Recesja najlepsza na wzrost

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2003-08-19 00:00

Wreszcie i w gospodarce mamy coś podręcznikowego. Po wielu latach, kiedy wydawało się, że nic już nie zgadza się z teorią ekonomii, że każde zjawisko jest pionierskie i niepowtarzalne, mamy podręcznikową recesję. Na szczęście nie u nas, ale niedaleko, tuż za zachodnią granicą. Niemcy, ale nie tylko, bo i Holandia, Włochy doświadczają skutków klasycznej recesji, którą definiuje się, przypomnijmy, jako spadek produktu krajowego brutto przez dwa kolejne kwartały roku. W całej Unii zresztą nie mają specjalnych powodów do zadowolenia. W drugim kwartale wartość produktu krajowego brutto wszystkich krajów Unii nie wzrosła nawet o ułamek procentu, podobnie zresztą w Eurolandzie, 12 krajach, w których euro zastąpiło waluty narodowe.

Ale na definicji recesji kończy się „podręcznikowość” sytuacji, z jaką mamy do czynienia w Europie. Bo, niezależnie od przysłowia, że „nim gruby schudnie, to chudy zemrze”, cieszyć się nie ma z czego, ale... euro ma się dobrze. I tu zaczyna się związek sytuacji gospodarczej w Unii z koniunkturą w Polsce. Sprawa jest bardzo poważna, bo ponad 70 proc. polskiego eksportu lokowane jest właśnie w krajach Unii. Tyle tylko, że to dla nas jest ogromnie istotna wielkość, bo — jednocześnie — cały polski eksport jest ledwie niewielkim ułamkiem całego importu krajów unijnych. Dlatego, nawet zła koniunktura u naszych zachodnich sąsiadów, recesja, niekoniecznie musi przełożyć się na spadek zamówień dla naszych producentów.

Nie tylko zresztą z tego powodu. Na skutek skomplikowanych relacji transatlantyckich, nie tylko politycznych, ale również gospodarczych, w niezwykle szczególny sposób kształtują się kursy euro i dolara. Nie mamy na to żadnego wpływu, możemy być jedynie albo ofiarami, albo beneficjentami wzajemnych odniesień. Po kilku latach przewartościowania dolara do euro, którego to zjawiska byliśmy ofiarami (a szczególnie nasi eksporterzy), mamy sytuację, w której euro jest z kolei przewartościowane w relacji do waluty amerykańskiej. Niezależnie od przyczyn tej sytuacji, to temat na dłuższą rozprawę, jest to bardzo korzystne dla polskiego eksportu. Tym bardziej że w trudnych latach poprzednich polscy eksporterzy zostali zmuszeni do takiego obniżenia kosztów, które teraz stawiają ich w dosyć korzystnej sytuacji konkurencyjnej.

Dopiero utrzymująca się przez dłuższy czas recesja u naszych największych partnerów gospodarczych może stać się przyczyną poważniejszych zmartwień. Ale to wydaje się mało prawdopodobnym, czarnym scenariuszem. Inna sprawa, czy w tej sytuacji eksport może pełnić rolę lokomotywy gospodarczej całego kraju. Zapewne jeszcze tak, ale czy to wystarczy do osiągnięcia zakładanego na rok przyszły 5-proc. wzrostu PKB? To bardzo optymistyczne założenie. Chyba zbyt optymistyczne. Ale to też temat na osobną rozprawkę.