Referendum na Malcie dało pretekst do wzrostów

Piotr Kuczyński
11-03-2003, 00:00

Weekend nie zmienił mojej opinii o piątkowej sesji w USA. Dopiero głosowanie w Radzie Bezpieczeństwa ONZ nad nową rezolucją powie nam, jakie naprawdę są nastroje. Colin Powell oświadczył, że jest szansa na uzyskanie poparcia dla nowej rezolucji w RB. Gdyby tak było, zmusiłoby to Rosję lub Francję do pokazania, czy blefują czy też zawetują rezolucję. Obie strony starają się kupić głosy — zobaczymy, kto będzie miał mocniejsze argumenty. Amerykanie traktują Francję jako swojego głównego przeciwnika. Od wielu tygodni piszę, że w mojej opinii, najbardziej groźna dla USA jest nie Francja, lecz Rosja (z powodu ceny ropy). Igor Iwanow, minister spraw zagranicznych Rosji, powiedział, że Rosja nie poprze rezolucji, a atakując Irak bez zgody Rady Bezpieczeństwa USA złamałyby statut ONZ. Wtedy sprawą amerykańskiego ataku powinna zająć się... Rada Bezpieczeństwa ONZ. Nawet nie będę próbował prognozować, jakie mogłyby być tego następstwa.

Informacje o mniejszej niż oczekiwano stracie Deutsche Telekom i rosnącej dynamice sprzedaży telefonów komórkowych na świecie z początku pomagały rynkom europejskim. Indeksy szybko jednak przeszły na minusy z powodów czysto geopolitycznych, a po informacji, że Rosja skorzysta z prawa weta wyprzedaż się pogłębiła. W dalszym ciągu, spadały ceny akcji ubezpieczycieli sięgając dziesięcioletniego dna.

Nasze fundusze postanowiły wyprzedzić resztę świata. Na razie wydaje się, że są górą. Rynkowi pomagało to, że Malta, kraj, co do którego były największe wątpliwości, przyjął w referendum traktat akcesyjny, a to podobno ma pomóc innym państwom w jego zaakceptowaniu. Nie widzę żadnego powodu, żeby głosowanie na Malcie miało wpływ na głosowanie w Polsce. Ale jako pretekst do wzrostów to powód równie dobry jak każdy inny, co widać było również na Węgrzech. Tyle tylko, że złoty znowu osłabł, więc można było zakładać, że nie był to atak zagranicy. Jest jednak i inne wytłumaczenie. Zagraniczne fundusze inwestujące w akcje mogą zakładać, że złoty niedługo się wzmocni, a na giełdy akcji zawita hossa. Wtedy mogliby kupować akcje licząc, że zarobią i na kursie złotego, i na akcjach. Nasze fundusze szykują się na scenariusz: weto Francji lub Rosji to chwila paniki i potem indeksy rosną, bo wszystko już jest jasne. Brak weta oznacza natychmiastowy ruch do góry, bo jest poparcie RB ONZ. To rzeczywiście najbardziej prawdopodobny scenariusz.

Dzisiaj trzeba brać pod uwagę to, że zarządzający, co prawda, oczekują hossy wojennej, ale nie są pewni, jak w krótkim terminie rozwinie się sytuacja. Chodzi oczywiście o głosowanie rezolucji w RB ONZ i reakcję giełd amerykańskich. Prawdopodobieństwo tego, że zwrot na giełdach amerykańskich mógł być falstartem też może hamować chęć zakupu akcji. I wreszcie giełdy europejskie mają dużo więcej do odrobienia niż nasza, a mocarstwem gospodarczym nie jesteśmy. Dlatego też nie oczekiwałbym dzisiaj podobnego szaleństwa jak wczoraj. Prędzej będziemy mieli do czynienia z wyczekiwaniem. Oczywiście, jeśli rynki nie dojdą do wniosku, że Rada Bezpieczeństwa przyjmie rezolucję bez weta, bo wtedy wzrosty rozpoczną się na wszystkich rynkach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Surowce / Referendum na Malcie dało pretekst do wzrostów