Reklama puchnie na wakacyjnych leżakach

opublikowano: 20-08-2014, 00:00

Czyhają przy autostradowych bramkach, zapraszają do kina. Wypoczęty konsument to łatwiejszy cel.

Gdy premier zdecydował o podniesieniu szlabanów na bramkach autostrad prowadzących nad morze, do wyjazdu nad Bałtyk szykowała się największa od lat fala turystów. Działające w cieniu globalnych gigantów polskie firmy z branży reklamowej poszły w tym roku szukać słońca tam, gdzie szukają go Polacy. Mazury i nadmorskie kurorty stały się mekką reklamy. Dlaczego? Bo podczas urlopu pochłaniamy nie tylko gofry i piwo — wakacyjna forma reklamy dociera do zrelaksowanych konsumentów, z dala od miejskiego szumu reklamowego. Ponadto może być umiejętnie personalizowana i adresowana do ludzi o przychodach wyższych niż średnia krajowa.

MEKKA REKLAMY: Firmy z branży reklamowej poszły szukać zysków tam, gdzie Polacy szukają słońca. Mazury i nadmorskie kurorty stały się mekką reklamy.
MEKKA REKLAMY: Firmy z branży reklamowej poszły szukać zysków tam, gdzie Polacy szukają słońca. Mazury i nadmorskie kurorty stały się mekką reklamy.
None
None

Kino na fali

— Na rynku reklamy pokutuje zwyczaj wyciszania akcji marketingowych w kinach w czasie wakacji. Skoro w stacjonarnych kinach zauważyłam spowolnienie obrotów, postanowiliśmy wyjść z kinem do ludzi. I tam też zaprosić sponsorów oraz reklamodawców — tłumaczy Kinga Dołęga-Lesińska, właścicielka firmy Kinads, sprzedającej reklamy w niezależnych sieciach kin. Plenerowe kino to kilkadziesiąt seansów w 20 nadmorskich miejscowościach z łącznąwidownią 60 tys. na samych filmach.

A przecież filmowe miasteczko rozkłada się o godzinie 16, a wraz z nim rusza machina marketingowa kilku kluczowych partnerów projektu. Ludzie oglądają samochody, testują kosmetyki, zjeżdżają oklejoną logotypem długaśną zjeżdżalnią. Tłumy przewalają się przez kilka godzin, by na koniec zasiąść przed ekranem wysokim na ponad trzy piętra. Blok reklam trwa kilkadziesiąt minut, sam ekran też oblepiony jest reklamami. Na leżakach, kocach — wszędzie znane marki.

Model objazdowych imprez z marketingiem w tle przez kilkanaście lat ćwiczył m.in. RMF, teraz w mniejszych miejscowościach rozpycha się Biedronka. Największa sieć detaliczna w Polsce zainwestowała milionowe kwoty w objazdowe kino. Lidl, jej największy rywal, wypuszcza w Polskę autobus z celebrytami. Wcześniej Lidl szukał młodych konsumentów z dala od domu — postawił okazałe miasteczko i tymczasowy sklep na Przystanku Woodstock.

Sezon na format

Czy warto z reklamą wyjeżdżać z miasta? Suche liczby pokazują, że szukanie Polaków na wakacjach to nie tylko reklamowe fajerwerki. — W tym roku oceniamy liczbę kontaktów z reklamą na 4 miliony — podsumowuje Dołęga-Lesińska. Według szacunków branży, całość budżetów marketingowych wydanych w letnich kurortach dobije w tym roku do 25 mln zł. Jeszcze kilka lat temu była to kwota nawet o kilkanaście milionów złotych niższa. Wówczas królowała letnia promocja na festiwalach i klasycznych billboardach. O kinie na plaży i autostradach dopiero marzyliśmy.

Łukasz Wylęga, właściciel firmy Headz, stawiającej sezonowe tablice reklamowe, szacuje obecnie swoje audytorium w milionach kontaktów. W tym roku jego firma postawiła na duże formaty (200-300 mkw.) przy autostradach biegnących na północ Polski i nieco mniejsze tablice (100-200 mkw.) na Wybrzeżu i Mazurach. W sumie jest ich niemal 60.

— Postawienie każdego takiego nośnika kosztuje kilkadziesiąt tysięcy złotych, ale opłaca się, bo zainteresowanie tego typu marketingiem w tym roku jest wyjątkowo duże. Zaktywizowali się m.in. producenci samochodów, banki i wielkie browary — wyjaśnia Łukasz Wylęga i zakłada, że w przyszłym roku znów skokowo zwiększy zasięg sezonowych nośników.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane