Banki centralne z obu stron Atlantyku uzgodniły obniżkę stóp procentowych. Niem-niej w strategii antykryzysowej Ameryka i Europa idą odrębnymi drogami. W Unii Europejskiej nie ma zgody na centralną inicjatywę ratunkową pokroju planu Paulsona. Widzi się w tym objaw słabości naszej wspólnoty. Czy słusznie?
Zasada reakcji proporcjonalnej do zagrożeń dyktuje odmienne scenariusze. W USA wyparowało z mapy sześć z listy piętnastu największych banków. W Europie mamy odosobnione akcje ratunkowe (Bradford Bingley, Fortis, Dexia, Hypo Real Estate), jedno znaczące przejęcie awaryjne w londyńskim City (HBOS) oraz głęboki kryzys na unijnych obrzeżach (Islandia). W Stanach trzeba ratować chory system finansowy, w Europie zaś podtrzymać zaufanie do relatywnie stabilnej bankowości. Zgodne podwyższenie kwoty gwarantowanych depozytów do 50 tysięcy euro trafia do wyobraźni europejskich ciułaczy.
I o to chodzi, bo zaufanie jest najcenniejszą monetą i receptą na odporność systemu bankowego na zarazki zza Atlantyku. Oczywiście gdy idzie w parze z zaostrzonymi procedurami, które w gronie 27 krajów nie są kontestowane. Znawcy europejskich realiów dokładają jeszcze jeden argument, gdy słyszą narzekania na brak centralnego planu — szybkość reakcji. Transgraniczny plan ratunkowy dla Dexii powstał nad ranem, między godz. 4.50 a 7.30. Takiego tempa akurat od wspólnotowych decyzji trudno oczekiwać, bowiem rodzą się one w żmudnych politycznych uzgodnieniach. A w dobie kryzysu — czas to pieniądz...
Janusz Lewandowski
europoseł Platformy Obywatelskiej