wykładający w jednej z firm szkoleniowych, który zastrzegł sobie anonimowość.
Aneta Królak