Refleksy: Nuda politycznej telenoweli

AdS
29-02-2008, 00:00

Tuż po ostatnich wyborach parlamentarnych z polskiej polityki wyparowały emocje. Skończyły się dramatyczne, emocjonujące spory, zaskakujące zwroty akcji. Z dnia na dzień powiało nudą.

To nie przypadek, że ten okres stagnacji zapanował, gdy zastrajkowali amerykańscy scenarzyści. I ten strajk był bardziej dotkliwy niż połączone siły lekarzy, górników i nauczycieli. Wszystko wskazuje na to, że to hollywoodzcy scenarzyści przez miesiące podrzucali pomysły aktorom naszej politycznej telenoweli. Na okres kampanii wyborczej podrzucili trochę atrakcyjnych trailerów, a potem zastrajkowali. I przyszedł nowy premier do swojego gabinetu, sięgnął do szuflady po scenariusz, a tu pustki.

Aktorzy próbowali radzić sobie sami, improwizując. Ale dramaturgia kulała, dialogi były koślawe, akcja nie posuwała się do przodu, to, co wydawało się kulminacją napięcia, było najczęściej niewypałem, a to, co wydawało się niewypałem, takim niewypałem pozostawało. Cóż, że wszyscy starali się, jak mogli — jeśli chodzi o sztukę, nawet ciężka praca nie zastąpi talentu.

Na szczęście scenarzyści zakończyli strajk i teraz drżymy z niecierpliwości, jakie zwroty akcji rozpisali na najbliższe odcinki. Czy będzie to powtórka z „Titanica”, gdzie katastrofa kładzie kres wielkiej miłości, czy przy kolejnej komisji śledczej poznamy nowy „Raport mniejszości”. Przekonamy się, kto będzie gwiazdą, a kto zniknie z serialu. Jedyne co nas może pocieszać to fakt, że w Hollywood wciąż obowiązuje zasada happy endu. Zanim do tego dojdzie to — jak w „Szklanej pułapce” — może być ciężko.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: AdS

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Refleksy: Nuda politycznej telenoweli