Referencje mogą zmniejszać konkurencję

opublikowano: 26-01-2012, 00:00

Wygórowane oczekiwania zamawiających powodują, że firmy obchodzą je lub rezygnują ze startu w przetargach

Wymagania dotyczące referencji to w odczuciu wielu przedsiębiorców jeden z głównych problemów w rozwoju ich biznesów. Szczególnie trudno jest im wejść na rynek, a wysokie wymagania zamawiających powodują, że do przetargu nieraz nie mogą stanąć nawet ludzie z dużym doświadczeniem. Chwytają się więc różnych sposobów.

Krakowski architekt Piotr Kropaczek był tak zdesperowany, że w styczniu 2011 r. zaproponował swym kolegom po fachu udział w wartości zlecenia wyłącznie za użyczenie referencji pozwalających zrealizować projekt dla klienta z sektora publicznego. I bynajmniej nie był w zawodzie nowicjuszem. Uprawnienia do wykonywania zawodu architekta uzyskał 29 lat wcześniej. Po prostu z pracy na cudzym przeszedł na swoje, a z formalnego punktu widzenia nowe biuro projektowe nie miało żadnego doświadczenia.

Na łasce posiadaczy papierków

Podobną historię opowiedział nam Robert Rutkowski z warszawskiej spółki Geoinvent działającej w branży cyfrowych systemów informacji przestrzennej. Zwracał uwagę, że firmy, które nie mają już ani zespołu, ani narzędzi, wciąż mogą startować w przetargach, bo mają referencje.

Z problemem referencji borykał się Krzysztof Buczyński, właściciel firmy brukarskiej Anex-Bruk z Brzegu. By realizować zlecenia samorządów ze swojej okolicy, musiał się wylegitymować wcześniejsząrobotą za 300 tys. zł. Brakowało mu niewiele.

— Te wymagania formułowano pod konkretne firmy. Ze swoimi referencjami mógłbym startować w podobnych przetargach ogłaszanych w innych województwach — mówi Krzysztof Buczyński.

Poradził sobie, biorąc duże zlecenie od prywatnego dewelopera. By zdobyć dokument otwierający drzwi do zamówień publicznych, był gotów zrealizować je po kosztach.

To, że zarobił, wynikało wyłącznie z tego, że uwinął się przed czasem. W przetargach publicznych osobom niemającym odpowiedniego papierka zostaje rola podwykonawców. To mniejsze marże i — mimo faktycznego wykonywania zleceń — brak jakiejkolwiek gwarancji na zdobycie referencji.

Zleceniobiorcy kontraktów mogą świadomie nie wydawać referencji podwykonawcom, by nie hodować sobie konkurencji. Zdarza się też, że w kontraktach są wpisane zakazy podzlecania prac. Gdy zdobywca zamówienia podzleca je „po cichu”, to po prostu nie udzieli referencji podwykonawcom.

— To patologia wychodząca od zamawiających. Zamawiający chcą dużych firm jako wykonawców, gdyż ich markę uważają za gwarancję właściwej realizacji zamówienia. Duży koncern bierze niebagatelną marżę za to, że przybije swoją pieczątkę, a de facto i tak nic nie będzie robił, bo podzleci wszystko innym — dodaje Grzegorz Szczechowiak, prezes gdyńskiej firmy informatycznej Madkom.

Latarnia latarni nie równa

Przetargów, w których wymogi dotyczące referencji zdają się abstrahować od realiów zamówienia, nie trzeba długo szukać. We wrześniu 2011 r. warszawski Zarząd Dróg Miejskich ogłosił przetarg na przebudowę skrzyżowania ul. Wysockiego i Bartniczej. Wygrało go konsorcjum spółek Podkowa Boguszewscy Perkowscy i Planeta, które zaproponowało 855 tys. zł.

Jedynym jego konkurentem była spółka Mabau Polska oczekująca 882 tys. zł. Być może oferentów było zaledwie dwóch, bo w specyfikacji zamówienia znalazł się zapis uniemożliwiający ubieganie się o zlecenie firmom, które wcześniej wykonały przynajmniej pięć sygnalizacji świetlnych i trzy roboty drogowe w miastach zamieszkałych przez minimum 100 tys. osób.

c3b39424-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Opowieści z arkusza zleceń
Newsletter autorski Kamila Kosińskiego
ZAPISZ MNIE
Opowieści z arkusza zleceń
autor: Kamil Kosiński
Wysyłany raz w miesiącu
Kamil Kosiński
Newsletter z autorskim podsumowaniem najciekawszych informacji z warszawskiej giełdy.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Oświadczenie, które przysłała nam Karolina Gałecka, rzeczniczka warszawskiego ZDM, sprowadza się do stwierdzenia, że wspomniany wymóg „wynika ze specyfiki realizacji tego typu robót w aglomeracjach miejskich”. Ulica Wysockiego to arteria dwupasmowa. Bartnicza jest jednak zwykłą jednopasmową drogą dochodzącą do Wysockiego i nawet jej nie przecinającą. Wymóg dotyczący referencji sprawiał zaś, że o kontrakt nie mogły się starać firmy, które przebudowałyby nawet 100 takich skrzyżowań jak zbieg tras wylotowych z Warszawy do Krakowa i Katowic.

Powód? Formalnie skrzyżowanie to znajduje się tuż za rogatkami stolicy — w siedmiotysięcznej gminie Raszyn. Rzeczniczka ZDM uchyliła się od odpowiedzi na pytania odnoszące się do tego, że opis wymaganych referencji mógł eliminować z przetargu wykonawców o większym doświadczeniu niż ci, którzy do niego stanęli, i prowadzić do zawyżenia kosztów robót.

Pytanie to jest aktualne także w przypadku budowy oświetlenia drogi krajowej nr 81 w Mikołowie. Ofert wpłynęło tam sześć, co można uznać za przyzwoity wynik. Najtańsza opiewała na 575 tys. zł. O zlecenie mogły się jednak ubiegać tylko firmy, które już ustawiały latarnie przy drogach dwujezdniowych. Czy stawianie latarń przy drogach jedno- i dwujezdniowych dzieli taka przepaść, że trzeba ją uwypuklać w specyfikacji zamówienia?

— Nie jest prawdą, że stawianie latarń przy drogach jedno- i dwupasmowych niczym się nie różni. Oświetlenie na drodze dwupasmowej jest zlokalizowane w pasie rozdzielającym jezdnie, na drodze jednopasmowej na poboczu drogi. Stawia to przed wykonawcą zupełnie inne wymagania organizacyjno-techniczne dla budowy takiego oświetlenia, tj. konieczność wyłączenia jednego pasa drogi krajowej o dużym natężeniu ruchu, wykonania trasy kablowej bezwykopowo, lokalizacji fundamentów słupów na bardzo niewielkim obszarze, zwykle niebędącym gruntem rodzimym, ale podbudową drogi, konieczność ingerencji w bariery energochłonne w pasie rozdzielającym — wyjaśnia Adam Putkowski, wiceburmistrz Mikołowa.

To ci niespodzianka

Przyglądając się ogłaszanym przetargom, można zauważyć, że przy analogicznych zleceniach oczekuje się obecnie referencji o wyższej wartości niż kilka lat temu. Tyle że zamawiający sami mogą się na tym przejechać. Przykładem może być Warszawska Kolej Dojazdowa (WKD), która w grudniu szukała wykonawcy remontu dwutorowego przejazdu kolejowego połączonego z wymianą szyn na odcinku 150 metrów.

O kontrakt mogły się ubiegać przedsiębiorstwa, które miały już na koncie przebudowę przejazdu kolejowego za co najmniej 1 mln zł. Z pytań, jakie wpłynęły do WKD, wynika, że zleceniem interesowały się dwie firmy. Jedna — realizująca bardziej kompleksowe zlecenia, druga — remontująca dotychczas przejazdy za mniejsze kwoty.

Ostatecznie nie wpłynęła jednak żadna oferta. Wygląda na to, że pierwszej firmie nie chciało się schylać po tak mały kontrakt, a druga — nie miała odpowiednio prestiżowych referencji. Grzegorz Dymecki, prezes WKD, uważa jednak, że warunki udziału w postępowaniu nie były wygórowane i były podyktowane specyfiką zamówienia.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu