Zaczynali od szyldów i wizytówek. Dziś fotografują najpiękniejsze Polki. I wciąż szukają nowych pomysłów.
Mariusz Arcisz studiował polonistykę w białostockiej filii Uniwersytetu Warszawskiego. Po pierwszym roku wziął urlop dziekański i wyjechał do Belgii.
— Poznałem tam człowieka działającego w branży odzieżowej i robiącego pokazy mody. Zobaczyłem od podszewki, jak działa modeling — wspomina Mariusz Arcisz.
Gdy po półtora roku wrócił do Polski, postanowił założyć agencję modelek i reklamową, która będzie realizowała filmy. Wystartował w 1992 r., jeszcze na studiach, otwierając z kolegą, Krzysztofem Matysem, miłośnikiem grafiki i informatyki, firmę Admis. Realizacja studenckich marzeń okazała się jednak dużo trudniejsza, niż przypuszczali.
— Na początku mieliśmy tylko studio reklamy wizualnej, podobnie jak większość agencji reklamowych. Zaczęliśmy od szyldów, wizytówek i papierów firmowych. Trudno było połączyć studia i pracę, ale wtedy na rynku było łatwiej niż dzisiaj. Przede wszystkim nie istniała tak duża konkurencja — opowiada Mariusz Arcisz.
W podjęciu decyzji o pójściu na swoje dużą rolę odegrały też pieniądze.
— Przez chwilę myślałem o tym, by zostać asystentem na uczelni. Było to jednak tak mało atrakcyjne finansowo, że ten pomysł szybko upadł. Ale wbrew pozorom, to, co robię, ma dużo wspólnego z polonistycznym wykształceniem. Tu też chodzi o posługiwanie się słowem, kreowanie i pracę z ludźmi — wymienia Mariusz Arcisz.
Problemem okazał się brak praktyki w zawodzie.
— Uczyliśmy się na własnych błędach. A klienci razem z nami, bo ta branża dopiero raczkowała — mówi Mariusz Arcisz.
Postawili na region
Rok 1995 to początek agencji artystycznej, rok później powstały studia fotografii i grafiki.
— Mieliśmy wybór: albo skupić się na współpracy z Warszawą i być dla niej konkurencją cenową, albo działać głównie w regionie. Wybraliśmy tę drugą drogę i nie żałujemy — stwierdza Mariusz Arcisz.
Admis szybko stał się liderem w organizacji masowych imprez w północno-wschodniej Polsce.
— Przełomem był „Słoneczny festyn”, który zrobiliśmy z podlaską gazetą „Kurier Poranny”. Przyszło 50 tysięcy ludzi. Uskrzydleni tym sukcesem, otworzyliśmy w firmie dział imprez — opowiada współwłaściciel Admisu.
Zależni od pór roku
Firmę rozwijali według modelu francuskiego, czyli tworząc małe studia — fotografii, grafiki, internetowe, marketingu i reklamy zewnętrznej.
— W naszym przypadku to się sprawdza. Małe studia działają osobno lub razem — zależnie od potrzeb klienta. Możemy zrobić dla firmy czy modelki sesję zdjęciową lub całą kampanię reklamową. Najbardziej interesuje nas obsługa kompleksowa, czyli tworzenie wizerunku, a potem przenoszenie go na różne nośniki. To jednak klient o wszystkim decyduje — mówi Mariusz Arcisz.
Marzenie o agencji modelek spełniło się na początku tego wieku. Dziś Admis ma w bazie około 50 modelek i hostess, a ich lista ciągle się powiększa. Od kilku lat agencja jest też jednym z głównych organizatorów podlaskiego etapu wyborów Miss Polonia. Firmie szefują dziś trzy osoby — do Mariusza Arcisza i Krzysztofa Matysa dołączył Mariusz Kozioł, odpowiedzialny za finanse i obsługę klienta.
Admis jest liczącym się studiem filmowym, które realizuje materiały promocyjne dla firm, miast i uczelni nie tylko z regionu. Trafiają do regionalnych telewizji, są prezentowane na eventach i dołączane do prezentacji multimedialnych.
To, czym zajmuje się firma, częściowo zależy od pory roku. I tak — jesienią przygotowuje kalendarze na następny rok, zima to czas imprez w zamkniętych pomieszczeniach, wiosna — pierwsze akcje na powietrzu. Szczególnie warte uwagi są koncerty z cyklu Strefa Muzy, organizowane wspólnie z Filharmonią Białostocką. Publiczność mogła podziwiać na nich m.in. Leszka Możdżera i zespół Myslovitz.
Nie za wszelką cenę
Mariusz Arcisz podkreśla, że do tej pracy trzeba mieć właściwe podejście.
— Spokojnie, nie za wszelką cenę. Gdyby to była firma nastawiona na maksymalny zysk, nie czerpalibyśmy z pracy przyjemności — mówi współwłaściciel Admisu.
Jaka jest przyszłość firmy i branży?
— Portfele klientów są coraz bardziej otwarte na usługi. W naszym regionie ważna jest turystyka. Musimy na to reagować, więc nastawiamy się głównie na promowanie regionu. Kierujemy się na nowe tory — w końcu firmowe hasło „Przekrocz swój Rubikon” — zobowiązuje — uśmiecha się Mariusz Arcisz.
