Ratyfikacja otwiera żonglerkę stołkami

Jacek Zalewski
opublikowano: 04-11-2009, 00:00

We wtorek po południu w okolicach ronda Schumana w Brukseli rozległ się grzmot — to wielki kamień spadł z unijnego serca. Patos chwili ogarnął zarówno gmach Berlaymont, w którym urzęduje Komisja Europejska, jak i stojący naprzeciwko Justus Lipsius, gdzie ma siedzibę Rada Unii Europejskiej i gdzie zbierają się szczyty prezydentów i premierów.

Powodem uniesienia była długo oczekiwana wiadomość z praskiego Hradu, że prezydent Vaclav Klaus w swej łaskawości postawił pod traktatem z Lizbony ratyfikacyjną kropkę. W odróżnieniu od urządzającego niedawno galę prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jego czeski kolega podpisał traktat na roboczo, wśród pliku innych papierów trafiających codziennie na jego biurko. Tym samym dokonał symbolicznej defetyszyzacji traktatu, a najchętniej dokonałby defenestracji, czyli wyrzucenia go przez hradczańskie okno.

Jeśli Czechy złożą rządowi włoskiemu — który jest depozytariuszem wszystkich wspólnotowych traktatów — dokumenty ratyfikacyjne w listopadzie, Lizbona wejdzie w życie 1 grudnia. I właśnie ta okoliczność tak podnieca unijną klasę polityczną. Szwedzka prezydencja już zapowiedziała zwołanie około 12 listopada nadzwyczajnego szczytu Rady Europejskiej. Zostanie on poświęcony nie żadnej tam walce z klimatem, bezpieczeństwu energetycznemu czy jakiemuś podobnie niewdzięcznemu tematowi, lecz zdefiniowanym w tytule kwestiom, które unijne tygrysy lubią najbardziej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu